niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział22

Razem z Amy męczyłyśmy się dość długo nad  przygotowywaniem pizzy ,ale bardzo nam się udała.Kolejne godziny spędziłam nad zajadaniu kolejnych kawałków przed telewizorem.W końcu wybiła godzina 18.30.Najwyższy czas ,aby rozpocząć przygotowania do wyjścia.Zadowolona pobiegłam na górę.Długo wybierałam ciuchy z mojej wielkiej szafy.Chciałam w końcu wyglądać w mirę dobrze.Decydowałam się na mój ulubiony zestaw.Następnie zabarykadowałam się w łazience.Spędziłam tam bitą godzinę na walce z  lokówką ,ale walkę ostatecznie wygrałam i moje proste do tond włosy przeistoczyły się w kształtne loki.Do tego odpowiedni makijaż ,który robiłam nadzwyczaj starannie.Drobne poprawki i byłam gotowa.Zarzuciłam jeszcze jeansową kurtkę ,a następnie opuściłam dom.Przed wejściem już czekała wcześniej zamówiona prze zemnie taksówka.Dobrze ,że kierowca wiedział gdzie znajduje się ten klub bo szczerze powiedziawszy nie miałam o tym zielonego pojęcia.Po dojechaniu na miejsce zapłaciłam kierowcy i wyszłam z taksówki.Stanęłam przez dosyć dużym budynkiem z wielkim neonowym napisem "1 Oak Night Club" przed wejściem stał już tłum ludzi ,a ze środka dobiegała klubowa muzyka.Ustawiłam się w kolejce ,miałam nadzieję ,że makijaż jednak zrobi swoje i nikt nie poprosi mnie o ID.Głupio było by gdybym nie mogła wejść tym bardziej ,że dostałam specjalne zaproszenie ;)W końcu nadeszła moja kolej i stanęłam przed dwoma napakowanymi bramkarzami.Starałam zachować poker face i nie poznać po sobie ,że mam nie wystarczającą ilość lat ,aby wejść do środka.Na szczęście obyło się bez "pan ID  poproszę" i zadowolona weszłam do klubu.Było to ciemnie pomieszczenie ,mnóstwo ludzi przy barze , na kanapach pod ścinami a przede wszystkim na parkiecie.Neonowe światła i mega głośna muzyka robiły wrażenie.Jak zwykle zajęłam miejsce przy barze i podekscytowana czekałam na występ The Wanted.Z moich obliczeń wynikało ,że poczekam sobie jeszcze jakieś pół godziny.Zaczęłam zamawiać drinki.Pinacolada razy 3 ,ale proszę bardzo.Kolorowe napoje z palemkami aż prosiły się ,aby je wypić.Oczywiście starałam się nie upić przed kulminacyjnym punktem imprezy ,a zachować to na później.W jednej chwili klubowa muzyka ucichła.To już czas.Zaraz się zacznie.Byłam taka podekscytowana faktem ,że za moment zobaczę Nathana na scenie.Wstałam z barowego krzesła i podeszłam do tłumu ,który zebrał się przy miejscówce DJ'a.
-Jak wiecie dziś klub "
1 Oak Night Club"wita specjalnych gości.Panie i panowie ,a zwłaszcza panie przygotujcie bieliznę!Przed wami The Wanted!!! -wykrzyczał Dj a wkuł rozbiegły się piski , krzyki i różne inne dźwięki zachwytu.Starałam przecisnąć się przez tłumy dziewczyn ,nie byłam co prawda na samym przodzie ,ale widok na scenę był dosyć dobry.Światła zaczęły świecić mocniej ,czułam jak skacze mi ciśnienie ,a serce zaczyna mocniej bić.Na podest po kolei wchodziła całą piątka ,nie kojarzyłam ich zbyt dobrze ,a co dopiero nie znałam ich imion no może oprócz jednego.Nathan pojawił się jako ostatni ,szedł pewnym krokiem z zadowoloną miną.On najbardziej przykuwał mój wzrok.
-Jesteście gotowi na imprezę?!-wykrzyczał jeden z nich.
-Czas rozruszać ten dom spokojnej starości!-wydarł się drugi a wszyscy zaczęli piszczeć i gwizdać  jeszcze głośniej niż przedtem.
Z głośników zaczęła wydobywać się znajoma mi muzyka.To było Glad You Came.Wstyd się przyznać ,ale to jedyna znana mi ich piosenka.Najpierw zaczął śpiewać łysy i umięśniony potem Nathan.Sposób w jaki śpiewał ,dziewczyny prawie mdlały ,on był taki pewny siebie ,widziałam jego łobuzerskie spojrzenie.Starałam przedrzeć się bardziej do przodu.Chciałam ,aby mnie zobaczył.Trochę porozpychałam się łokciami i byłam tam ,stałam tuż przed nimi.Swoją część piosenki zaczął inny.Chłopaki zamienili się miejscami ,teraz brunet ,który śpiewał stał tuż obok mnie.Spojrzał w moją stronę ,przynajmniej taki mi się wydawało.Podszedł bliżej i  ... zaczął śpiewać do dziewczyny obok mnie.Wbijałam wzrok to w niego to w nią.To trwało kilka sekund ,ale robiło wrażenie.Za uwarzyłam ,że pozostali chłopaki też tak robią ,jeden dość wysoki z burzą loków na głowie podszedł do dziewczyny chwycił ją za rękę i okręcił wokół siebie.Słyszałam jak dziewczyny krzyczą ich imiona.Zaczęłam "wołać" Nathana.Chciałam ,żeby zobaczył ,że przyszłam.Po refrenie znowu nadeszła jego kolej ,podszedł w moją stronę.Zobaczył mnie!!Dam sobie ręke uciąć ,że spojrzał właśnie na mnie i szeroko się uśmiechnął.Potem obrócił się i znowu spojrzał.Krzyknęłam "Nath!".Chyba usłyszał bo podszedł do mnie dalej śpiewając swoje wersy piosenki ,wyciągnął do mnie ręke ,widziałam błysk w jego oczach i jak radość gości na jego twarzy.Miałam wrażenie ,że moje nogi w tej chwili prawie się pode mną uginają.Czułam się wyjątkowo.
-Ciesze się ,że przyszłaś.-szepnął mi do ucha ,gdy skończył śpiewać.
-Ja bardziej!
-Jak skończymy czekaj na mnie przy WC.
-O jak romantycznie.
-Ze mną zawsze.-odparł i odszedł dalej.
Ta krótka wymiana zdań trwała dosłownie chwilkę ,ale na tyle długo ,że oczy niemal wszystkich skierowały się w moją stronę.Sama nie wiem co dokładnie wtedy czułam.Ta chwila mogłaby trwać po prostu wiecznie.Byłam taka dumna ,że go znam ,że jest gdzieś przy mnie.Może nie tak blisko ,ale jest.Jego obecność sprawiała ,że czułam się wyjątkowo ,choć może nie umiałam tego przed nim wyrazić.
Koniec piosenki.
-Jak się bawicie?-teraz odezwał się ten z tatuażami i  lokami na głowie.Cały klub zaczął gwizdać i piszczeć-To co następne?Chasing the sun ,może być?-i kolejne dźwięki zadowolenia ze strony  publiczności.
Rozbrzmiała kolejna piosenka.Chłopaki zmienili ustawienie tak ,że teraz Nath był bardziej oddalony ode mnie.Tym razem mniej flirtowali z dziewczynami.Piosenka ... możliwe ,że już ją gdzieś słyszałam.Podobała mi się.Z resztą jak piosenki The Wanted mogły by mi się nie podobać.^^ Cała piątka w trakcie refrenu skakała na scenie i dawała ponieś się imprezowej atmosferze.Po ostatniej wspólnie zaśpiewanej zwrotce ,Nath przemówił.
-A teraz czas na coś specjalnego.Specjalnie dla was nas najnowszy singiel "I Found You"!
-Z dedykacją dla Nano ,który jutro znajdzie nas skacowanych w naszych pokojach.-zażartował Loczek.

