czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 20



Jakoś wytrwałam jeszcze te dwie godziny stania przy recepcji i cieszyłam się jak nigdy na ponowne spotkanie z Nathem.Udałam się do pokoju na zapleczu , aby zdjąć ten niewygodny służbowy mundurek , szpilki włożyłam do torebki i wskoczyłam w swoje ciuchy , do tego jeszcze nieco poprawiłam fryzurę.Byłam gotowa.Tak jak mu kazałam , Nathan czekał przy recepcji.Uśmiechnięta od ucha do ucha szybkim krokiem podeszłam do niego.Chłopak ciepło mnie przytulił.

-Witasz się ze mną jak byśmy się nie widzieli co najmniej rok.-zaczęłam ,gdy się od siebie odkleiliśmy.
-Bo tak się czuje!Ale przyznaj tęskniłaś za mną , prawda?
-Ja?Co ty nawet nie zauważyłam twojej nie obecności.
-No wiesz...A ja właśnie tęskniłem!
-No co ty nie powiesz.-uśmiechnęłam się na te słowa.
Wyszliśmy z hotelu kierując się na główną ulicę.
-Jak zwykle.-westchnął cicho.-No dobra ,a teraz powiedz mi jak tu się znalazłaś.
-Od dawna myślałam nad wyjazdem , nawet wcześniej niż kiedy ty wyjechałeś.Żebyś sobie nie myślał ,że przyjechałam tu dla Ciebie.-podkreśliłam ostatnie zdanie.
-Dlaczego nie?To było by bardzo miłe.-uśmiechnął się.
-Nie wątpię.
-To teraz z ciebie jest taka Vegas Girl.-odparł i zaczął nucić piosenkę na co oboje się roześmialiśmy.
- Chyba z ciebie.-dostał z łokcia.
-Ze mnie może być najwyżej Vegas Boy ,ale tylko na –przerwałam mu.
-Tylko na ten weekend.-westchnęłam lekko przygnębiona , niepotrzebnie bo chyba to zauważył.
-Wiem ,że ...-wyraźnie zwolnił- mi też nie jest na rękę to że raz się spotkamy ,a zaraz potem znowu musimy się rozstać.-mówił nie pewnie ,jak by ważył każdy wyraz swojej wypowiedzi.
-To prawda.-spuściłam mimowolnie wzrok na chodnik.
-Wracasz na święta?
-Tak ,zostanę do nowego roku.Potem się zobaczy.
-Chcesz tu potem wrócić?-zapytał nieco bardziej zaciekawiony.
-Nie ,to znaczy jeszcze nie wiem.To było na próbę.Pomyślę o tym później.
-Gdybyś wróciła prawdopodobnie byśmy się już nie zobaczyli.
-Wiem Nath ... dlatego nie wiem.Nic nie wiem i to mnie właśnie denerwuje.
-Szkoda by było ,nie ukrywam.-odparł co jeszcze bardziej mnie przygnębiło.
-Ostatnio się dosyć szczery zrobiłeś.
-To chyba dobrze?
-Jak na razie mi pasuje.-lekko się uśmiechnęłam.
-A ciebie co tu sprowadza?-zmieniłam temat.
-Chyba cię nie zaskoczę ,gdy powiem ,że masa koncertów.Nagrywamy też w LA materiał na płytę i takie tam.Jutro będziemy grać w "At 1 Oak Night Club" mam nadzieje ,że wpadniesz?


-Postaram się.
-Ej ej!Nie postaram się ,tylko tak oczywiście Nathanie to będzie dla mnie zaszczyt.
-No pewnie i co jeszcze?
-I jeszcze podziękowanie za zaproszenie.-lekko przystanął jak by rzeczywiście oczekiwał na to „podziękowanie”.Bez wahania cmoknęłam go w policzek.
-Wiesz ,że twoja osobowość ,źle wpływa na prawidłowe funkcjonowanie twojego mózgu?-odparłam.
-Ale ty na pewno mówisz o mnie?!-zdziwił się i podniósł ręce w obronnym geście.-Wiesz co ? Koniecznie powinnaś poznać moich przyjaciół, szczerze powiedziawszy to ja jestem najspokojniejszą osobą w zespole.
-Jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić.
-Mówię Ci , poznasz ich i natychmiast zmienisz o mnie zdanie.
-W recepcji w cale nie wyglądali na takich psychicznych.
-Sugerujesz coś?
-Ja?Ależ skad! -broniłam się.-no przecież wiesz ,że żartuje.-teraz chętnie poczochrałabym go po czuprynie ,ale z racji że ubrał czapkę tego nie zrobiłam.
-Są dobrzy w stwarzaniu pozorów.-odparł poprawiając swojego full capa do tyłu.
-Lepiej wyglądasz ,gdy zakładasz go daszkiem do przodu.-zauważyłam na co Nath natychmiast zdjął czapkę i ubrał tak jak powiedziałam.
-A teraz?-zapytał ,a ja zabrałam się za poprawianie.Ułożyłam ją pod odpowiednim kątem ,przekrzywioną lekko do góry i wysunęłam z pod daszku lekko jego włosy ,a raczej coś co przypominało grzywkę.
-Teraz jest dobrze.-spojrzałam na niego ,prezentował się idealnie.
-Musisz mi napisać instrukcję ,bo nie zapamiętam.
-Obawiam się ,że będzie zbyt skomplikowana żebyś zrozumiał.
-No to …w takim razie zatrudnię cię jako stylistkę aranżacji wyglądu mojej głowy.Co ty na to?
-Stylistka aranżacji wyglądu głowy Nathana Sykesa.Nooo to brzmi całkiem profesjonalnie.-parsknęłam śmiechem.-Pomyślę nad tym.
-W takim razie zdzwonimy do pani.
-Będę czekać.
-A tak w ogóle to gdzie pani April sobie życzy pójść bo stoimy rozkraczeni na środku miasta?-wypowiedział się na co się rozejrzałam.Na wprost zobaczyłam konstrukcję ,była jedną z najwyższych w mieście ,wyglądała jak wieża Eiffla.
-Kierunek Paryż.-odparłam zadowolona.
-Zawsze chciałem znaleźć się w  Paryżu nie opuszczając przy tym Vegas.
-No to idziemy.-uśmiech nr 5.

