piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 18



W sumie to przez resztę popołudnia ,które płynnie przeszło w wieczór nie robiłam nic. Cieszyłam się ostatnimi wolnym dniem od jakichkolwiek obowiązków. Przecież nie byłabym sobą gdybym nie oddała się tego dnia słodkiemu nic nie robieniu.Wieczorem położyłam się spać dosyć wcześnie ,w dalszym ciągu  w pełni nie przyzwyczaiłam się do lokalnego czasu.Ok . 21 senna położyłam się w moim miękkim łóżku i spałam jak zabita.

Ranek.Pierwszy dzień w mojej pierwszej w życiu pracy.Jak zwykle czułam nerwy ,ale nie tak duże jak wczoraj ,gdy musiałam zmierzyć się z moim nowym szefem.O 7 rano obudził mnie dźwięk budzika i jak zwykle dość leniwie wykonałam wszystkie poranne czynności.Po śniadaniu i paru motywujących słowach od Amy ubłagałam Ryana aby zawiózł mnie do hotelu.Tym razem badawczo spoglądałam przez szybę samochodu ,aby zapamiętać każdy kawałek drogi prowadzący mnie do pracy.W końcu nie zawsze Ryan będzie mnie tam zawoził ,a z powrotem obawiam się ,że będę musiała poradzić sobie sama.Wujek wysadził mnie tuż przed wejściem. Stanęłam przed ogromnym budynkiem i uśmiechnęłam się sama do siebie.Czułam ,że może to być początek nowego rozdziału w moim życiu ,że dużo się zmieni i doświadczę nowych ,dobrych dla mnie rzeczy.Tak pozytywnie nastawiona weszłam do recepcji .Spojrzałam na dziewczyne ,która przyjmowała nowych gości ,miała gładko uczesany kok i czarny galowy "mundurek".Za kilka minut pewnie będę stała obok niej i uczyła się pilnie wszystkiego pod okiem Joann.Udałam się w stronę szatni ,czyli miejsca w którym wczoraj kazała mi czekać na siebie dziś Joann.I tak też było.Przed wejściem zobaczyłam blondynkę w krótkich włosach ,ubrana tak jak wczoraj w służbowy strój.
-No wreszcie ,ile trzeba na ciebie czekać?-zrobiła mi "miłe" powitanie.
-Przepraszam ,ale trochę się zgubiłam.-odparłam pewnie cała zaróżowiona po twarzy.Tylko 3 minuty spóźnienia i od razu jakieś "ale".No tak , praca...
-Pamiętaj ,że zawsze masz sie tu stawiać punktualnie. A teraz choć ,trzeba znaleźć dla ciebie jakiś outfit.-otworzyła drzwi ,a moim oczom ukazało się skromne popielate pomieszczenie.Pod ścianą stał rząd szafek ,które przypominały trochę te szkolne szafki z amerykańskich szkół.
-Tu zawsze rano będziesz zostawiać swoje rzeczy i przebierać się.-zwróciła sie do mnie Joann ,po czym otworzyła jedną z szafek i podała mi kluczyk z numerem 13.Pechowa trzynastka zawsze spoko -pomyślałam.
-Tu jest twoje ubranie służbowe ,mam nadzieje że rozmiar będzie pasował.Przebierz się i przyjdź na recepcje.-poleciła podając mi równo poskładane ubrania i wyszła.
-No cóż mogło być gorzej.-powiedziałam sama do siebie patrząc na białą koszule ,czarną marynarkę i  spódnicę .Potem popatrzyłam na moje fioletowe trampki.Ehh... będę wyglądać doprawdy szałowo. -,-
Przebrałam się w mój roboczy outfit i spojrzałam w lustro wiszące na ścianie.W sumie nie było tak źle ,marynarka leżała jak ulał.Trampek nie będzie widać... Może nawet Joann nie zauważy .Ugh ,że też wcześniej nie pomyślałam o odpowiednim doborze butów .Tak wystrojona i zarazem nieco zrezygnowana przez moją wspaniałomyślność opuściłam szatnię zamykając moją szafkę na klucz.Szpagatami dotarłam do recepcji ,gdzie niezadowoloną miną kolejny raz powitała mnie Joann.
-To jest Rachel -wskazała na dziewczynę ,na którą zwróciłam uwagę tuż po wejściu do hotelu.-na razie będziesz przyglądać się jej pracy , nauczy cię obsługi programu ,przyjmowania gości i innych takich.Przyjdę przed przerwą sprawdzić jak sobie radzicie.-wyrecytowała i zniknęła.
-Jaką przerwą?-zdezorientowana zapytałam blondynkę obok.
-Przerwą na lunch o 12.-odparła śmiejąc się pod nosem.
-Aaaa no tak.Nie przedstawiłam się ,April.- jak zwykle "błyskotliwa ja”. Wymieniłyśmy powitania i przystąpiłyśmy do pracy ,to znaczy Rachel przystąpiła bo ja z boku obserwowałam jak przyjmuje grupkę turystów obładowanych bagażami .Potem zajęłam się odbieraniem telefonów i na tym  spędziłam czas aż do przerwy na lunch.Zawitała do nas Joann ,która ani mnie nie skrytykowała ani nie pochwaliła więc uznałam ,że chyba powinnam się bardziej przyłożyć .Następnie udałam się razem z sąsiadką z recepcji do hotelowej restauracji .Nie byłam głodna wiec zamówiłam tylko sałatkę ,czas spędziłyśmy rozmawiając.Blondynka wydawała się dość sympatyczna ,opowiadała mi o innych pracownikach i udzieliła kilku rad. Po posiłku oraz półgodzinnej przerwie wróciłyśmy do pracy i znowu uczyłam się i podglądałam poczynania Rachel.O 15 zeszłam z recepcji ,zawitałam do szatni aby się przebrać i opuściłam "The Mirage hotel".Chciałam wybrać się na zakupy ,ale nawet nie wiedziałam gdzie.Znowu błądziłabym bez sensu po mieście.Postanowiłam więc ,że wrócę do domu metrem i namówię Amy na potowarzyszenie mi w zakupach.Nie było problemu , ciotka przygotowywała się do wyjścia ,a ja w tym samym czasie zajadałam się pysznym obiadem ,czyli spagetti.Kilka minut i siedziałyśmy w sportowym samochodzie Amy jadąc do centrum. Podjechałyśmy chyba pod największą galerię jaką było mi dane do tej pory zobaczyć.W LV wszystko wydaje się takie duże i luksusowe.Weszłyśmy do galerii , ta niezliczona ilość sklepów zdecydowanie stwarzała zagrożenie dla moich funduszy.Głównym celem moich zakupów były buty ,a konkretnie kilka par.Chyba jakoś będę musiała przeboleć te 7 godzin stania na recepcji w szpilkach. Szczerze powiedziawszy Amy okazała się dobrym doradcą i przydała mi się jej pomoc na zakupach.W galerii spędziłam dobre 3 godziny ,potem wybrałyśmy się do restauracji ,gdzie dosłownie  wszystko było "smażone”. Skrzywiłam się gdy zobaczyłam grilowane ananasy.A więc podsumowując w USA wszystko jest duże ,ludzie mają blond włosy i smażą dosłownie wszystko.No więc po posiłku ,a dokładniej burgerem z frytkami padnięte wróciłyśmy do domu.Walnęłam się na kanapę przed telewizorem i nie miałam nawet siły ,aby sięgnąć po pilota ,który znajdował się baaaardzo daleko bo na ławie.Oglądałam jakiś nudny film i po godzinie prawie ,że zasnęłam. Pół przytomna poczłapałam po schodach do mojego pokoju i położyłam się na moim kochanym miękkim łóżku.Był dopiero poniedziałek ,a już dokuczało mi zmęczenie.Przede mną jeszcze 4 dni pracy ,może w weekend przyjedzie Kat?Why not.