I zaczęło się.Pierwsze dźwięki piosenki wystarczyły by  dziewczyny zaczęły piszczeć jeszcze głośniej.Nath przejął mikrofon i zaczął śpiewać swoją zwrotkę.Potem Łysy i refren.Ta piosenka również przypadła mi do gustu ,z tego co zaobserwowałam to innym chyba też.Tłum oszalał ,wszyscy doskonale bawili się przy tych dźwiękach.Końcówka piosenki ,ostatni wydawać by się mogło refren i Nathan ,który zaczął swój popis. On miał taką siłę w głosie.Patrząc na niego ,a przede wszystkim słysząc go poczułam się taka jak by dumna.Byłam pod wrażeniem i to ogromnym.Jego solówka była niezwykła.Po ostatnim refrenie chłopaki skończyli występ.

-Jak się bawiliście?-zapytał Łysy ,a publiczność odpowiedziała krzykami i piskami.-To świetnie bo my też.Dzięki wielkie za ten wieczór!
Wszyscy jeszcze raz podziękowali i się ukłonili.Następnie cała piątka zeszła ze sceny i w eskorcie dwóch mężczyzn skierowała się do małego pomieszczenia w rogu sali.Ja też opuściłam już tłum pod sceną ,który powoli zaczął się rozchodzić i udałam się w stronę toalet.Widziałam jak Nath wyjmuje jakieś kabelki z uszu ,rozmawia chwilę z chłopakami i oddala się.Oddala się do WC ,czyli naszego umówionego miejsca.Grzecznie stałam oparta o ścianę i czekałam.Śledziłam wzrokiem chłopaka ,który po chwili zniknął gdzieś w tłumie.
Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za ręke.Pan Sykes we własnej osobie.Zbliżył się całując mnie w policzek w miedzy czasie dalej trzymając moją dłoń.

-Hej panno "wystroiłam się jak nigdy w życiu".-uśmiech dalej nie schodził z jego twarzy ,a iskierki w oczach paliły się jeszcze mocniej.
-Ej!-lekko traciłam go ręką.-W końcu jest okazja ,nie praw dasz?Miał rację , starałam się dziś ładnie wyglądać.
-Praw dasz , jest nie za przeczę.
-Nie wiem jak ty ,ale ja nie często bywam na tak zacnych koncertach.
-Zacnych?Och ,daj spokój.Ten wytęp był średni nawet nie zaliczał się do miana koncertów.
-Ot tak po prostu zaśpiewane 3 piosneki ,pierwsze lepsze ,z dziesiątek hitów The Wanted.-mówiłam.
-Dokładnie.
-Ale musze przyznać że w ostatniej piosence... Wow! Dałeś czadu ,skromnisiu.
-Ciesze się ,że ci się podobało.
-Nawet jak byś zaśpiewał "siała baba mak" i tak bym była pod wrażeniem.-odparłam rozbawiona ,a on parsknął śmiechem.
-Mogę zaśpiewać ,jak sobie pani życzy.
-Nie nie ,dziękuje.-dałam w śmiech wyobrażając sobie jego poczynania z tą "piosenką".
-To co?Może zaproszę cię na drinka?
-Wiesz ,że tobie nigdy nie odmówie?
-Wiem ,dlatego mądrze zamierzam to wykorzystać.
-Ooo no ciekawe Sykes ,ciekawe.-udaliśmy się w stronę baru.
Usiedliśmy na barowych krzesłach i zamówiliśmy ,ja tequilę ,on martini.
-Pójdziesz gdzieś ze mną?-zapytał po chwili gdy odstawiliśmy puste kieliszki.
-To zależy gdzie.
-Mamy taki ... można powiedzieć Vipowski kącik  tylko dla nas.Poznasz resztę zespołu.Co ty na to?
-Nath to wspaniale brzmi -uśmiechnęłam się -ale na pewno nie będę przeszkadzać?
-Żartujesz ,niby w czym?Chodź , przedstawię cie reszcie.-wstał z krzesła.
-Skoro tak mnie błagasz , to idę.