Poszliśmy w bliżej nie określonym kierunku.Po paru metrach stwierdziliśmy zgodnie ,że chyba jednak jest to dalej niż nam się wydawało.Nie pozostało nic innego jak złapać taksówkę.Taryfa zawiozła nas na miejsce ,które nosiło nazwę Paris Las Vegas.Przypominało ono stolicę Francji ,przynajmniej tak mi się wydawało choć nigdy tam nie byłam.Szkoda jednak ,że nie wybraliśmy się tam nocą ,to miejsce musi niesamowicie wyglądać gdy jest całe oświetlone.Najpierw spacerowaliśmy ,to miejsce wydawało mi się naprawdę wyjątkowe.Byłam tak zajęta podziwianiem otoczenia ,że nawet nie zauważyłam kiedy Nathan chwycił mnie za ręke gdy spacerowaliśmy mostem.Wykorzystał moja nie uwagę ,ale nie przeszkadzało mi to zupełnie ,nawet wręcz przeciwnie.Słońce już prawie chyliło się ku zachodowi.Nie było późno ,ale o tej porze roku chowało o wiele wcześnie.Latarnie zaczynały już świecić ,sprawiając że ich światła odbijały się na wodzie.Patrzyłam jak kolejne neony miasta zaczynają świecić.Było to jedno z najpiękniejszych miejsc w jakich byłam.W Vegas byłam już cały tydzień , ale jeszcze nie widziałam tego miasta nocą ,tego prawdziwego Vegas.
-Wracamy?-zapytał Nath ,gdy przystanęłam i o parłam się o betonowe barierki mostu.
-Chyba żartujesz.-prychnęłam odrywając wzrok od tafli wody mieniącej się tysiącami kolorów.
-Ciesze się ,że ci się tu podoba.-odparł i przypomniało mi się gdy dziś w recepcji powiedziałam "...cieszę się ,że cieszysz się ,że mnie widzisz".
-Podoba i to jeszcze jak.-uśmiechnęłam się sama do siebie.-Wiesz ,że nie wiedziałam ,że przyjedziecie.
-Do hotelu?No widzisz jaka niespodzianka.-uśmiechnął się szeroko.-Miałaś taką zaskoczoną jak byś zobaczyła Elżbiete II we własnej osobie.-odparł demonstrując "moją minę" na co wybuchłam śmiechem.
-No co.-spuściłam wzrok.Nath stał teraz na przeciwko minę.-wiesz ,że dy zrobisz tak -zrobiłam podobną zaskoczoną minę jak on przed chwilą.-To wyglądasz cholernie Sidowo?
-Ejjj.Myślałem ,że powiesz seksownie.-posmutniał.
-Ta jeszcze czego.
-April ,April co ja z tobą mam.-wywrócił oczami na co się roześmiałam.Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam tak dobry humor.
-Oj Sid ,a co ja z tobą mam.
Czułam jak Nath podchodzi coraz bliżej.Uśmiechał się lekko ,ale łobuzersko.Jak by wpadł na jakiś niecny plan.Właściwie to teraz dzieliły nas jakieś 10 cm.Położył dłonie na murku z lewej i prawej strony mnie.Nie sprzeciwiałam się jego planowi ,który już rozgryzłam.Doskonale wiedziałam co to zapowiadało.Mimowolnie przygryzłam dolną wargę ,czułam jak bicie mojego serca gwałtownie przyśpiesza , czułam też wibracje mojego telefonu w torebce... -,-W myślach machnęłam na to ręką.Oboje powoli zbliżaliśmy się do siebie ,a właściwie to do swoich twarzy.Nathan położył dłoń na mojej tali ,a następnie musnął moje usta co odwzajemniłam.Przeszedł mnie dreszcz , mrowienie na całym ciele ,jak by gilgotanie w żołądku , dosłownie wszystko na raz.Przez chwilę nasze języki wzajemnie badały nasze podniebienia i przeplatały się z sobą.Ta chwila była bez wątpienia magiczna ,w prost idealna.Oderwaliśmy się od siebie i spoglądaliśmy w ciszy w swoje oczy.Nie chciałam przerywać tego palnięciem jakiejś głupoty.Ale musiałam...Telefon dalej dzwonił.Wyjęłam go z torebki.3 połączenia nie odebrane do Ryana.Odebrałam odchodząc na krok od Nathana.Nie chciałam tego robić.Nie przyjechałam po pracy do domu i na dodatek nikt nie wiedział gdzie się podziewam.Uspokoiłam wójka i powiedziałam ,że za niedługo wrócę po czym wróciłam do Nathana.
-Przepraszam.-mruknęłam.
-Nie ma spawy.To wracamy?-odpowiedziałam kiwnięciem głowy.