---------------------------------------------------------------------------------
Część lejdis! ;)
 Dziś będzie trochę krótko.Dodaje ten rozdział ,a za oknem burza jak ja lubię taką pogodę ;) A co do rozdziału to cytując pewną przekochaną osobę ,która wie ,że o niej mowa choć może być nie obecna xd (jak to tajemniczo brzmi )
Jestem mega zadowolona ze swojego rozdziału i jestem bardzo zdolną pisarką.
No dobra jest ok ,ale będzie lepiej ^^ ja to wiem.

No to żegnam moje wspaniałe czytelniczki i obiecuje ,że następny pojawi się za baaardzo nie długo ;) Ściskam ;*

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 17



Do środka zapraszały nas szklane obrotowe drzwi.Już samo wejście do budynku mówiło ,że to nie byle jaki hotel.Ledwo co postawiłam moją nogę w wejściu a już słyszałam wokoło „witamy w hotelu Mirage” ,”Dzień dobry” itp.
-Chodź ,zaprowadzę Cię.- Ryan przerwał mi kontemplacje wielkiego szklanego żyrandola zwisającego nad recepcja.-April , potem sobie wszystko obejrzysz .Zaraz się spóźnimy.
-Tak ,tak chodźmy już.-odparłam nie odrywając dalej wzroku od bogatego pomieszczenia.
Szliśmy długim wąskim korytarzem do biura niejakiego Christophera Morris.Na końcu korytarzu znajdowało się małe pomieszczenie ,gdzie jak domyśliłam się urzędowała sekretarka ,która podniosła się z miejsca gdy nas zobaczyła.
-Państwo?-zaczęła blond włosa kobieta ubrana w czarną sukienkę i białą marynarkę.
-My byliśmy umówieni na 14.00.-już miałam otwierać usta ,by coś powiedzieć ,ale uprzedził mnie wujek.
-Tak ,tak ,pan Morris już na państwa czeka.-lekko się uśmiechnęła i wskazała ręką na czarne drewniane drzwi.Wzięłam głęboki wdech i pociągłam za metalową klamkę.W tym samym momencie spojrzałam również na Ryana ,nie byłam pewna czy wejdzie tam ze mną ,ale na szczęście wszedł.
-Dzień dobry.-odezwałam się jak by ten facet miał zaraz na mnie nakrzyczeć i wywalić mnie za drzwi.Mężczyzna około czterdziestki podniósł wzrok z jakiś papierów i również podniósł się ze swojego skórzanego obrotowego fotelu ,dokładnie takiego jakie mają wszyscy szefowie w filmach.
-Witam panią …-zaczął mówić zbliżając się w moja stronę.
-April Jeferson.-dokończyłam ,a mężczyzna na powitanie uścisnął moja dłoń.Spojrzałam odruchowo na Ryana ,który stał za mną.
-Cześć –odparł i rzeczywiście było widać ,że się znają.-mam na dzieje ,że się dogadacie.-spojrzał na mnie.
-Zobaczymy.-odparł Morris.
-To ja znikam ,zaczekam na ciebie w sekretariacie.-posłał mi ciepłe spojrzenie ,dodające otuchy i zniknął za drzwiami.Czułam jak podskoczyło mi ciśnienie ,miałam ochotę wyjść stąd razem z nim.
-No więc ,zapraszam.-Morris usiadł w swoim wielkim fotelu , a ja naprzeciwko wielkiego biurka mężczyzny na nieco mniejszym siedzeniu.Kompletnie nie wiedziałam jak zacząć rozmowę.Chciałam powiedzieć ,że ma bardzo ładny hotel ,ale mogło by wyjść ,że się podlizuję wiec wolałam tego nie mówić.-Jak się pani podoba nasz hotel?-zapytał ,a ja ledwo co powstrzymałam się od zrobienia facepalma.
-Jest bardzo … -syndrom jąkania reaktywacja.-bardzo mi się podoba naprawdę ,jest taki nowoczesny i niezwykle ekskluzywny.-mam nadzieje ,że mój uśmiech na końcu wypowiedzi nie wyglądał ani trochę sztucznie.
-No ,więc dostarczono mi już wcześniej pani dokumenty i…-zawiesił wzrok na kartkach ,które miał w ręce ,a ja wsłuchiwałam się w szum klimatyzacji.-ukończyła pani w tym roku Gloucestershire College.