Chłopak zaprowadził mnie do kącika ,który był odgrodzony od reszty ściankami , stały tam wygodne białe kanapy.Denerwowałam się z każdym krokiem ,kiedy mnie tam prowadził.W zasadzie to nie wiem ,czy powinnam w ogóle tam iść.Chłopaki siedzieli na kanapach popijając przeróżne alkohole oraz zaciekle o czymś dyskutując.
-Ekhem- odchrząknął Nath gdy już staliśmy przed nimi.W sekundzie oczy wszystkich skierowały się na nas.Czułam się trochę dziwnie.Jako jedna dziewczyna miałam siedzieć z siódemka facetów...
-O patrzcie Baby Nath i to nie sam!-ożywił się brunet ,rozłożony na fotelu z buciorami na ławie.
-To moja przyjaciółka April -wskazał na mnie Nath.-a te debile niech już ci się sami przedstawią.-wzruszył ramionami szczerząc się.
-Hej miło mi was poznać.-odezwałam się rozbawiona określeniem użytym przez Nathana.
-Ja też chce mieć takie znajome!-odezwał się Łysol.-Maximilian ,niezmiernie mi miło.-podniósł się i podał mi rękę.Od razu poznać można było ,że to podrywacz.
-A czyżby Maximilian już był nie trzeźwy?-roześmiał się Nath zajmując miejsce koło mulata.
-A czyżby Nathaniel nie wiedział ,że Maximilian jest dżentelmenem?-podniósł się.Dżentelmen może i tak ,ale rzeczywiście wydawał się być trochę pijany.
-Jay aka Jay Bird.-kolejny uścisk dłoni ,tym razem Loczka.
-Tom aka ...-tym razem swoje cztery litery podniósł brunet.
-Pijak.-dokończył Jay.
-A ty niby abstynent!Ah ta hołota.-pokręcił głową z dezaprobatom Tom.
-Siva bądź też Seev.-przywitał się mulat z idealnymi czarnymi uczesanymi do góry włosami.
-A to są Nano i BigKev -Tom wskazał na dwójkę siedząca na kanapie na przeciwko- ,ale oni nie są tacy ważni jak my.-machnął ręką.
-Parker!-upomniał go jeden z nich.
Zajęłam ciasne miejsce obok Natha.
-Trochę dużo tego jak na jeden wieczór.-odezwałam się.-Pierwszy raz was słyszałam i muszę przyznać ,że było genialnie.
-Wspaniale w takim razie ,że ci się podobało.
-Długo się znacie z Lil Nathem ,czy tak teraz się ten tego?-Max.
-Nie Maxiu nie jestem taki chybki jak ty.-ożywił się Nath.
-W sumie to nie znamy się długo.-zaczęłam.-poznaliśmy się jeszcze w Gloucester ,a teraz przypadkiem akurat  w tym samym czasie spotkaliśmy się w Vegas.
-April pracuje w naszym hotelu.-odparł Nath nalewając sobie piwa.
-W tym tym?-zdziwił się Lokowaty.
-Jay podrywał dosłownie wszystkie pokojówki.-roześmiał się Tom.
-Ja pracuje na recepcji.Meldowałam was nawet.
-Nie pamiętam.-mruknął mulat.
-Ale ja pamiętam doskonale.-uśmiechnął się Nath i spojrzał na mnie.
-No proszę jakie Love Story.-Jay.
-Bird jest zazdrosny!Co będzie z Jaythanem!-ubolewał Max.
-Max spokojnie-Loczek położy ręke na kolanie Łysego.-przecież wszyscy wiedzą ,że Jaythan jest zawsze i na zawsze razem.

-Chyba w twojej wyobraźni.-prychnął Nath upijając łyk piwa.

-------------------------------------------------------------------------------
No hej! ;)
Przybywam do was z takim czymś.Mam nadzieję ,że jest okej.Miał być wczoraj ,ale miałam zajęty cały dzień.Otóż byłam na zjeździe naszej kochanej TWFanmily w Krakowie.Nie obyło się bez różnych przygód ze mną w roli głównej ,ale było naprawdę miło was spotkać ;) You know , Justina xd
No to ten ,ja już kończę i obiecuję ,że następny rozdział  będzie dodany szybciej.
Ściskam Was mocno i do nexta ;*

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 21



Kolejny dzień.Piątek.Dokładnie za 8 godzin zacznie się weekend.-z takimi myślami wstałam z łóżka uśmiechnięta i nastawiona pozytywnie jak chyba nigdy.Zwyczajne  rutynowe , poranne  czynności.W tym samym czasie jem śniadanie i zakładam buty.Niemal szpagatami kieruje się na stacje.Jak zwykle nie potrafię rano normalnie funkcjonować i robię wszystko pięć razy wolniej przez co ciągle spóźniam się na tramwaj.Po dotarciu do hotelu jak zwykle przebieram się w służbowy mundurek i zajmuje „honorowe” miejsce na recepcji witając się z Rachel.Od samego rana hotel tętni życiem ,a na parterze znajduje się pełno gości.
Odbieram dzwoniący telefon.
-Recepcja „The Mirage Hotel  ”, słucham.
-Witam panią panno April!Jak mija czas pracy?
-Nathan…-z uśmiechem przewróciłam oczami.
-Tak?-miał taki radosny ton.
-Otóż panie Nathanie czas pracy mija mi dosyć dobrze i jestem niezmiernie zadowolona ,że uświetnił go pan swoim telefonem.-wyrecytowałam spoglądając ukradkiem w stronę Rachel ,czy oby nie przysłuchuje się mojej rozmowie.
-W takim razie jestem niezmiernie zaszczycony z takiego obrotu sytuacji.
-No dobra a tak poważnie to po co raczysz do mnie telefonować?
-Ja….chciałem ...-chwila myślenia -zamówić śniadanie!
-A czy wiesz ,że w tym celu należy zadzwonić do restauracji?
-No teraz to już wiem.-lekko posmutniał.
-Oj Nath!
-Ale może mogłabyś po znajomości … w drodze wyjątku przyjąć moje zamówienie?
-W sumie to bym mogła.
-No to tak…zamawiam April Jeferson do tego  poproszę :  omlet , jajecznicę i herbatę ,ale koniecznie Tetley.
-I może frytki do tego?
-A no może się skusze.-roześmiał się perliście.
-W takim razie zamówienie zostało przyjęte i zostanie wkrótce zrealizowane.A i bardzo mi przykro ,ale wystąpił problem z April Jeferson i niestety nie może jej pan zamówić do swojego Nathanowego zestawu śniadaniowego.
-Eh… no szkoda.Ale mam nadzieję ,że dostarczysz je mi do rąk własnych osobiście.
-To też nie będzie takie łatwe.
-Apri- westchnął proszącym tonem.
-Niestety ja nie jestem od takich zadań specjalnych ,więc będziesz się musiał zadowolić jakąś pokojówką.
-No trudno.-westchnął.-ale mam nadzieję ,że zaszczycisz mnie jeszcze swoją obecnością?
-To również nie jest takie proste bo ja próbuję tu pracować , Nath.
-To może ja bym…albo czekaj! Przecież dziś jest nasz koncert!
-Ooo ,no to świetnie!
-W klubie  o 20.Pamiętasz?
-Postaram się.
-April!-znowu niezadowolony ton po drugiej stronie słuchawki.
-No jasne ,że będę!
-No to widzimy się wieczorem!
-Oczywiście.To ja się rozłączam.
-Ok ,ale nie zapomnij i moim zamówieniu!
-Nie zapomnę.Na razie.