Tuż za rogiem znajdował się postój taksówek.Nathan zaoferował się ,że najpierw odwiedzie mnie do domu ,a potem wróci do hotelu.
-Dzięki ,to był świetny dzień.-powiedziałam ,gdy dotarliśmy pod dom.
-Wyjątkowy.
-Tak.-uśmiechnęłam się.
-Będziesz jutro w pracy?
-Piątek ,więc będe.
-W takim razie będę czekał.-już otworzyłam usta aby coś powiedzieć ,ale był szybszy.-Tak wiem żadnej prywaty w pracy.
-Ale po pracy jak najbardziej.Czemu nie.-pocałowałam go w policzek ,ale on przekręcił niespodziewanie głowę.
-Stare patenty fanek.-odparł szczerząc się.
-Dobranoc złodzieju patentów.
-Dobranoc Ap.-wyszłam z taksówki całą w skowronkach.
Chyba tylko ślepy nie zauważył by ,że właśnie wróciłam z randki.Tak teraz mogę przyznać ,to była randka.Szczególnie pod koniec.Ugh tylko ten telefon.Ale było wyjątkowo.
Weszłam po schodach do domu.Drzwi były otwarte ,rzuciłam "cześć"  Amy i Ryanowi ,którzy siedzieli na kanapie w salonie.

-Gdzie byłaś.Martwiliśmy się.-zaczęła Amy.
-Przepraszam ,że wam nie powiedziałam ,że wychodzę.Od razu po pracy ,znajomy zaprosił mnie.
-A to dlatego jesteś cała w skowronkach.-przerwał mi Ryan ,który po chwili dostałz poduszki od Amy.
-Można tak powiedzieć.Idę na górę , dobranoc. 
-Śpij dobrze Ap.-usłyszałam ,gdy szłam po schodach na piętro.

Nie traciłam dobrego humoru.Dziś i przez kolejny tydzień chyba nic nie wtrąci mnie z równowagi ;) Przebrałam się w pidżamę , wzięłam długą kąpiel.Prawie zasnęłam w wannie.Zaspana poczłapałam do swojego pokoju i od razu odpłynęłam.
----------------------------------------------------------------------------
No hej!

Oj rozmarzyłam się , poniosło mnie ;) Eh wyszło , no w każdym bądź razie mogło być lepiej.Pisany na spontana i to baaaardzo długo.Ale nawet jestem zadowolona wam powiem.A wy?Mam nadzieje że nie zasnęłyście xd

Kończę bo już wyrywają mi laptopa.Ściskam moje miśki! Do niedługo ;)

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 19

Kolejne dni minęły mi jak z bicza strzelił.Codziennie rano wstawałam z nadzieją ,że dziś pójdzie mi trochę lepiej niż ostatnio , następnie mknęłam na  tramwaj ,który zawoził mnie do pracy.Po paru dniach stania na  recepcji i pogłębianiu znajomości z Rachel moja praca była dosyć zadowalająca - przynajmniej Joann nie miała do mnie jak do stąd żadnych zastrzeżeń.Choć w dalszym ciągu nadzorowała i kontrolowała moje poczynania.Chyba tylko dzięki rozluźniającym pogawędkom z Rachel nie zwariowałam.Koniec tygodnia zbliżał nas do szczególnego wydarzenia ,a właściwie to mnie.Joann poleciła mi dziś cały dzień przyjmować gości ,a Rachel zastępowała mnie w odbieraniu telefonów.Wiedziałam tylko ,a raczej wszyscy wiedzieli oprócz mnie ,że hotel tego dnia ma powitać jakiś specjalnych gości.Wywnioskowałam z tego ,że to ja mam ich zameldować tym samym sprawdzając się i zakańczając okres próbny mojej pracy.