-Tak ,minęło już pól roku.
-I z tego co wiem nigdzie pani do tej pory nie pracowała.-miałam wrażenie ,że mężczyzna nie jest z tego faktu zadowolony.
-Jak by to powiedzieć … nie pracowałam nigdy profesjonalnie.-odruchowo podniosłam ręce ,które do tej pory spoczywały na moich kolanach.-Kilka razy podczas wakacji zajmowałam się roznoszeniem gazet i różnych ulotek.Rok temu również przez wakacje pracowałam w sklepie muzycznym.Nie pracowałam w pełni zawodowo ,ale miałam styczność z pracą.-to było stanowczo za bardzo bezsensowne zdanie… Co mają ulotki ,czy sklep z płytami do pracy w hotelu.Bez sensu.
-Rozumiem…. Ale od czegoś trzeba jakoś zacząć ,prawda?-uśmiechnął się co dało mi światełko nadziei w ciemnym tunelu mojej głupoty.
-Oczywiście.
-Dobrze ,w takim razie jeszcze kilka pytań.Co skłoniło panią do przyjazdu do Stanów?Bo z tego co wiem dotychczas mieszkała pani w Anglii.
-Tak.-przytaknęłam.-W moim małym miasteczku dosyć długo nie mogłam znaleźć pracy , chciałam spróbować usamodzielnić się i poznać nowe miejsca.
-To trochę jak skok na głęboką wodę.
-Trochę tak.
-Więc pani April , tu jest taki formularz ,który musi pani wypełnić.-wyciągnął z szuflady kartki-Zwykłe formalności.-podał mi kartkę zapisaną pytaniami.Zabrałam się do czytania ,były tam przeróżne pytania ,niektóre jak by w ogóle nie miały związku z pracą.Nad niektórymi trochę się rozpisałam np. czy Pani wie ile Nasz hotel ma gwiazdek? czy może Pani Nam opowiedzieć na czym polega praca recepcjonistki w hotelu? co by Pani zmieniła w Naszym hotelu?Ile chciałaby pani zarabiać? Proszę wymienić 3 negatywne i 3 pozytywne cechy.Trochę się nad tym namęczyłam ,ale w końcu oddałam zapisaną kartkę Morrisowi. Mężczyzna usiadł wygodnie w fotelu i zaczął czytać ,a ja zajęłam się oglądaniem jego nowoczesnego biura.
-No dobrze ,właściwie to mi odpowiada.-oderwał wzrok od formularza.-Nie przedłużajmy już zresztą.-znowu wyciągnął z biurka jakieś kartki i podsunął mi pod nos.Aż pisnęłam ,gdy przeczytałam nagłówek „Umowa o pracę na okres próbny”wypełniłam dokumenty i złożyłam podpis ,na umowie napisana była również suma jaką miałam dostawać co tydzień.Wszystko mi odpowiadało ,więc z uśmiechem na twarzy zawarłam umowę z Morrisem.
-Więc witamy na pokładzie pani April.-odwzajemnił.-polecę pani Joann ,aby panią oprowadziła po hotelu.Dziś się pani mniej więcej zapozna z otoczeniem ,a od jutra widzę panią w pracy.-na te słowa już nie mogłam pohamować uśmiechu.A więc udało się!
-Dziękuje.-odparłam ,a wręcz pisnęłam.Morris zatelefonował do kogoś i za kilka minut w jego biurze zjawiła się kobieta koło trzydziestki ubrana w hotelowy roboczy mundurek.Mój nowy szef powiedział jej wszystko ,potem pożegnałam się z nim jeszcze raz dziękując i wyszłam z biura.Ryan już na mnie czekał.
-Mam!Mam tą pracę!-niemal rzuciłam się wujkowi na szyję.
-Widzisz ! Nie potrzebnie się tak denerwowałaś.-podzielał moją radość.
-Muszę teraz iść ,zapoznać się z hotelem i takie tam.Nie czekaj na mnie sama wrócę jakoś do domu.
-Na pewno?
-Oj znam trochę drogę ,poza tym są przecież taksówki.
-No dobra ,jak chcesz ,ale żeby potem nie było…
-Nic nie będzie ,dzięki ,ale sobie poradzę.
-To widzę cię niedługo w domu.-
-Jasne ,cześć.-odparłam i udałam się na spacerek po „The Mirage” z Joann.Kobieta wiele mi o nim opowiadała i tłumaczyła na czym ma polegać moja praca.Joann była już długo recepcjonistką ,a teraz awansowała i będzie mnie pilnować na moim stanowisku.Wydawała się nawet sympatyczna w każdym bądź razie była w pełni profesjonalna.Prawie godzinę spędziłam na zapoznawaniu się z moim nowym miejscem pracy i byłam pod ogromnym wrażeniem hotelu.Nie był zwyczajny hotel w Las Vegas ,był jednym z najbardziej znanych i cenionych.Z opowieści Joann dowiedziałam się ,że zatrzymywało się tu wiele gwiazd.To z pewnością było też idealne miejsce dla mnie.Pożegnałam się z kobietą i wyszłam z hotelu.Musiałam jakoś dostać się do domu.Zdecydowałam się iść "z buta" ,chciałam trochę poznać miasto ,a przede wszystkim drogę do pracy.Od domu Ryana do hotelu był trochę kawałek ,ale musiałam sobie jakoś poradzić.Przeszłam wzdłuż ulicy i zgubiłam się.Co jak co ,ale jednak Vegas nie jest małe ,a ruchliwe i zatłoczone.W końcu poddałam się i zatrzymałam taksówkę.Podałam kierowcy adres i tak dostałam się do domu.
Od razu gdy weszłam powitała mnie Amy , gratulując mi i ściskając.Przypomniało mi się ,że musze jeszcze zadzwonić do rodziców i Kat ,ale to potem bo na razie czekał na mnie obiad.Udałam się jeszcze na piętro i przebrałam się w wygodniejsze ciuchy.Potem wróciłam na parter i wszyscy razem zajadaliśmy się obiadem ,w miedzy czasie opowiadałam cioci o mojej rozmowie z Morrisem.Po posiłku udałam się do swojego pokoju i zaczęłam wszystkich obdzwaniać.
---------------------------------------------------------------------------------
Hej ;)
Co tam?Wakacje w pełni u mnie u was pewnie też ,więc git majonez ;)
A co do tego powyżej  to powiem tyle jedna wielka improwizacja.Nigdy nie byłam na rozmowie w sprawie pracy ,ani nic więc wyszło tak jak wyszło.Wiem ,wiem rozdział meeega nudny i meeega bez sensowny.Ale się zadzieje niedługo ,zresztą pewnie się domyślacie.A tak chciałam was zaskoczyć..  :/ no nic potem i tak będziecie zaskoczeni.Nie wcale nie pisze tego z niecnym uśmiechem na twarzy ;p