Odłożyłam słuchawkę.No proszę!To mu się zamówień zachciało. Uśmiechnęłam się sama do siebie i to udałam się do hotelowej restauracji zrealizować  zamówienie pana Sykesa.Następnie wróciłam do mojej recepcji.
-April?-zapytała nieśmiało Rachel ,kiedy wprowadzałam rezerwacje do systemu w komputerze.
-Tak ,słucham cię.
-Ten no …-nie mogła się wysłowić.- to ten chłopak z tego zespołu dzwonił ,prawda?
-Yyy tak.-byłam trochę zawstydzona ,nie powie ,że nie.-Wiem ,że nie powinnam ,ale
-Uważaj lepiej bo jak znam Joann to… ona na pewno się dowie i zrobi ci mega długie kazanie.Nigdy nie jest zadowolona gdy pracownicy…
-Wiem.-przerwałam jej.-Dzięki ,Rachel.Będę o tym pamiętać.-spojrzałam na nią  z lekkim uśmiechem.
To prawda ,że nie powinnam w taki sposób wykorzystywać pobytu Natha w hotelu.Wiadomo ,że personel nie może spoufalać się zbytnio z gośćmi ,ale to jest nieco inny przypadek.Jednak lepiej i tak żeby Joann się nie dowiedziała ,a co gorsza nas nie przyłapała.
Kolejne godziny upłynęły mi dość szybko.Z każdą minutą rosło moje podekscytowanie.Dziś wieczorem po raz pierwszy usłyszę Natha i resztę zespołu.Możliwe również ,że ich poznam.Ten wieczór będzie udany ,mam takie przeczucie ,a przede wszystkim nadzieję.

Nie miałam nic do roboty ,ani żadnego konkretnego pomysłu jak mogłabym spędzić kolejne godziny.Usiadłam przy kwadratowym stoliku w rogu pokoju i włączyłam laptopa.
Odruchowo weszłam na skejpa.Według moich obliczeń w Gloucester jest ok.10.
Może jednak stanie się cud i Kat wejdzie.Czekałam na nią kilkanaście minut w miedzy czasie przeglądając jakieś strony.W końcu wysłałam jej smsa o treści "Właź na skejpa rudy gnomie!" Tak jak przewidywałam ,po chwili Kat była dostępna.

-Dzień dobry!-powitałam ją radośnie.
-O hej.-odparła bez energii.Katherine na ekranie komputera wyglądała jakoś dziwnie.Zupełnie jak nie ona.
-Co ty taka jakaś bez życia?Kat nie poznaje cię.
-Eh nawet mi nie gadaj.Właśnie odsypiałam noc ,a ty mój nie zastąpiony budziku mnie obudziłaś.-zmarszczyłam brwi.
-Znowu balowałaś?
-A co mam innego do roboty?
-No tak.Typowa Kat "nudzi mi się... zróbmy imprezę!"-próbowałam naśladować moja kuzynkę.
-Cicho!Gadaj lepiej co u ciebie.
-O matko!Kobieto ty o niczym nie wiesz!-orzywiłam się gwałtownie.Kat zrobiła zdziwioną minę.-Zgadnij kto zawitał do hotelu?-zadowolona pomachałam brwiami.
-yyyy co?-chwila zastanowienia i łączenia ze sobą faktów.-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!-mój uśmiech chyba nie mógł być już bardziej szeroki.
-No gadasz!Nie możliwe! Ale , co ,gdzie jak?

Podekscytowana opowiedziałam Katherine wszystko od początku.Począwszy od spotkania w recepcji aż do magicznego wieczora pd wieżą Eiffla.Dodałam również ,że dziś czeka mnie nie mniej atrakcji.

-I dlaczego mnie tam nie ma ,ja się pytam!
-Bo siedzisz sobie ,a nie sorry raczek balujesz -z naciskiem na "balujesz"- w Gloucester moja droga.
-Ehhh.Nie ma mowy musze do ciebie przylecieć!
-Tylko nie w tygodniu bo i tak pracuje do 15.
-E tam.Weźmiesz sobie wolne.
-Ta jesne i wynajmę cały hotel tylko dla nas!
-Jestem za!Cholera ,ale widać że ci zależy na tej pracy ,Ap.
-Nie powiem ,że nie.Jest dobrze  ,nawet bardzo dobrze.Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego zajęcia.
-Ah tak... przebywać w jednym budynku z The Wanted i dostawać jeszcze za to pieniądze.Ty to masz szczęście.-Kat miała rozmarzona minę.
-Czekaj pechowcu skoczę na dół po herbatkę.-podniosłam się z krzesła.
-Tylko nie zapomnij ,ja słodze jedną!-zawołała.
-Jasne.-prychnęłam i szybkim krokiem udałam się do kuchni.Zalałam czajnik wodą i wyjęłam z szafki mój ulubiony czerwony kubek.Następnie wlałam wrzątek do naczynia.W tej samej chwili usłyszałam jak drzwi wejściowe otwierają się i stoją w nich Ryan z Amy obładowani zakupami od stu do głów.
-Cześć.-podeszłam do nich z gotową herbatą w ręku.-Czyżby napad na super market?
-W wykonaniu twojej ciotki.-Ryan spojrzał wymownie na Amy ,a ja zamknęłam za nimi drzwi bo żadne z nich nie miało wolnej ręki.
-I jej dzielnego pomocnika.-uśmiechnęła się kobieta.
-Więc co będzie na kolację?
-Przewiduje pizze ,ale to może udać się tylko z waszą pomocą.
-Ok.To ja przyjdę za godzinę i cię wspomogę.-zniknęłam na schodach ,a po chwili byłam już w swoim pokoju i kontynuowałam rozmowę z kuzynką.