Przede mną jeszcze dwie godziny i kończę zmianę.Co jak co ,ale siedzenie w miejscu na dłuższą metę bywa męczące ,a przede wszystkim nudzące.Koniec tygodnia ,przydało by się gdzieś wyjść do ludzi.Impreza , z Kat ,jedziemy odkrytym kabrioletem nocą z alkoholami w ręku i krzyczymy "Vegas ,Baby!".Muszę jeszcze na to poczekać co najmniej tydzień.Po długotrwałych skejpowych obradach Katherine w końcu dała się namówić na przyjazd.Czuje ,że wykorzystamy te dni jak nigdy.Stop ,April ,pracujesz.Trzeba się skupić i wypatrywać tych "specjalnych gości".Słyszę dźwięk ogromnych szklanych ,obrotowych drzwi wejściowych ,co zapowiada prawdopodobnie nowych klientów.Nie mylę się i po chwili do hotelowego holu wchodzi grupa osób obładowana walizkami.Zaraz ,zaraz to muszą być oni!Ale , dziwne jakoś tak znajomo wyglądają…CO TU ROBI NATHAN?!-oczy niemal wyszły mi z orbit.O Boże przecież to The Wanted!Okej Ap…oddychaj , spokojnie! Rachel spojrzała na mnie porozumiewawczo ,a potem roześmiała się widząc przerażenie w moich oczach.
Trzy głębokie wdechy .Policz do 10 ,nie do 10 nie zdążysz ... policz lepiej do 5.
5 ... 4 ... 3..
-Dzień dobry witam państwa w hotelu The Mirage.-na jednym wdechu wyrecytowałam regułkę.Starałam się zachować spokój i nie poznać po sobie ,że ogarnia mnie coś na kształt paniki.Przed moimi oczami stała teraz ósemka ludzi którzy byli zajęci sobą , tylko nieco starszy facet od piątki chłopaków był zainteresowany rezerwacją  pokoi.
-Dzień dobry my mieliśmy rezerwacje na nazwisko Tissera.To było sześć pokoi.
-Chwileczkę już sprawdzam.-musiałam oderwać wzrok od Nathana ,który zresztą nawet mnie nie zauważył i rozmawiał z wysokim chłopakiem stojąc tyłem do recepcji.Sprawdziłam rezerwacje w komputerze.
-To będą dwa dwuosobowe i cztery jednoosobowe pokoje na piętrze widokowym klasy A-rzekłam i wyjęłam z szafki klucze z odpowiednimi numerami.-Piętro nr7.Życzę miłego pobytu.-sztuczny uśmiech na końcu.
-Dziękujemy.-odpowiedział tylko mężczyzna.
-A walizki proszę zostawić .Zaraz przyśle po nie boya hotelowego.- dodałam szybko.Jak zwykle musiałam o czymś zapomnieć ,a na dodatek ten głupi boy gdzieś zniknął ,nie ma go nigdy kiedy jest potrzebny…Ekipa The Wanted już się zbierała w stronę wind kiedy jeden członek został.No tak…
-A komusz to ja widzę April we własnej osobie!-Nathan obdarował mnie ciepłym uśmiechem ,czego oczywiście nie w sposób było nie odwzajemnić.Miał na sobie szary bezrękawnik ,białego full capa i ray bany ,ale mimo tego "kamuflażu" od razu go poznałam.
-No widzisz jaki ten świat mały.-czułam jak moje oczy na jego widok się zaświeciły ,a nogi niemal ugięły.
-Ale akurat -podszedł bliżej , oparł łokieć o drawniany blat i ściągnął okulary.-spotkania z tobą się nie spodziewałem.-doparł.
-W takim razie cieszę się ,że cieszysz się ,że mnie widzisz.-spojrzałam prosto w jego zielono-niebieskie tęczówki.Teraz od światła wydawały się bardziej zielone.
-Mam nadzieje ,że mnie jakoś odwiedzisz to trochę pogadamy.W końcu wiesz który pokój jak by co.-Nath puścił oczko.Wydawał się być taki wyluzowany ,jak by trochę inny.Inny niż na imprezie Hallowenowej u Kat ,gdzi zobaczyliśmy się po raz pierwszy.
-Dobra dobra , -ocknęłam się gdy zobaczyłam jak następni goście wchodzą do hotelu ,a bagażowy zabiera walizki The Wanted.-ty mnie nie szantażuj emocjonalnie tylko spływaj bo ja tu nie mogę sobie takiej prywaty urządzać.
-Okay -wywrócił oczami.-ale pójdę sobie jeśli powiesz mi o której kończysz.
-Za niecałe dwie godziny.-westchnęłam.-Trochę sobie musisz poczekać.-zrobiłam podkuwkę z ust na co on roześmiał się perliście i zrobił to samo.
-Będzie warto.W takim razie za dwie godziny…jest tu jakaś restauracja?Albo nie!Przecież nie będziemy tu gnić , zabiorę Cię na miasto , ok?
-W takim razie czekaj na mnie przy recepcji.
-Do później!-rzucił tylko z czarującym uśmiechem i po chwili zniknął w windzie.

No to ten , no…Wow!Akurat tego delikwenta się tu nie spodziewałam!-Naprawdę.I na dodatek umówił się ze mną!Ah ten Nathan....muszę przyznać ,że brakowało mi go i cieszę się i to bardzo ,że się spotkaliśmy.Szkoda ,że będzie tu tylko na weekend ,a nasze drogi prawdopodobnie znowu się rozejdą…
-April?-zapytała ,a raczej stwierdziła Rachel wyrywając mnie tym samym z moich rozmyślań.
-Yyyy tak?-ocknęłam się i chyba lekko zaczerwieniłam.Kompletnie zapomniałam ,że całej tej scenie przyglądała się moja sąsiadka z recepcji.-Stary znajomy.-rzuciłam.
-Fajnych masz znajomych.-poklepała mnie po plecach.-Misja wykonana.-odparła dalej zdziwiona.
-Co?To oni byli tymi specjalnymi gośćmi?!
-Tak.Twoi znajomi byli tymi specjalnymi gośćmi.-roześmiała się pod nosem.
-Ten świat wydaje mi się  zdecydowanie za mały. Ta cała sytuacja wydawała mi się zabawna.Nawet przez myśl nie przeszło mi ,że specjalnymi gośćmi mogą być The Wanted ,nie to The Wanted i nie ten Nathan.Jednak los lubi zaskakiwać.Szkoda tylko ,że na tak krótko... będą tu tylko przez weekend ,a nasze drogi prawdopodobnie znowu się rozejdą.Już sama nie wiem ,czy to ma sens.Czy po świętach gdy wrócę do Gloucester się spotkamy?Pewnie tak ,ale potem..."April nie rób sobie nadziei" - powtórzył po raz wtóry mój głos rozsądku i czułam jak nagle wszystko jak bańka mydlana prysło.