No więc jeszcze chciałam podziękować wam za te 2 tysiaki wyświetleń i powitać nowych czytelników ,którzy komentują ;) Dzięki!
Do następnego słońca ;*

poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 16

Następnego dnia obudziłam się dość późno.Moje nowe łózko było zdecydowanie za wygodne jak dla takiego lenia jak ja.Przebrałam się w spodnie dresowe i t-shirt oraz wykonałam poranną toaletę.Potem zeszłam na dół na śniadanie.W kuchni ,w której rozbrzmiewał dźwięk radia ciocia Amy przygotowywała śniadanie.
-O dzień dobry , jak się spało?-zapytała.
-Wspaniale , po prostu uwielbiam to łóżko.-podeszłam do niej ,oparłam łokieć o kuchenny blat i patrzyłam jak rozbija kolejne jajka ,które potem lądują na patelni.-A pokój już mówiłam ,że jest świetny ale powiem to jeszcze raz.Dziękuje ciociu ,że tak wszystko dla mnie przygotowałaś.
-Nie ma za co.W końcu widzę swoją ulubioną siostrzenicę kilka razy w roku ,więc co jak co ,ale pokój u mnie w domu musi mieć wypasiony.-posłała mi ciepły uśmiech.
-O tak , jest bardzo wypasiony.
-Jest wujek Ryan?-zmieniłam temat-Chciałam z nim pogadać o tej nowej pracy dla mnie.
-Pojechał do firmy ale powinien za godzinę wrócić.-odpowiedziała i położyła przede mną talerz z gotową jajecznicą.
-Smacznego.-odparła z uśmiechem.

Usiadłam przy stole i zaczęłam pochłaniać śniadanie.Potem wyszłam do ogrodu ,który wcale nie przypominał typowego ogrodu typowego domu w Vegas.Był wręcz angielski ,wzdłuż ogrodzenia rosły metrowe cyprysy ,a z przodu od strony wejścia znajdowała się kolorowa grządka róż i krzewów.Natomiast przy bocznym wejściu domu obok kilku zraszaczy znajdował się stojący hamak ,który aż zapraszał mnie do siebie.I tak też zrobiłam.Kolejną godzinę spędziłam lekko kołysając się na hamaku przy okazji łapiąc przyjemne promienie słońca.Czułam się jak bym byłą na wakacjach , beztroskie lenistwo i dodatkowo słoneczna pogoda.W Gloucester już pewnie wszyscy kupują zimowe kurtki ,a ja mam lato. Zamknęłam czy i uśmiechnęłam się sam do siebie zadowolona z tego.W pewnej chwili poczułam jak hamak gwałtownie przesuwa się w lewno.Otworzyłam oczy i w tym samym momencie wylądowałam na ziemi.
-Ej!Wujku!-zobaczyłam stojącego nade mną Ryana z uśmiechem na twarzy.
-Stawaj pokrako.-podał mi rękę.-A tak właściwie to nie powinnaś do mnie mówić per wujku. Chyba nie jestem jakimś starym zgredem , co?
-No nie.-odparłam zaskoczona odgarniając włosy które opadły mi na twarz.-Ale …-zaczęłam.
-Żadnego ale ,Ap.Ja mówię do ciebie po imieniu ,a ty się bawisz w jakiś wujków.
-Jasne ,jak chcesz.-zatkało mnie.-Już wiedzę minę mamy jak mówi „przecież to nie zgodne z zasadami”-dodałam na co parsknęliśmy śmiechem.
-Aaa.Byłbym zapomniał ,dziś muszę cię przyprowadzić do „The Mirage”.Tego hotelu ,w którym będziesz pracować.-sprecyzował.
-Już? To znaczy kiedy?
-Jesteś umówiona na 14.00.To znaczy ja cię tak umówiłem.Mam nadzieje ,że ci odpowiada?
-Tak ,jasne.To będzie rozmowa kwalifikacyjna jak mniemam?
-Poniekąd. Laura wysłała mi wcześniej wszystkie dokumenty i różne takie ,tak że właściciel wszystko ma tylko chce się z tobą spotkać  osobiście i wszystko obgadać.
-Ale to ,że mnie przyjmie jest pewne?
-Tak –powiedział pewnie ,ale zaraz potem dodał - to znaczy niemalże pewne.Ale nie martw się ,zrobiłem ci małą reklamę.-dostałam sójkę w bok.-Będzie dobrze.
-Oby.-odparłam tylko.