-A co tam u ciebie?Pewnie nie gorzej niż u mnie.
-Nie żartuj sobie.-prychnęła.-Tutaj nic się nie dzieje.
-E tam.Kłamiesz.-wskazałam w ekran palcem ,a następnie upiłam łyk gorącego napoju.
-Poza tym ,że potykam się z tym no jak mu tam ... Luke?-Kat mówiła bez emocji ,a raczej udawała że tak mówi.-No wiesz ten twój barman.
-Cccco?!-zaskoczona zakrztusiłam się herbatą i efekcie napój wylądował na ekranie.Kat śmiała się w najlepsze.-Chcesz mnie zabić?A w najlepszym razie doprowadzić do zniszczenia mojego komputera?!
-Przeciesz ja nic nie zrobiłam.-podniosła ręce w obronnym geście dalej się śmiejąc.
Rozejrzałam się po pokoju.Na horyzoncie nie było widać nic ścierko podobnego aby wytrzeć herbatę z ekranu.Wstałam podniosłam moją i tak brudną bluzkę.Następnie wytarłam nią ekran i stolik.
-Cholera.-wyburkałam.
-Może ci pomuc?
-Nie ty się tu nawet nie zbliżaj i najlepiej nic nie mów.-powiedziałam stanowczo ,a Kat zachichotała.-I co z tym Lukiem?-zapytałam gdy wszystko posprzątałam.
-Nooo - nabrała powietrza.-Spotkaliśmy się kilka razy.Ale chyba ci to nie przeszkadza?
-Nie no co ty.Przecież wiesz ,że tamto spotkanie nie wypaliło.
-To chyba nawet lepiej.
-Byłam zajęta przygotowaniami do wylotu.Co z tego ,że byśmy się potkali skoro i tak za kilka dni miałam być w Vegas.

Rozmawiałyśmy jeszcze jakieś pół godziny.Pożegnałyśmy się ,wyłączyłam klejącego się laptopa i zeszłam na dół pomóc cioci przy kolacji.

--------------------------------------------------------------------------
Heloł ;)

No takie se.Nic ciekawego.Pewnie też dlatego że ostatni rozdział był wyjątkowy i ten nie robi na mnie takiego wrażenia.Ale następny będzie ciekawszy ;) cicho! dobra ja już nic nie zdradzam i tak się domyślacie.Możecie trzymać kciuki żebym bo nie spiepszyła.
Przepraszam ,że długo nie dodawałam :/ miałam kompletnie zajęte ostatnie dni.

Następny będzie szybciej ;) Pa bejbusy! 

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 20



Jakoś wytrwałam jeszcze te dwie godziny stania przy recepcji i cieszyłam się jak nigdy na ponowne spotkanie z Nathem.Udałam się do pokoju na zapleczu , aby zdjąć ten niewygodny służbowy mundurek , szpilki włożyłam do torebki i wskoczyłam w swoje ciuchy , do tego jeszcze nieco poprawiłam fryzurę.Byłam gotowa.Tak jak mu kazałam , Nathan czekał przy recepcji.Uśmiechnięta od ucha do ucha szybkim krokiem podeszłam do niego.Chłopak ciepło mnie przytulił.

-Witasz się ze mną jak byśmy się nie widzieli co najmniej rok.-zaczęłam ,gdy się od siebie odkleiliśmy.
-Bo tak się czuje!Ale przyznaj tęskniłaś za mną , prawda?
-Ja?Co ty nawet nie zauważyłam twojej nie obecności.
-No wiesz...A ja właśnie tęskniłem!
-No co ty nie powiesz.-uśmiechnęłam się na te słowa.
Wyszliśmy z hotelu kierując się na główną ulicę.
-Jak zwykle.-westchnął cicho.-No dobra ,a teraz powiedz mi jak tu się znalazłaś.
-Od dawna myślałam nad wyjazdem , nawet wcześniej niż kiedy ty wyjechałeś.Żebyś sobie nie myślał ,że przyjechałam tu dla Ciebie.-podkreśliłam ostatnie zdanie.
-Dlaczego nie?To było by bardzo miłe.-uśmiechnął się.
-Nie wątpię.
-To teraz z ciebie jest taka Vegas Girl.-odparł i zaczął nucić piosenkę na co oboje się roześmialiśmy.
- Chyba z ciebie.-dostał z łokcia.
-Ze mnie może być najwyżej Vegas Boy ,ale tylko na –przerwałam mu.
-Tylko na ten weekend.-westchnęłam lekko przygnębiona , niepotrzebnie bo chyba to zauważył.
-Wiem ,że ...-wyraźnie zwolnił- mi też nie jest na rękę to że raz się spotkamy ,a zaraz potem znowu musimy się rozstać.-mówił nie pewnie ,jak by ważył każdy wyraz swojej wypowiedzi.
-To prawda.-spuściłam mimowolnie wzrok na chodnik.
-Wracasz na święta?
-Tak ,zostanę do nowego roku.Potem się zobaczy.
-Chcesz tu potem wrócić?-zapytał nieco bardziej zaciekawiony.
-Nie ,to znaczy jeszcze nie wiem.To było na próbę.Pomyślę o tym później.
-Gdybyś wróciła prawdopodobnie byśmy się już nie zobaczyli.
-Wiem Nath ... dlatego nie wiem.Nic nie wiem i to mnie właśnie denerwuje.
-Szkoda by było ,nie ukrywam.-odparł co jeszcze bardziej mnie przygnębiło.
-Ostatnio się dosyć szczery zrobiłeś.
-To chyba dobrze?
-Jak na razie mi pasuje.-lekko się uśmiechnęłam.
-A ciebie co tu sprowadza?-zmieniłam temat.
-Chyba cię nie zaskoczę ,gdy powiem ,że masa koncertów.Nagrywamy też w LA materiał na płytę i takie tam.Jutro będziemy grać w "At 1 Oak Night Club" mam nadzieje ,że wpadniesz?