-------------------------------------------------------------------------
Joł joł ;)
Dodaje ten rozdzialik tuż po obejrzeniu WOTN! :)

I jak? bo mi bardzo ,ale to bardzo się podoba.Inspirujący taki ^^
Co tu dużo mówić humor dobry dziś mam więc rozdział zaskocze was!Podoba mi się ;) ale trochę też krótkawy.:/

No nic.Zachęcam do komentowania oczywiście i enjoy!
Do następnego ,czyli w czwartek.
Ściskam ;*
ps.Jak nowy wygląd bloga?Pasuje ,czy za duża zmiana?

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 18



W sumie to przez resztę popołudnia ,które płynnie przeszło w wieczór nie robiłam nic. Cieszyłam się ostatnimi wolnym dniem od jakichkolwiek obowiązków. Przecież nie byłabym sobą gdybym nie oddała się tego dnia słodkiemu nic nie robieniu.Wieczorem położyłam się spać dosyć wcześnie ,w dalszym ciągu  w pełni nie przyzwyczaiłam się do lokalnego czasu.Ok . 21 senna położyłam się w moim miękkim łóżku i spałam jak zabita.

Ranek.Pierwszy dzień w mojej pierwszej w życiu pracy.Jak zwykle czułam nerwy ,ale nie tak duże jak wczoraj ,gdy musiałam zmierzyć się z moim nowym szefem.O 7 rano obudził mnie dźwięk budzika i jak zwykle dość leniwie wykonałam wszystkie poranne czynności.Po śniadaniu i paru motywujących słowach od Amy ubłagałam Ryana aby zawiózł mnie do hotelu.Tym razem badawczo spoglądałam przez szybę samochodu ,aby zapamiętać każdy kawałek drogi prowadzący mnie do pracy.W końcu nie zawsze Ryan będzie mnie tam zawoził ,a z powrotem obawiam się ,że będę musiała poradzić sobie sama.Wujek wysadził mnie tuż przed wejściem. Stanęłam przed ogromnym budynkiem i uśmiechnęłam się sama do siebie.Czułam ,że może to być początek nowego rozdziału w moim życiu ,że dużo się zmieni i doświadczę nowych ,dobrych dla mnie rzeczy.Tak pozytywnie nastawiona weszłam do recepcji .Spojrzałam na dziewczyne ,która przyjmowała nowych gości ,miała gładko uczesany kok i czarny galowy "mundurek".Za kilka minut pewnie będę stała obok niej i uczyła się pilnie wszystkiego pod okiem Joann.Udałam się w stronę szatni ,czyli miejsca w którym wczoraj kazała mi czekać na siebie dziś Joann.I tak też było.Przed wejściem zobaczyłam blondynkę w krótkich włosach ,ubrana tak jak wczoraj w służbowy strój.
-No wreszcie ,ile trzeba na ciebie czekać?-zrobiła mi "miłe" powitanie.
-Przepraszam ,ale trochę się zgubiłam.-odparłam pewnie cała zaróżowiona po twarzy.Tylko 3 minuty spóźnienia i od razu jakieś "ale".No tak , praca...
-Pamiętaj ,że zawsze masz sie tu stawiać punktualnie. A teraz choć ,trzeba znaleźć dla ciebie jakiś outfit.-otworzyła drzwi ,a moim oczom ukazało się skromne popielate pomieszczenie.Pod ścianą stał rząd szafek ,które przypominały trochę te szkolne szafki z amerykańskich szkół.
-Tu zawsze rano będziesz zostawiać swoje rzeczy i przebierać się.-zwróciła sie do mnie Joann ,po czym otworzyła jedną z szafek i podała mi kluczyk z numerem 13.Pechowa trzynastka zawsze spoko -pomyślałam.
-Tu jest twoje ubranie służbowe ,mam nadzieje że rozmiar będzie pasował.Przebierz się i przyjdź na recepcje.-poleciła podając mi równo poskładane ubrania i wyszła.
-No cóż mogło być gorzej.-powiedziałam sama do siebie patrząc na białą koszule ,czarną marynarkę i  spódnicę .Potem popatrzyłam na moje fioletowe trampki.Ehh... będę wyglądać doprawdy szałowo. -,-
Przebrałam się w mój roboczy outfit i spojrzałam w lustro wiszące na ścianie.W sumie nie było tak źle ,marynarka leżała jak ulał.Trampek nie będzie widać... Może nawet Joann nie zauważy .Ugh ,że też wcześniej nie pomyślałam o odpowiednim doborze butów .Tak wystrojona i zarazem nieco zrezygnowana przez moją wspaniałomyślność opuściłam szatnię zamykając moją szafkę na klucz.Szpagatami dotarłam do recepcji ,gdzie niezadowoloną miną kolejny raz powitała mnie Joann.