Zaczęłam się denerwować.To miała być jak by nie patrzeć moja pierwsza rozmowa o pracę.Dokładnie za 4 godziny.Normalnie pewnie wziął by mnie stres już tydzień przed , ćwiczyłabym przed lustrem moje mowy , dostawała rady od wszystkich.No cóż.Musze dać radę.Mimo zapewnień Ryana jednak mogę wszystko zepsuć i nie dostać tej pracy.Tak mi się wydaje.W końcu dobre pierwsze wrażenie jest najważniejsze ,a ja nie jestem w tym za dobra.Ze ciśniętym żołądkiem udałam się z powrotem do domu ,a konkretnie na piętro ,do mojego pokoju.Zaczęłam wygrzebywać z szafy jakieś ubrania ,w końcu nie mogę iść tam w byle czym.Kompletnie ogarnęły mną nerwy i ręce zaczęły mi się trząść.To przecież nie było nic strasznego ,każdy to przechodzi ,ludzie po kilka naście razy zmieniają pracę i przechodzą mnóstwo rozmów kwalifikacyjnych.Próbowałam się tymi myśłami jakoś wesprzeć na duchu.Jak zawsze stresowałam się byle czym.Panie i panowie ,tylko April tak potrafi!W końcu wybrałam odpowiedni zestaw.Potem nie wiedziałam co ze sobą zrobić ,błądziłam po pokoju.Nagle mój telefon zaczął dzwonić ,dosłownie rzuciłam się na niego.Na wyświetlaczu ku mojej radości widniało imię Kat.

-Halo ,halo ,odbór!-usłyszałam jej rozentuzjazmowany głos.
-Halo ,halo tu April odbiór!
-Tu Katerine odbiór!Jak sobie żyjesz w Vegas?
-Nie narzekam jak na razie.Jest świetnie.Pogoda ,miasto , mój nowy dom ,wszystko jest świetne.
-Kurde ,chyba tam do ciebie wpadnę.
-Ok ,mogłabyś iść za mnie na rozmowę w sprawie pracy.
-Co?! Jak to?
-No tak to.Zostały –spojrzałam na okrągły stojący zegarek na szafce nocnej.-3 godziny.
-Spoko ,wyrobie się.Podeślij mi jakiś odrzutowiec.-roześmiała się.
-Oj Kat.-westchnęłam rozbawiona.-Denerwuje się.Dobrze ,że dzwonisz to mi pomoże.-uśmiechnęłam się do siebie.Rozmowy z Kat zawsze mi pomagały ,potrafiła mnie podnieść na duchu i sprawić że cały stres i nerwy miną.
-No widzisz!Powinni mnie opatentować i sprzedawać w aptekach na receptę.-uśmiechy zapewne nie schodziły z naszych twarzy.
-Jasne.-parsknęłam.-A co u ciebie?
-Ja też podjęłam działania w podobnym kierunku co ty.
-O!-zdziwiłam sie-Iii?
-I na razie nic.
-Wymagająca jesteś?
-Tak.Szkoda ,że nie ma zawodu –chwila myślenia.- na przykład … w testowaniu czekolady , no wiesz!-teraz to już dałam w śmiech.
-Kat…- westchnęłam- W takim razie ja bym mogła być testerem łózek w Ikei!
-O tak , też niezłe!
-A jak u was pogoda?-błyskawicznie zmieniłam temat.
-Daj spokój.Nie da się na dwór wyjść , bo ciągle pada.Jak będzie tak jeszcze tydzień to zaleje tą naszą dziurę.
-A u mnie ani kropli deszczu.
-A idź.-wyburknęła.-Jutro muszę skompletować garderobę na zimę.-zrzednął jej humor ,a ja dałam w śmiech.-Co się cieszysz?
-A nic , nic.Kat , muszę kończyć.
-Jasne.Wysyłam ci kopniaka w tyłek na szczęście.
-Ała!-krzyknęłam na co znowu się roześmiała.
-To pa.
-No żegnaj ,żeganaj.

Rozłączyłam się  i klapnęłam na łóżku.Nie miałam nic do roboty ,wiec udałam się na dół ,gdzie zastałam Amy oglądającą jakąś nudna telewizję śniadaniową.Postanowiłam się do niej przyłączyć.Następne dwie godziny wlepiałam wzrok w ekran i prowadziłam miłe konwersacje z ciotką.Jednak czas leciał i z każdą minuta byłam bliżej do mojej rozmowy.Najwyższy czas ,aby zacząć się przygotowywać.Zabarykadowałam się w łazience i wzięłam prysznic.Potem zajęłam się lekkim makijażem.Włosy rozpuściłam ,na moje ramiona spadały niedbałe fale.Następnie przebrałam się w wcześniej przygotowany zestaw i gotowa zeszłam na parter.