-Postaram się.
-Ej ej!Nie postaram się ,tylko tak oczywiście Nathanie to będzie dla mnie zaszczyt.
-No pewnie i co jeszcze?
-I jeszcze podziękowanie za zaproszenie.-lekko przystanął jak by rzeczywiście oczekiwał na to „podziękowanie”.Bez wahania cmoknęłam go w policzek.
-Wiesz ,że twoja osobowość ,źle wpływa na prawidłowe funkcjonowanie twojego mózgu?-odparłam.
-Ale ty na pewno mówisz o mnie?!-zdziwił się i podniósł ręce w obronnym geście.-Wiesz co ? Koniecznie powinnaś poznać moich przyjaciół, szczerze powiedziawszy to ja jestem najspokojniejszą osobą w zespole.
-Jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić.
-Mówię Ci , poznasz ich i natychmiast zmienisz o mnie zdanie.
-W recepcji w cale nie wyglądali na takich psychicznych.
-Sugerujesz coś?
-Ja?Ależ skad! -broniłam się.-no przecież wiesz ,że żartuje.-teraz chętnie poczochrałabym go po czuprynie ,ale z racji że ubrał czapkę tego nie zrobiłam.
-Są dobrzy w stwarzaniu pozorów.-odparł poprawiając swojego full capa do tyłu.
-Lepiej wyglądasz ,gdy zakładasz go daszkiem do przodu.-zauważyłam na co Nath natychmiast zdjął czapkę i ubrał tak jak powiedziałam.
-A teraz?-zapytał ,a ja zabrałam się za poprawianie.Ułożyłam ją pod odpowiednim kątem ,przekrzywioną lekko do góry i wysunęłam z pod daszku lekko jego włosy ,a raczej coś co przypominało grzywkę.
-Teraz jest dobrze.-spojrzałam na niego ,prezentował się idealnie.
-Musisz mi napisać instrukcję ,bo nie zapamiętam.
-Obawiam się ,że będzie zbyt skomplikowana żebyś zrozumiał.
-No to …w takim razie zatrudnię cię jako stylistkę aranżacji wyglądu mojej głowy.Co ty na to?
-Stylistka aranżacji wyglądu głowy Nathana Sykesa.Nooo to brzmi całkiem profesjonalnie.-parsknęłam śmiechem.-Pomyślę nad tym.
-W takim razie zdzwonimy do pani.
-Będę czekać.
-A tak w ogóle to gdzie pani April sobie życzy pójść bo stoimy rozkraczeni na środku miasta?-wypowiedział się na co się rozejrzałam.Na wprost zobaczyłam konstrukcję ,była jedną z najwyższych w mieście ,wyglądała jak wieża Eiffla.
-Kierunek Paryż.-odparłam zadowolona.
-Zawsze chciałem znaleźć się w  Paryżu nie opuszczając przy tym Vegas.
-No to idziemy.-uśmiech nr 5.

Poszliśmy w bliżej nie określonym kierunku.Po paru metrach stwierdziliśmy zgodnie ,że chyba jednak jest to dalej niż nam się wydawało.Nie pozostało nic innego jak złapać taksówkę.Taryfa zawiozła nas na miejsce ,które nosiło nazwę Paris Las Vegas.Przypominało ono stolicę Francji ,przynajmniej tak mi się wydawało choć nigdy tam nie byłam.Szkoda jednak ,że nie wybraliśmy się tam nocą ,to miejsce musi niesamowicie wyglądać gdy jest całe oświetlone.Najpierw spacerowaliśmy ,to miejsce wydawało mi się naprawdę wyjątkowe.Byłam tak zajęta podziwianiem otoczenia ,że nawet nie zauważyłam kiedy Nathan chwycił mnie za ręke gdy spacerowaliśmy mostem.Wykorzystał moja nie uwagę ,ale nie przeszkadzało mi to zupełnie ,nawet wręcz przeciwnie.Słońce już prawie chyliło się ku zachodowi.Nie było późno ,ale o tej porze roku chowało o wiele wcześnie.Latarnie zaczynały już świecić ,sprawiając że ich światła odbijały się na wodzie.Patrzyłam jak kolejne neony miasta zaczynają świecić.Było to jedno z najpiękniejszych miejsc w jakich byłam.W Vegas byłam już cały tydzień , ale jeszcze nie widziałam tego miasta nocą ,tego prawdziwego Vegas.
-Wracamy?-zapytał Nath ,gdy przystanęłam i o parłam się o betonowe barierki mostu.
-Chyba żartujesz.-prychnęłam odrywając wzrok od tafli wody mieniącej się tysiącami kolorów.
-Ciesze się ,że ci się tu podoba.-odparł i przypomniało mi się gdy dziś w recepcji powiedziałam "...cieszę się ,że cieszysz się ,że mnie widzisz".
-Podoba i to jeszcze jak.-uśmiechnęłam się sama do siebie.-Wiesz ,że nie wiedziałam ,że przyjedziecie.
-Do hotelu?No widzisz jaka niespodzianka.-uśmiechnął się szeroko.-Miałaś taką zaskoczoną jak byś zobaczyła Elżbiete II we własnej osobie.-odparł demonstrując "moją minę" na co wybuchłam śmiechem.
-No co.-spuściłam wzrok.Nath stał teraz na przeciwko minę.-wiesz ,że dy zrobisz tak -zrobiłam podobną zaskoczoną minę jak on przed chwilą.-To wyglądasz cholernie Sidowo?
-Ejjj.Myślałem ,że powiesz seksownie.-posmutniał.
-Ta jeszcze czego.
-April ,April co ja z tobą mam.-wywrócił oczami na co się roześmiałam.Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam tak dobry humor.
-Oj Sid ,a co ja z tobą mam.
Czułam jak Nath podchodzi coraz bliżej.Uśmiechał się lekko ,ale łobuzersko.Jak by wpadł na jakiś niecny plan.Właściwie to teraz dzieliły nas jakieś 10 cm.Położył dłonie na murku z lewej i prawej strony mnie.Nie sprzeciwiałam się jego planowi ,który już rozgryzłam.Doskonale wiedziałam co to zapowiadało.Mimowolnie przygryzłam dolną wargę ,czułam jak bicie mojego serca gwałtownie przyśpiesza , czułam też wibracje mojego telefonu w torebce... -,-W myślach machnęłam na to ręką.Oboje powoli zbliżaliśmy się do siebie ,a właściwie to do swoich twarzy.Nathan położył dłoń na mojej tali ,a następnie musnął moje usta co odwzajemniłam.Przeszedł mnie dreszcz , mrowienie na całym ciele ,jak by gilgotanie w żołądku , dosłownie wszystko na raz.Przez chwilę nasze języki wzajemnie badały nasze podniebienia i przeplatały się z sobą.Ta chwila była bez wątpienia magiczna ,w prost idealna.Oderwaliśmy się od siebie i spoglądaliśmy w ciszy w swoje oczy.Nie chciałam przerywać tego palnięciem jakiejś głupoty.Ale musiałam...Telefon dalej dzwonił.Wyjęłam go z torebki.3 połączenia nie odebrane do Ryana.Odebrałam odchodząc na krok od Nathana.Nie chciałam tego robić.Nie przyjechałam po pracy do domu i na dodatek nikt nie wiedział gdzie się podziewam.Uspokoiłam wójka i powiedziałam ,że za niedługo wrócę po czym wróciłam do Nathana.
-Przepraszam.-mruknęłam.
-Nie ma spawy.To wracamy?-odpowiedziałam kiwnięciem głowy.