-To jest Rachel -wskazała na dziewczynę ,na którą zwróciłam uwagę tuż po wejściu do hotelu.-na razie będziesz przyglądać się jej pracy , nauczy cię obsługi programu ,przyjmowania gości i innych takich.Przyjdę przed przerwą sprawdzić jak sobie radzicie.-wyrecytowała i zniknęła.
-Jaką przerwą?-zdezorientowana zapytałam blondynkę obok.
-Przerwą na lunch o 12.-odparła śmiejąc się pod nosem.
-Aaaa no tak.Nie przedstawiłam się ,April.- jak zwykle "błyskotliwa ja”. Wymieniłyśmy powitania i przystąpiłyśmy do pracy ,to znaczy Rachel przystąpiła bo ja z boku obserwowałam jak przyjmuje grupkę turystów obładowanych bagażami .Potem zajęłam się odbieraniem telefonów i na tym  spędziłam czas aż do przerwy na lunch.Zawitała do nas Joann ,która ani mnie nie skrytykowała ani nie pochwaliła więc uznałam ,że chyba powinnam się bardziej przyłożyć .Następnie udałam się razem z sąsiadką z recepcji do hotelowej restauracji .Nie byłam głodna wiec zamówiłam tylko sałatkę ,czas spędziłyśmy rozmawiając.Blondynka wydawała się dość sympatyczna ,opowiadała mi o innych pracownikach i udzieliła kilku rad. Po posiłku oraz półgodzinnej przerwie wróciłyśmy do pracy i znowu uczyłam się i podglądałam poczynania Rachel.O 15 zeszłam z recepcji ,zawitałam do szatni aby się przebrać i opuściłam "The Mirage hotel".Chciałam wybrać się na zakupy ,ale nawet nie wiedziałam gdzie.Znowu błądziłabym bez sensu po mieście.Postanowiłam więc ,że wrócę do domu metrem i namówię Amy na potowarzyszenie mi w zakupach.Nie było problemu , ciotka przygotowywała się do wyjścia ,a ja w tym samym czasie zajadałam się pysznym obiadem ,czyli spagetti.Kilka minut i siedziałyśmy w sportowym samochodzie Amy jadąc do centrum. Podjechałyśmy chyba pod największą galerię jaką było mi dane do tej pory zobaczyć.W LV wszystko wydaje się takie duże i luksusowe.Weszłyśmy do galerii , ta niezliczona ilość sklepów zdecydowanie stwarzała zagrożenie dla moich funduszy.Głównym celem moich zakupów były buty ,a konkretnie kilka par.Chyba jakoś będę musiała przeboleć te 7 godzin stania na recepcji w szpilkach. Szczerze powiedziawszy Amy okazała się dobrym doradcą i przydała mi się jej pomoc na zakupach.W galerii spędziłam dobre 3 godziny ,potem wybrałyśmy się do restauracji ,gdzie dosłownie  wszystko było "smażone”. Skrzywiłam się gdy zobaczyłam grilowane ananasy.A więc podsumowując w USA wszystko jest duże ,ludzie mają blond włosy i smażą dosłownie wszystko.No więc po posiłku ,a dokładniej burgerem z frytkami padnięte wróciłyśmy do domu.Walnęłam się na kanapę przed telewizorem i nie miałam nawet siły ,aby sięgnąć po pilota ,który znajdował się baaaardzo daleko bo na ławie.Oglądałam jakiś nudny film i po godzinie prawie ,że zasnęłam. Pół przytomna poczłapałam po schodach do mojego pokoju i położyłam się na moim kochanym miękkim łóżku.Był dopiero poniedziałek ,a już dokuczało mi zmęczenie.Przede mną jeszcze 4 dni pracy ,może w weekend przyjedzie Kat?Why not.

---------------------------------------------------------------------------------
Część lejdis! ;)
 Dziś będzie trochę krótko.Dodaje ten rozdział ,a za oknem burza jak ja lubię taką pogodę ;) A co do rozdziału to cytując pewną przekochaną osobę ,która wie ,że o niej mowa choć może być nie obecna xd (jak to tajemniczo brzmi )
Jestem mega zadowolona ze swojego rozdziału i jestem bardzo zdolną pisarką.
No dobra jest ok ,ale będzie lepiej ^^ ja to wiem.