-Jestem gotowa.-ogłosiłam donośnym głosem schodząc z ostatniego drewnianego stopnia.Weszłam do salonu , skąd zobaczyłam pichcącą w kuchni obiad Amy i Ryana ,który podjadał coś z jednego z garnków.Oboje podnieśli wzrok ,gdy usłyszeli moje kroki.
 -Jaka elegancka!-zachwycała się moja ciotka na co tylko lekko się zarumieniłam ,bo szczerze powiedziawszy rzadko można było mnie zobaczyć w spódnicy.
-No no.Nawet nie będziesz musiała nic mówić ,Ap!Wystarczy ,że wejdziesz i masz tą pracę w kieszeni.
-Taaa jasne.-nie wiedziałam ,czy naprawdę wyglądałam ładnie ,czy raczej widzieli jak bardzo jestem zestresowana i dlatego chcieli jakoś dodać mi pewności siebie.
-No to zbieramy się.Mamy pół godziny ,a ja powiedziałem właścicielowi ,że jesteś wybitnie punktualna.-na końcu wypowiedzi sie wyszczerzył.
-Co?!Ja punktualna?Dobre sobie.-" już nie żyje"pozmyślałam.
-Oj tam... nauczysz się.-powiedział pewnie po czym poklepał mnie po ramieniu.
-Powodzenia.- podeszła do mnie Amy i zrobiła to samo.-Dasz rade.Pamiętaj ,stres to twój najwiekszy wróg.
-Zapamiętam.-uśmiechnęłam się lekko.
-April!-zawołał.
-Już idę.-zrobiłam przerażoną minę na co Amy się roześmiała.Wyszłam z kuchni na korytarz i opuściłam dom.Przed bramą wjazdową czekał na mnie już znajomy mi samochód.Wsiadłam i ruszyliśmy.Stres trochę minął ,gdy zaczęłam przez szybę samochodu oglądać tętniące życiem ulice Vegas.Jenak im byliśmy bliżej celu znowu do mnie wrócił.Zaczęłam układać w głowie jakieś formułki i co powiem ,aby nie wypaść źle.Tak minęła mi cała droga ,aż w końcu dotarliśmy na miejsce.Wujek zaparkował samochód ,a przed moimi oczami stanął ogrooooomny budynek.
-Co? -wymsknęło mi się.Ja?Tu?Że niby w tym hotelu?Niemożliwe.Widząc moja zaskoczona minę i oczy w kształcie piłeczek pingpongowych mój kierowca parsknął śmiechem.
-Jesteśmy na miejscu ,proszę wysiadać.-odparł rozbawiony.
-Ale .... ja nie dam rady.On jest wielki!
-Uwierz mi ,widziałem większe.Ten ma 4 gwiazdki.-chyba zupełnie nie robiło to na nim wrażenia.
-4 gwiazdki.-powtórzyłam głucho dalej przyglądając się budynkowi w kształcie stojącej ,otwartej książki.W końcu ,gdy moja szczęka wróciła z podłogi na swoje miejsce , wysiadłam z samochodu.Udaliśmy się do wejścia ,a ja odruchowo przystanęłam i spojrzałam w górę.Mówiąc nieme "Wow!".
-Panie przodem.-wyciągnął rękę w zapraszającym gestem Ryan.

------------------------------------------------------------------------------------------
Joł joł!
Ale się wkurzyłam! dfjgnfjhfhgyju .No tak głupia ja ,która przycisła cos przypadkowo i skasował jej sie cały rozdział a potem musiała go pisać od nowa.-,- ale jest przynajmniej.
Podoba się?Może być?Prosze opinie wyrazić w komentarzach.

Wróciłam już sb z holiday i musze przyznać ,że dało mi to i to dużo.Relaks na plaży sprzyja wenie.;) nabrałam pare nowych pomysłów na przyszłe rozdziały.Jest dobrze ^^
Udało mi sie na urlopiku przeczytać "Joyland" i musze przyznać ,że ta książka jest genialna!Polecam ;)
"uwaga !audycja zawiera lokowanie produktu" xd

No to ja się już nie rozpisuje tylko zmykam na obiadek.Adijos bejbusos! ;) ;*

sobota, 20 lipca 2013

Witam drogie panie!

No cóż.Niestety nie zdążyłam napisać kolejnego rozdziału.Dziś wyjeżdżam nad morze a konkretnie do Sopotu ^^ ,dowiedziałam się o tym pare dni temu więc przez ostatnie dni miałam małe zamieszanie z tym związane i dlatego nie miałam ani czasu ani weny aby napisać kolejny rozdział.Next pojawi się jak wrócę z urlopu ,czyli za jakiś tydzień.Jeśli będzie wi-fi to na pewno będę czytać wasze blogi i je komentować. ;)

Tak więc zobaczenia za tydzień  lesencje! ;) Ściskam mocno wszystkich czytelników i mojego trójkąta kochanego ;* ;) Adios!

wtorek, 16 lipca 2013



Rozdział 15  -tydzień później-

To już dziś! Podjęłam decyzję i nie ma już od niej odwrotu.Z jednej strony cisze się ,że wylatuje do Las Vegas : poznam świat ,stanę się bardziej samodzielna i odwiedzę rodzinę.Ale z drugiej strony to tu toczyło się całe moje dotychczasowe życie , więc na pewno będę za wszystkimi tęsknić.Jednak trzeba myśleć pozytywnie.Przecież nie jadę tam na wieczność …. wrócę , na pewno na Święta.Z tymi myślami obudziłam się ,wstałam nawet dość szybko jak na mnie z łózka.Potem standardowo ,poranna toaleta , śniadanie i ubieranie się.Samolot mam punkt 12 , więc muszę być na lotnisku jakieś 2 godziny przed wylotem.Nie wiedziałam co ze sobą zrobić ,a nie chciałam znowu gnić na kanapie przed telewizorem.Postanowiłam wyjść z Diego na spacer.Jak zwykle udałam się do pobliskiego parku.Ten dzień wydawał mi się taki trochę smutny.Zza chmur ledwo co prześwitywało słońce , wiał lekki wiaterek ,w parku też było nieco mniej ludzi niż zazwyczaj.Usiadłam na ławce.Była to ta sama ławka na której siedziałam ,gdy dwa tygodnie temu zadzwonił do mnie Nathan.Chciałabym go jeszcze kiedyś spotkać… Szkoda ,że wyjechał.Chociaż gdyby nie on to pewnie ja  i tak bym wyjechała. Poza tym przecież on jest gwiazdą ,czego ja się spodziewałam? Naprwde go polubiłam , może nawet coś więcej ,ale to nie dla mnie…I znowu przypomniałam sobie jak się cieszyłam ,że do mnie zadzwonił  , jak gadałam do Diego jaki to Nath jest fajny.No ,ale było mineło! Po raz setny zaczęłam wspominać te wydarzenia.Spojrzałam na zegarek ,który wskazywał teraz 9.54 ,czyli musze już iść.Nie śpiesząc się  wróciłam do domu , przetransportowałam moją walizkę na dół i zaczęłam się ze wszystkimi żegnać .Mama jak zwykle … znowu zaczęła kazanie , mówiła jak to będzie jej mnie brakować.Ona naprawdę nieraz potrafiła mnie zdenerwować , była nadopiekuńcza i konsekwentna , czasem za bardzo wtykała nos w moje sprawy ,ale ona już taka jest i jednak naprawdę będzie mi jej brakować.Tata?Jak to on…to samo.Zawsze co bym nie zrobiła było źle , zawsze musieliśmy się o coś pokłócić i nie odzywać całymi dniami ,ale on już taki jest…ale mimo to kocham ich.Po tych „wzruszających pożegnaniach”  nadszedł czas ,aby jechać na lotnisko.Jak zwykle zawiózł mnie tata.Przez całą drogę trwaliśmy w milczeniu.Mój ojciec uparł się ,że powinien dostarczyć mnie bezpiecznie na miejsce odprawy.

