piątek, 12 lipca 2013

Rozdział 14




-Ap ,wstawaj.-słabo słyszałam głos mamy ,która próbowała mnie budzić.
-Co się stało ,czego chcesz?-wymamrotałam powoli otwierając jedno oko.
-Wstawaj , April. Musimy porozmawiać.
-To ,aż tak ważne ,że budzisz mnie –zmieniałam pozycje z leżącej na siedząca na moim łóżku i spojrzałam na zegarek na szafce nocnej.-o 7.30?!-podniosłam ton zdziwiona „czego moja rodzicielka może ode mnie chcieć o tak porannej godzinie!?”
-Chciałam o tym z tobą porozmawiać rano ,abyś mogła potem przez cały dzień dokładnie to przemyśleć.- mama mówiła do mnie spokojnym i poważnym tonem ,a ja myślałam o co może jej chodzić.-Wczoraj gdy byłaś na tej imprezie ,zadzwonił do mnie Ryan.

-Ooo.-wyrwało mi się.Wójek Ryan jest młodszym bratem mamy , zawsze go lubiłam ,ale rzadko nas odwiedzał ponieważ często podróżował.Teraz z tego co wiem ,mieszka w Stanach a do UK przyjeżdża tylko na święta.
-Rozmawialiśmy i  temat zbiegł na ciebie ,a dokładniej na twoją prace ,której na razie nie posiadasz.
-No tak.I?
-Chodzi o to ,że Ryan powiedział mi ,że była by tam dla ciebie praca w hotelu.
-A dokładniej to gdzie?
-W Las Vegas jego znajomy nie dawno otworzył tam sieć hoteli i szuka pracownicy.
-Czyli mnie.-uśmiechnęłam się lekko.
-Czy ciebie to się dopiero okaże.-odparła mama ,a po chwili westchnęła i zaczęła mówić poważnym lecz spokojnym tonem.-April ,to jest bardzo daleko z tond ,może mogłabyś zamieszkać u Ryana ,ale…
-Mamo ,wiem o tym doskonale.Przemyśle to.-taka propozycja wydawała mi się interesująca ,praca praktycznie od razu ,nowe miasto tak jak chciałam i to jeszcze nie byle jakie tylko Las Vegas!Jednak z drugiej strony ta ogromna odległość od Gloucester do tego konieczność zostawienia tu wszystkich i wszystkiego.
-Dokładnie to przemyśl Ap i jeśli będziesz tym zainteresowana , jak wrócę zadzwonię jeszcze do Rayana dowidzieć się o tym więcej „co i jak”.
-Ok.Dzięki mamo.
-Będe jak zwykle o 15 ,ugotuj sobie coś na obiad -mama wstała z łózka i skierowała się w stronę drzwi.- i zrób coś z Kat.Ok?
-Dobra ,wyeskortuje ją do domu.Pa.-odparłam ,a mam zniknęła za drzwiami.

Znów położyłam się na łóżku.Byłam senna ,chciałam pospać jeszcze parę godzin i przemyśleć propozycję wyjazdu później.Jak pomyślałam ,tak zrobiłam i z powrotem wróciłam do krainy snu.