Tuż za rogiem znajdował się postój taksówek.Nathan zaoferował się ,że najpierw odwiedzie mnie do domu ,a potem wróci do hotelu.
-Dzięki ,to był świetny dzień.-powiedziałam ,gdy dotarliśmy pod dom.
-Wyjątkowy.
-Tak.-uśmiechnęłam się.
-Będziesz jutro w pracy?
-Piątek ,więc będe.
-W takim razie będę czekał.-już otworzyłam usta aby coś powiedzieć ,ale był szybszy.-Tak wiem żadnej prywaty w pracy.
-Ale po pracy jak najbardziej.Czemu nie.-pocałowałam go w policzek ,ale on przekręcił niespodziewanie głowę.
-Stare patenty fanek.-odparł szczerząc się.
-Dobranoc złodzieju patentów.
-Dobranoc Ap.-wyszłam z taksówki całą w skowronkach.
Chyba tylko ślepy nie zauważył by ,że właśnie wróciłam z randki.Tak teraz mogę przyznać ,to była randka.Szczególnie pod koniec.Ugh tylko ten telefon.Ale było wyjątkowo.
Weszłam po schodach do domu.Drzwi były otwarte ,rzuciłam "cześć"  Amy i Ryanowi ,którzy siedzieli na kanapie w salonie.

-Gdzie byłaś.Martwiliśmy się.-zaczęła Amy.
-Przepraszam ,że wam nie powiedziałam ,że wychodzę.Od razu po pracy ,znajomy zaprosił mnie.
-A to dlatego jesteś cała w skowronkach.-przerwał mi Ryan ,który po chwili dostałz poduszki od Amy.
-Można tak powiedzieć.Idę na górę , dobranoc. 
-Śpij dobrze Ap.-usłyszałam ,gdy szłam po schodach na piętro.

Nie traciłam dobrego humoru.Dziś i przez kolejny tydzień chyba nic nie wtrąci mnie z równowagi ;) Przebrałam się w pidżamę , wzięłam długą kąpiel.Prawie zasnęłam w wannie.Zaspana poczłapałam do swojego pokoju i od razu odpłynęłam.
----------------------------------------------------------------------------
No hej!

Oj rozmarzyłam się , poniosło mnie ;) Eh wyszło , no w każdym bądź razie mogło być lepiej.Pisany na spontana i to baaaardzo długo.Ale nawet jestem zadowolona wam powiem.A wy?Mam nadzieje że nie zasnęłyście xd

Kończę bo już wyrywają mi laptopa.Ściskam moje miśki! Do niedługo ;)

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 19

Kolejne dni minęły mi jak z bicza strzelił.Codziennie rano wstawałam z nadzieją ,że dziś pójdzie mi trochę lepiej niż ostatnio , następnie mknęłam na  tramwaj ,który zawoził mnie do pracy.Po paru dniach stania na  recepcji i pogłębianiu znajomości z Rachel moja praca była dosyć zadowalająca - przynajmniej Joann nie miała do mnie jak do stąd żadnych zastrzeżeń.Choć w dalszym ciągu nadzorowała i kontrolowała moje poczynania.Chyba tylko dzięki rozluźniającym pogawędkom z Rachel nie zwariowałam.Koniec tygodnia zbliżał nas do szczególnego wydarzenia ,a właściwie to mnie.Joann poleciła mi dziś cały dzień przyjmować gości ,a Rachel zastępowała mnie w odbieraniu telefonów.Wiedziałam tylko ,a raczej wszyscy wiedzieli oprócz mnie ,że hotel tego dnia ma powitać jakiś specjalnych gości.Wywnioskowałam z tego ,że to ja mam ich zameldować tym samym sprawdzając się i zakańczając okres próbny mojej pracy.