-April pamiętaj ,że będzie mi cie brakowało choć to tylko niecałe dwa miesiące to jednak wszyscy będziemy za tobą tęsknić.-powiedział jednym tchem mój ojciec.
Szczerze powiedziawszy to nie spodziewałam się po nim takich słów ,takich szczerych słów na które kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć.
-Ciesze się ,że to od Ciebie słyszę tato.-wzięłam głęboki wdech i po chwili dodałam.-Mi też na pewno będzie mi was brakować ,ale nie martw Cie się tak o mnie.Przecież nie jestem już dzieckiem , poradzę sobie ,a poza tym przecież wójek Ryan i ciocia Amy dobrze się mną zaopiekują.-dobrze to wiedział ,ale ja i tak musiałam to wszystkim w koło przypominać.
-Wiem Ap ,ale nie tak dawno byłaś jeszcze dzieckiem ,a teraz jedziesz na drugi koniec świata ,po prostu mam wrażenie ,że to wszystko dzieje się trochę ze szybko.-i kolejne szczere słowa z jego strony.Wiedziałam ,że tacie trudno jest mówić coś takiego , nigdy nie rozmawiał ze mną tak szczerze.Tłumienie w sobie uczuć z pewnością odziedziczyłam po nim.W tej samej chwili z głośników rozbrzmiała informacja ,że mój samolot startuje ze 20 minut.Musiałam już iść…
-Dom będzie bez Ciebie taki pusty…-dodał ,a ja na te słowa przytuliłam go na pożegnanie.
-Powinnam już iść.Widzimy się niedługo.-wzięłam pod rękę moje dwie ogromne walizki i udałam się na odprawę.Ostatni raz obejrzałam się do tyłu i zobaczyłam mojego ojca idącego ku wyjściu.Było mi przykro ,ale wiedziałam ,że to wszystko będzie dla mnie dobre.Oddała mój bagaż do kontroli ,a sama przeszłam przez bramkę przeszukującą.Po godzinie ,rewizji ,sprawdzania innych rzeczy siedziałam w samolocie.Czekało mnie jakieś 7 godzin lotu… pierwsze kilka godzin spędziłam na słuchaniu muzyki potem nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Z lotniska miał mnie odebrać wujek Ryan.Bardzo cieszyłam się na myśl ,że będę mieszkać z nim i z ciocią.Oni są kompletnie inni niż moi rodzice.Wyluzowani , towarzyscy i cholernie mili.Ponadto przecież wujek załatwił mi tą prace w hotelu .Może to nie jest wymarzona praca dla mnie ,ale w końcu od czegoś trzeba zacząć.Stanie w recepcji może w cale nie będzie takie złe. Tak więc jak już wcześniej wspomniałam gdy tylko udałam się na miejsce odpraw zobaczyłam radosnego wujka Ryana.Co się dziwić zawsze byłam jego ulubienicą z resztą cioci też.Zawsze dobrze się dogadywaliśmy.