No to żegnam moje wspaniałe czytelniczki i obiecuje ,że następny pojawi się za baaardzo nie długo ;) Ściskam ;*

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 17



Do środka zapraszały nas szklane obrotowe drzwi.Już samo wejście do budynku mówiło ,że to nie byle jaki hotel.Ledwo co postawiłam moją nogę w wejściu a już słyszałam wokoło „witamy w hotelu Mirage” ,”Dzień dobry” itp.
-Chodź ,zaprowadzę Cię.- Ryan przerwał mi kontemplacje wielkiego szklanego żyrandola zwisającego nad recepcja.-April , potem sobie wszystko obejrzysz .Zaraz się spóźnimy.
-Tak ,tak chodźmy już.-odparłam nie odrywając dalej wzroku od bogatego pomieszczenia.
Szliśmy długim wąskim korytarzem do biura niejakiego Christophera Morris.Na końcu korytarzu znajdowało się małe pomieszczenie ,gdzie jak domyśliłam się urzędowała sekretarka ,która podniosła się z miejsca gdy nas zobaczyła.
-Państwo?-zaczęła blond włosa kobieta ubrana w czarną sukienkę i białą marynarkę.
-My byliśmy umówieni na 14.00.-już miałam otwierać usta ,by coś powiedzieć ,ale uprzedził mnie wujek.
-Tak ,tak ,pan Morris już na państwa czeka.-lekko się uśmiechnęła i wskazała ręką na czarne drewniane drzwi.Wzięłam głęboki wdech i pociągłam za metalową klamkę.W tym samym momencie spojrzałam również na Ryana ,nie byłam pewna czy wejdzie tam ze mną ,ale na szczęście wszedł.
-Dzień dobry.-odezwałam się jak by ten facet miał zaraz na mnie nakrzyczeć i wywalić mnie za drzwi.Mężczyzna około czterdziestki podniósł wzrok z jakiś papierów i również podniósł się ze swojego skórzanego obrotowego fotelu ,dokładnie takiego jakie mają wszyscy szefowie w filmach.
-Witam panią …-zaczął mówić zbliżając się w moja stronę.
-April Jeferson.-dokończyłam ,a mężczyzna na powitanie uścisnął moja dłoń.Spojrzałam odruchowo na Ryana ,który stał za mną.
-Cześć –odparł i rzeczywiście było widać ,że się znają.-mam na dzieje ,że się dogadacie.-spojrzał na mnie.
-Zobaczymy.-odparł Morris.
-To ja znikam ,zaczekam na ciebie w sekretariacie.-posłał mi ciepłe spojrzenie ,dodające otuchy i zniknął za drzwiami.Czułam jak podskoczyło mi ciśnienie ,miałam ochotę wyjść stąd razem z nim.
-No więc ,zapraszam.-Morris usiadł w swoim wielkim fotelu , a ja naprzeciwko wielkiego biurka mężczyzny na nieco mniejszym siedzeniu.Kompletnie nie wiedziałam jak zacząć rozmowę.Chciałam powiedzieć ,że ma bardzo ładny hotel ,ale mogło by wyjść ,że się podlizuję wiec wolałam tego nie mówić.-Jak się pani podoba nasz hotel?-zapytał ,a ja ledwo co powstrzymałam się od zrobienia facepalma.
-Jest bardzo … -syndrom jąkania reaktywacja.-bardzo mi się podoba naprawdę ,jest taki nowoczesny i niezwykle ekskluzywny.-mam nadzieje ,że mój uśmiech na końcu wypowiedzi nie wyglądał ani trochę sztucznie.
-No ,więc dostarczono mi już wcześniej pani dokumenty i…-zawiesił wzrok na kartkach ,które miał w ręce ,a ja wsłuchiwałam się w szum klimatyzacji.-ukończyła pani w tym roku Gloucestershire College.