Przede mną jeszcze dwie godziny i kończę zmianę.Co jak co ,ale siedzenie w miejscu na dłuższą metę bywa męczące ,a przede wszystkim nudzące.Koniec tygodnia ,przydało by się gdzieś wyjść do ludzi.Impreza , z Kat ,jedziemy odkrytym kabrioletem nocą z alkoholami w ręku i krzyczymy "Vegas ,Baby!".Muszę jeszcze na to poczekać co najmniej tydzień.Po długotrwałych skejpowych obradach Katherine w końcu dała się namówić na przyjazd.Czuje ,że wykorzystamy te dni jak nigdy.Stop ,April ,pracujesz.Trzeba się skupić i wypatrywać tych "specjalnych gości".Słyszę dźwięk ogromnych szklanych ,obrotowych drzwi wejściowych ,co zapowiada prawdopodobnie nowych klientów.Nie mylę się i po chwili do hotelowego holu wchodzi grupa osób obładowana walizkami.Zaraz ,zaraz to muszą być oni!Ale , dziwne jakoś tak znajomo wyglądają…CO TU ROBI NATHAN?!-oczy niemal wyszły mi z orbit.O Boże przecież to The Wanted!Okej Ap…oddychaj , spokojnie! Rachel spojrzała na mnie porozumiewawczo ,a potem roześmiała się widząc przerażenie w moich oczach.
Trzy głębokie wdechy .Policz do 10 ,nie do 10 nie zdążysz ... policz lepiej do 5.
5 ... 4 ... 3..
-Dzień dobry witam państwa w hotelu The Mirage.-na jednym wdechu wyrecytowałam regułkę.Starałam się zachować spokój i nie poznać po sobie ,że ogarnia mnie coś na kształt paniki.Przed moimi oczami stała teraz ósemka ludzi którzy byli zajęci sobą , tylko nieco starszy facet od piątki chłopaków był zainteresowany rezerwacją  pokoi.
-Dzień dobry my mieliśmy rezerwacje na nazwisko Tissera.To było sześć pokoi.
-Chwileczkę już sprawdzam.-musiałam oderwać wzrok od Nathana ,który zresztą nawet mnie nie zauważył i rozmawiał z wysokim chłopakiem stojąc tyłem do recepcji.Sprawdziłam rezerwacje w komputerze.
-To będą dwa dwuosobowe i cztery jednoosobowe pokoje na piętrze widokowym klasy A-rzekłam i wyjęłam z szafki klucze z odpowiednimi numerami.-Piętro nr7.Życzę miłego pobytu.-sztuczny uśmiech na końcu.
-Dziękujemy.-odpowiedział tylko mężczyzna.
-A walizki proszę zostawić .Zaraz przyśle po nie boya hotelowego.- dodałam szybko.Jak zwykle musiałam o czymś zapomnieć ,a na dodatek ten głupi boy gdzieś zniknął ,nie ma go nigdy kiedy jest potrzebny…Ekipa The Wanted już się zbierała w stronę wind kiedy jeden członek został.No tak…
-A komusz to ja widzę April we własnej osobie!-Nathan obdarował mnie ciepłym uśmiechem ,czego oczywiście nie w sposób było nie odwzajemnić.Miał na sobie szary bezrękawnik ,białego full capa i ray bany ,ale mimo tego "kamuflażu" od razu go poznałam.
-No widzisz jaki ten świat mały.-czułam jak moje oczy na jego widok się zaświeciły ,a nogi niemal ugięły.
-Ale akurat -podszedł bliżej , oparł łokieć o drawniany blat i ściągnął okulary.-spotkania z tobą się nie spodziewałem.-doparł.
-W takim razie cieszę się ,że cieszysz się ,że mnie widzisz.-spojrzałam prosto w jego zielono-niebieskie tęczówki.Teraz od światła wydawały się bardziej zielone.
-Mam nadzieje ,że mnie jakoś odwiedzisz to trochę pogadamy.W końcu wiesz który pokój jak by co.-Nath puścił oczko.Wydawał się być taki wyluzowany ,jak by trochę inny.Inny niż na imprezie Hallowenowej u Kat ,gdzi zobaczyliśmy się po raz pierwszy.
-Dobra dobra , -ocknęłam się gdy zobaczyłam jak następni goście wchodzą do hotelu ,a bagażowy zabiera walizki The Wanted.-ty mnie nie szantażuj emocjonalnie tylko spływaj bo ja tu nie mogę sobie takiej prywaty urządzać.
-Okay -wywrócił oczami.-ale pójdę sobie jeśli powiesz mi o której kończysz.
-Za niecałe dwie godziny.-westchnęłam.-Trochę sobie musisz poczekać.-zrobiłam podkuwkę z ust na co on roześmiał się perliście i zrobił to samo.
-Będzie warto.W takim razie za dwie godziny…jest tu jakaś restauracja?Albo nie!Przecież nie będziemy tu gnić , zabiorę Cię na miasto , ok?
-W takim razie czekaj na mnie przy recepcji.
-Do później!-rzucił tylko z czarującym uśmiechem i po chwili zniknął w windzie.

No to ten , no…Wow!Akurat tego delikwenta się tu nie spodziewałam!-Naprawdę.I na dodatek umówił się ze mną!Ah ten Nathan....muszę przyznać ,że brakowało mi go i cieszę się i to bardzo ,że się spotkaliśmy.Szkoda ,że będzie tu tylko na weekend ,a nasze drogi prawdopodobnie znowu się rozejdą…
-April?-zapytała ,a raczej stwierdziła Rachel wyrywając mnie tym samym z moich rozmyślań.
-Yyyy tak?-ocknęłam się i chyba lekko zaczerwieniłam.Kompletnie zapomniałam ,że całej tej scenie przyglądała się moja sąsiadka z recepcji.-Stary znajomy.-rzuciłam.
-Fajnych masz znajomych.-poklepała mnie po plecach.-Misja wykonana.-odparła dalej zdziwiona.
-Co?To oni byli tymi specjalnymi gośćmi?!
-Tak.Twoi znajomi byli tymi specjalnymi gośćmi.-roześmiała się pod nosem.
-Ten świat wydaje mi się  zdecydowanie za mały. Ta cała sytuacja wydawała mi się zabawna.Nawet przez myśl nie przeszło mi ,że specjalnymi gośćmi mogą być The Wanted ,nie to The Wanted i nie ten Nathan.Jednak los lubi zaskakiwać.Szkoda tylko ,że na tak krótko... będą tu tylko przez weekend ,a nasze drogi prawdopodobnie znowu się rozejdą.Już sama nie wiem ,czy to ma sens.Czy po świętach gdy wrócę do Gloucester się spotkamy?Pewnie tak ,ale potem..."April nie rób sobie nadziei" - powtórzył po raz wtóry mój głos rozsądku i czułam jak nagle wszystko jak bańka mydlana prysło.


-------------------------------------------------------------------------
Joł joł ;)
Dodaje ten rozdzialik tuż po obejrzeniu WOTN! :)

I jak? bo mi bardzo ,ale to bardzo się podoba.Inspirujący taki ^^
Co tu dużo mówić humor dobry dziś mam więc rozdział zaskocze was!Podoba mi się ;) ale trochę też krótkawy.:/

No nic.Zachęcam do komentowania oczywiście i enjoy!
Do następnego ,czyli w czwartek.
Ściskam ;*
ps.Jak nowy wygląd bloga?Pasuje ,czy za duża zmiana?