-April! Cześć , no kope lat się nie widzieliśmy!Kurcze ,ale ty wyrosłaś!-powitał mnie wysoki brunet po trzydziestce.
-Cześć!Oj tam wcale nie tak długo , i wcale nie tak bardzo wyrosłam.-udzielił mi się jego entuzjazm.
-No może nie tak dużo ,ale parę centymetrów ci wzrost podskoczył.A jak podróż , pewnie umierałaś z nudów w samolocie?
-Nie było tak źle.Chociaż rzeczywiście ledwo wysiedziałam te 7 godzin.To ciekawe bo samolot miałam o 12 , przyjechałam a tu jest 11.Czuje się dziwnie ale mam nadzieje ,że jakoś uda mi się dostosować do tej strefy czasowej.
- No rzeczywiście te zmiany godzin bywają trudne.Ale zobaczysz kilka dni i będziesz może normalnie spać.No ,a jak na razie to komu w drogę temu w czas …tak to było?
-Chyba tak.-odparłam z uśmiechem.
-W taki razie wezmę twoje bagaże i jedziemy.Zobaczysz jak Amy Cie wyściska!-wujek wziął moje walizki a następnie opuściliśmy lotnisko na którego parkingu stało srebrne volvo.Na dworze była słoneczna pogoda , ciepłe powietrze i zero wiatru.Zupełnie inaczej niż w Gloucester.Czuje ,że będę się tu czuła wspaniale. A idea miasta Las Vegas naprawdę mi się podoba.Tu ciągle się coś dzieje , życie kwitnie cały czas.Mam nadzieje ,że najbliższe tygodnie będą jak najbardziej udane.W czasie drogi rozmawialiśmy.Wujek pytał się co u nas ,a ja co u niego.W między czasie przez szybę samochodu podziwiałam ulice miasta.Były zatłoczone , ale ludzie nie śpieszyli się nigdzie jak to bywa w wielkich miastach , tu było zdecydowanie inaczej.Od razu można było zauważyć ,że to miasto wyróżnia się z pośród innych metropolii Ameryki.
Po niecałej godzinie dojechaliśmy do mojego nowego miejsca zmieszkania.Dom mojego wujostwa znajdował się niedaleko centrum ,ale mimo to w jego pobliżu było spokojnie i nie tłoczno.Był mniejszy od mojego ,ale za to  bardzo przestronny , miał dwa piętra , na dole znajdowała się kuchnia ,salon , jadalnia i łazienka.Natomiast na górze dwie sypialnie i łazienka.Wnętrza były urządzone dosyć nowocześnie , przeważały ciepłe odcienie beżu i bieli.Gdy tylko weszłam do przedpokoju z salonu „wyskoczyła” na ciocia Amy.Tak jak mówił Ryan, uściskom nie było końca…
-April.Boże , jak ty wyładniałaś!-zachwycała się uradowana moim widokiem.
-Ciociu , bez przesady.-mówiłam przez śmiech.
-Ale ty wyrosłaś!Jak cie ostatni raz widziałam to byłaś chyba z 10 centymetrów mniejsza.
-To chyba dobrze ,że nie jestem karzełkiem.
-Oczywiście!A jak minęła podróż? Wszystko dobrze?Co słychać w Gloucester?
-Spokojnie ,zaraz odpowiem na wszystkie twoje pytania ,ale najpierw może zaniosę swoje walizki?
-A no tak!Pokaże Ci twój nowy pokój , mam nadzieje ,że Ci się spodoba.-powiedział po czym wzięłam jedna walizkę ,a ciocia drugą.Weszłyśmy po długich białych drewnianych schodach na górę.Znajdowały się tam trzy drzwi.Pierwsze z nich to ich sypialnia , drugie to łazienka ,natomiast trzecie  należały do mojego pokoju.Pomieszczenie było w bardzo jasnym miętowym kolorze.Duże okno wprowadzało do niego światło.Naprzeciwko jego znajdowało się łóżko , było z czarnego kutego żelaza.Do tego duża szafa i komoda.Na ścianach natomiast wisiały czarno-białe fotografie.Ogólnie pokój bardzo mi się podobał ,choć w wprawdzie nie był do końca wykończony , brakowało paru elementów ,ale wszystko w swoim  czasie się dokupi. Po odłożeniu bagażów zeszłyśmy na dół do salonu.Ciocia poczęstowała mnie pysznym owocowym sorbetem oddałyśmy się konwersacji.Znowu musiałam opowiadać jej wszystko to co wcześniej wujkowi.Chociaż wcale nie było tego dużo.W zasadzie to w Gloucester nie działo się nic ,wszystko po staremu.Nagle przypomniało mi się ,że miałam zadzwonić do rodziców gdy dotrę na miejsce.Po rozmowie z ciocią poszłam na piętro do mojego nowego pokoju i wykręciłam numer dom mamy.

-No cześć mamo.-zaczęłam.
-Witaj córeczko i co jesteś już u wujków?
-Tak ,jakieś dwie godziny temu wylądowałam.Oni bardzo się ucieszyli na mój widok.Wypytywali co u nas i w ogóle.
-Ale jak minął lot?Jaka tam jest pogoda , pewnie jesteś za ciepło ubrana?
-Lot całkiem dobrze.Tak jest ciepło i nie , nie jestem za ciepło ubrana mamooo.
-No to dobrze ,a pokój?
-Pokój jest prześliczny , po prostu idealny i bardzo mi się tu u nich podoba.Zupełnie inaczej niż u nas.
-To wspaniale.Wiesz musze już kończyć , bo mamy dość drogo za połączenie tak ,że zadzwonię jutro.Opowiesz mi coś o tej pracy jak się czegoś więcej dowiesz.
-Dobrze.To pa , do usłyszenia.Trzymaj się mamo i pamiętaj o wyprowadzaniu Diego.
-O niego się nie martw , dobrze się nim zajmę.Uważaj na siebie April.
-Pa mamo.
No to już mam to z sobą.Moja mam stanowczo za bardzo się o mnie martwi.Wydaje jej się ,że sobie nie poradzę , a to przecież nie prawda...

Popołudnie spędziłam na „oswajaniu się z otoczeniem” , to znaczy głównie zajęta byłam swoim nowym pokojem , rozpakowałam wszystkie rzeczy , poprzestawiałam trochę różne rzeczy i nawet zdążyłam jak to ja zrobić bałagan.Potem pomogłam zrobić cioci kolację i wybrałam się na spacer.Zaopatrzyłam się w słuchawki i ruszyłam poznać nieco okolicę.Tu było wszystko inne niż w Gloucester , nie było tego typowego Angielskiego klimatu , wszędzie tylko słońce i zieleń.Czułam się tu wspaniale.Choć ,gdy pomyślałam o rodzinie, zaczęłam za nimi tęsknić , chciałabym ,żeby byli tu ze mną.Szczególnie zaczynało mi brakować Kat , na pewno świetnie spędziłabym z nią tu czas , pewnie chciała by odwiedzić każdy klub i każdy sklep.Mam nadzieje ,że uda mi się ich nakłonić żeby mnie odwiedziła , przecież nie wytrzymam bez niej tyle… Po dość długim spacerze wróciłam do domu , wzięłam kąpiel i od razu położyłam się spać.Niby było po 19 ,ale ja czułam się zbyt senna ,aby tego dnia był ze mnie jeszcze jakiś pożytek.

--------------------------------------------------------------------------------------------
Hej ,hej ;)

Pewnie  spodziewałyście się ,że Ap wyjedzie.Troche szybko to się potoczyło i wyszło mi takie coś.Zauważyłam ,że mam coś takiego ,że gdy przeczytam rozdział raz to jest okej ,ale gdy czytam go po raz 3-4 to stwierdzam ,że jest do niczego... no cóż takie moje dziwactwa.;)
Apropo! Anusiaku mój kochany i cała reszto -to nie było oczywiście złośliwe w żaden sposób ;)
Ciesze się waszymi komentarzami i przychylnymi opiniami.Mam wrażenie ,że ma to jakiś sens.Tak ,że zachęcam zachęcam państwa do komentowania ;)

To ja lecę już.Ściskam mocno i całuje.Ahoj i do nexta! ;*