-Tak ,minęło już pól roku.
-I z tego co wiem nigdzie pani do tej pory nie pracowała.-miałam wrażenie ,że mężczyzna nie jest z tego faktu zadowolony.
-Jak by to powiedzieć … nie pracowałam nigdy profesjonalnie.-odruchowo podniosłam ręce ,które do tej pory spoczywały na moich kolanach.-Kilka razy podczas wakacji zajmowałam się roznoszeniem gazet i różnych ulotek.Rok temu również przez wakacje pracowałam w sklepie muzycznym.Nie pracowałam w pełni zawodowo ,ale miałam styczność z pracą.-to było stanowczo za bardzo bezsensowne zdanie… Co mają ulotki ,czy sklep z płytami do pracy w hotelu.Bez sensu.
-Rozumiem…. Ale od czegoś trzeba jakoś zacząć ,prawda?-uśmiechnął się co dało mi światełko nadziei w ciemnym tunelu mojej głupoty.
-Oczywiście.
-Dobrze ,w takim razie jeszcze kilka pytań.Co skłoniło panią do przyjazdu do Stanów?Bo z tego co wiem dotychczas mieszkała pani w Anglii.
-Tak.-przytaknęłam.-W moim małym miasteczku dosyć długo nie mogłam znaleźć pracy , chciałam spróbować usamodzielnić się i poznać nowe miejsca.
-To trochę jak skok na głęboką wodę.
-Trochę tak.
-Więc pani April , tu jest taki formularz ,który musi pani wypełnić.-wyciągnął z szuflady kartki-Zwykłe formalności.-podał mi kartkę zapisaną pytaniami.Zabrałam się do czytania ,były tam przeróżne pytania ,niektóre jak by w ogóle nie miały związku z pracą.Nad niektórymi trochę się rozpisałam np. czy Pani wie ile Nasz hotel ma gwiazdek? czy może Pani Nam opowiedzieć na czym polega praca recepcjonistki w hotelu? co by Pani zmieniła w Naszym hotelu?Ile chciałaby pani zarabiać? Proszę wymienić 3 negatywne i 3 pozytywne cechy.Trochę się nad tym namęczyłam ,ale w końcu oddałam zapisaną kartkę Morrisowi. Mężczyzna usiadł wygodnie w fotelu i zaczął czytać ,a ja zajęłam się oglądaniem jego nowoczesnego biura.
-No dobrze ,właściwie to mi odpowiada.-oderwał wzrok od formularza.-Nie przedłużajmy już zresztą.-znowu wyciągnął z biurka jakieś kartki i podsunął mi pod nos.Aż pisnęłam ,gdy przeczytałam nagłówek „Umowa o pracę na okres próbny”wypełniłam dokumenty i złożyłam podpis ,na umowie napisana była również suma jaką miałam dostawać co tydzień.Wszystko mi odpowiadało ,więc z uśmiechem na twarzy zawarłam umowę z Morrisem.
-Więc witamy na pokładzie pani April.-odwzajemnił.-polecę pani Joann ,aby panią oprowadziła po hotelu.Dziś się pani mniej więcej zapozna z otoczeniem ,a od jutra widzę panią w pracy.-na te słowa już nie mogłam pohamować uśmiechu.A więc udało się!
-Dziękuje.-odparłam ,a wręcz pisnęłam.Morris zatelefonował do kogoś i za kilka minut w jego biurze zjawiła się kobieta koło trzydziestki ubrana w hotelowy roboczy mundurek.Mój nowy szef powiedział jej wszystko ,potem pożegnałam się z nim jeszcze raz dziękując i wyszłam z biura.Ryan już na mnie czekał.
-Mam!Mam tą pracę!-niemal rzuciłam się wujkowi na szyję.
-Widzisz ! Nie potrzebnie się tak denerwowałaś.-podzielał moją radość.
-Muszę teraz iść ,zapoznać się z hotelem i takie tam.Nie czekaj na mnie sama wrócę jakoś do domu.
-Na pewno?
-Oj znam trochę drogę ,poza tym są przecież taksówki.
-No dobra ,jak chcesz ,ale żeby potem nie było…
-Nic nie będzie ,dzięki ,ale sobie poradzę.
-To widzę cię niedługo w domu.-
-Jasne ,cześć.-odparłam i udałam się na spacerek po „The Mirage” z Joann.Kobieta wiele mi o nim opowiadała i tłumaczyła na czym ma polegać moja praca.Joann była już długo recepcjonistką ,a teraz awansowała i będzie mnie pilnować na moim stanowisku.Wydawała się nawet sympatyczna w każdym bądź razie była w pełni profesjonalna.Prawie godzinę spędziłam na zapoznawaniu się z moim nowym miejscem pracy i byłam pod ogromnym wrażeniem hotelu.Nie był zwyczajny hotel w Las Vegas ,był jednym z najbardziej znanych i cenionych.Z opowieści Joann dowiedziałam się ,że zatrzymywało się tu wiele gwiazd.To z pewnością było też idealne miejsce dla mnie.Pożegnałam się z kobietą i wyszłam z hotelu.Musiałam jakoś dostać się do domu.Zdecydowałam się iść "z buta" ,chciałam trochę poznać miasto ,a przede wszystkim drogę do pracy.Od domu Ryana do hotelu był trochę kawałek ,ale musiałam sobie jakoś poradzić.Przeszłam wzdłuż ulicy i zgubiłam się.Co jak co ,ale jednak Vegas nie jest małe ,a ruchliwe i zatłoczone.W końcu poddałam się i zatrzymałam taksówkę.Podałam kierowcy adres i tak dostałam się do domu.
Od razu gdy weszłam powitała mnie Amy , gratulując mi i ściskając.Przypomniało mi się ,że musze jeszcze zadzwonić do rodziców i Kat ,ale to potem bo na razie czekał na mnie obiad.Udałam się jeszcze na piętro i przebrałam się w wygodniejsze ciuchy.Potem wróciłam na parter i wszyscy razem zajadaliśmy się obiadem ,w miedzy czasie opowiadałam cioci o mojej rozmowie z Morrisem.Po posiłku udałam się do swojego pokoju i zaczęłam wszystkich obdzwaniać.
---------------------------------------------------------------------------------
Hej ;)
Co tam?Wakacje w pełni u mnie u was pewnie też ,więc git majonez ;)
A co do tego powyżej  to powiem tyle jedna wielka improwizacja.Nigdy nie byłam na rozmowie w sprawie pracy ,ani nic więc wyszło tak jak wyszło.Wiem ,wiem rozdział meeega nudny i meeega bez sensowny.Ale się zadzieje niedługo ,zresztą pewnie się domyślacie.A tak chciałam was zaskoczyć..  :/ no nic potem i tak będziecie zaskoczeni.Nie wcale nie pisze tego z niecnym uśmiechem na twarzy ;p

No więc jeszcze chciałam podziękować wam za te 2 tysiaki wyświetleń i powitać nowych czytelników ,którzy komentują ;) Dzięki!
Do następnego słońca ;*