-April!Leniu ,wstawaj!-wydarła mi się do ucha Katherine.
-Co znowu?!-wyburkałam zdenerwowana i jeszcze bardziej rozespana.
-Wstawaj!-zaczęła mną szturchać.
-Która jest godzina?
-Po 11.
-Co?!-przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek ,a potem automatycznie wstałam. Narzuciłam na siebie bluzę i poczłapałam na parter.
-Przeszukałam całą kuchnie i nigdzie ani śladu jakiejkolwiek wody.-odezwała się Kat siedząc przy stole i podpierając głowę rękoma.
Otworzyłam szafkę w której trzymamy zawsze zapasy różnych napoi i podałam kuzynce butelkę wody mineralnej.-Trzymaj alkoholiku.
-Alkoholiku!-prychnęła.-Mówi ta co nie tykała się wczoraj ŻADNYCH procentów.
-Przynajmniej ja nie mam dziś kaca.-odparłam z uśmiechem otwierając lodówkę.Rzeczywiście nie bolała mnie dziś głowa ani nie miałam żadnych innych oznak kaca ,widać umiem pić z umiarem.-Omlet ,czy jajecznica?-zapytałam.
-Omlet z bitą śmietaną i malinami.
-W takim razie jajecznica.- stłukłam jajka i rzuciłam na rozgrzaną patelnie.
Przygotowałam nam śniadanie i w między czasie opowiedziałam Kat o czym dziś rano rozmawiałam z mamą.
-A ty?
-Co ja?-zapytała Kat z pełną gębą jajecznicy.
-Co ty byś zrobiła na moim miejscu?
-No ja to-westchnęła-pojechałabym.-powiedziała stwierdzając.-Las Vegas ,miasto które rozkwita nocą ,wprost wymarzone dla mnie.-rozmarzyła się podpierając głowę rękoma.
-No tak ,ale nawet jeśli,  to nie zapominaj ,że ja nie jadę tam po to ,aby urozmaicać moje życie towarzyskie.Chociaż …-również rozmarzyłam się wyobrażając sobie niesamowicie oświetlone Vegas nocą.
-Chociaż nie jest ona aż tak ciekawe i dobrze było by je bardziej urozmaicić.-powiedziała jednym tchem.
-Kaaat.-wymamrotałam zabierając nasze puste talerze ze stołu ,a następnie wkładając do zlewu.
-To na drugim końcu ziemi…ale powiem Ci ,że gdybym to ja stanęła przed takim wyborem to myślę ,że bym się skusiła. No wiesz!Słońce cały rok , imprezy ,chłopaki i to duuużo chłopaków.To były by takie miłe wakacje!-Kat chyba za bardzo się rozmarzyła.
-Nie zapominaj ,że ja tam jadę pracować ,a nie na chłopaków!
-Oj przecież wiem ,ale pokorzystać sobie też można , prawda?
-No można…nawet powinno się.-uśmiechnęłam się na samą myśl o tych wszystkich atrakcjach.
-Tak ,że mówię ci ja bym nie traciła czasu i leciała do gorącego Vegas…Ale ja nie jestem tobą więc sama musisz zdecydować.-na końcu wypowiedzi rudowłosa wzruszyła ramionami.
-Nie wiem…chciałabym ,ale trudno mi jest wszystko tak tu zostawić.
-A gdyby tak ….Nathan wrócił?
Wypuściłam głośno powietrze z ust.- Rozmawiałyśmy już o tym.-wydukałam znudzona.
-No wieeem.-odparła znudzona.- -Oj Ap szkoda ,że was wcześniej jakoś nie zapoznałam…-westchnęła.
-.Nawet jeśli, to co by to niby zmieniło?Nie mów my już o tym.Było minęło.
-A szkoda.
-Kat!     
-No co?
-Nic.
-Aaaap!-zawołała melodyjnie po chwili milczenia moja kuzynka.
-No co?
-Jak chcesz to mogę zapytać Jessicę o Natha.Kiedy wróci itp.-moja kuzynka miała teraz na twarzy szeeeroki uśmiech.
-Katherine! Jesteś nie możliwa!
-Więc?-pomachała zabawnie brwiami.
-Nie dziękuje ,ale nie skorzystam z tej „kuszącej” propozycji.
-Dlaczego?
-Ponieważ nie mam takiej potrzeby ,bo nie chcę abyś w żadnym stopniu wykorzystywała wiedzy Jess.Ponieważ Nathan w tej chwili mnie nie interesuje!-mówiłam szybko i poważnym tonem.
-Nie to nie.-powiedziała jak by udając obrażoną.
-Ale jak się dowiem ,że wypytywałaś jego siostrę o takie rzeczy to po prostu własnoręcznie Cię zamorduje!-pogroziłam przyjaciółce palcem.
-Dobra nie denerwuj się tak Apciu!Ja tylko chciałam pomóc!-podniosła ręce w obronnym geście.
-Mówiłam Ci już ,że twojej pomocy , Kat nie potrzebuję .I nie mów do mnie Apciu!
-Dobrze Apciu.-odparła zadowolona i pełna satysfakcji ,że kolejny raz udało jej się mnie zdenerwować.
- Ty mnie przez te nerwy kiedyś do grobu wpędzisz.
-Ale przynajmniej ci piękny pogrzeb wyprawie!Może nawet zaproszę The Wanted ,żeby urozmaicili swym występem tą uroczystość?-udawała zamyśloną.
-Taaa i niech jeszcze kupią mi wieniec pogrzebowy ,a ty wygłosisz wspaniałą mowę pożegnalno-dziękczynną.
-Dziękczynną?-roześmiała się.
-Sorry ,ale to ja zawsze ratowałam ci ten rudy zadek ,wyciągałam z różnych kłopotów,pomagałam etc.
-Za to co najwyżej możesz dostać ładnego znicza.-powiedziała szczerząc się.
-No tak , chojność Katherine nie zna granic.-odparłam ciężko wzdychając.

Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę to znaczy droczyłyśmy się ,bo potem Kat musiała iść.W końcu wczoraj cały dzień spędziła u mnie w domu i dziś całą noc.Powinna mieć u mnie kartę stałego bywalca... Po wyjściu rudej zajęłam się obiadem , przygotowałam to co umiałam najlepiej czyli spagetti z sosem ze słoika.Usiadłam przy stole w kuchni i czekałam na mamę.

-------------------------------------------------------------------
Heloł bejbusy!
Ugh...kolejny taki se.I krótki.A nie sorrki zapomniałam ,że się przecież nie znam! ;)
No więc jest superzajebistygenialny xd A tak w ogóle to zaskoczone tym Vegas? tak wiem Ap miała jechać do Londynu , do Natha i wg ,ale postanowiłam troche namieszać ^^ no ,ale aj nic sie już w tej sprawie nie odzywam.W nexcie poznacie decyzje April. ;)
Rozdział pisany bardzooo częsciowo ,posklejany , zmieniany i wyszło takie cuś.

Ocenę pozostawiam Wam.Przez następne 2 tygodnie nie wychodzę z domu i pisze ;)
Następny niedługo!
Ściskam moje trójkąty i inne wspaniałości ;*

środa, 10 lipca 2013

Rozdział 13



Udałam się w kierunku toalet ,jednak nigdzie na horyzoncie nie było śladu  Katherine.Z myślą ,że pewnie moja kuzynka gdzieś już sobie hula z gromadką chłopaków przy boku zapominając o bożym świecie , wróciłam do baru.Usiadłam na krześle jak najdalej barmana.Jakoś nie miałam ochoty na pogawędki z nim ,ani z nikim innym ,ani w ogóle na nic nie miałam ochoty.Zamówiłam kolejnego drinka.Coś czuje ,że dziś spędzę ten wieczór zapijając swoje smutki.Obok mnie nagle pojawiła się Kat jak by wyczuwając ,że popsuł mi się humor , od razu przybyła z odsieczą by temu zaradzić.
-Cześć.-usiadła na barowym krześle obok mnie.
-Cześć.-odparłam sącząc wódkę z colą.
-Co robisz?
-Sadze ziemniaki.
-To ja posadzę z tobą.-odparła roześmiana.-Ale jak skończysz sadzić to pójdziemy potańczyć.
-To potrwa długo ,moje pole ma 30 hektarów.       
-O nie! Pijesz to i idziemy.-powiedziała stanowczo ,a ja nie miałam już w tej sprawie nic do gadania.
-A tak w ogóle to gdzie byłaś?
-Oj ,tak miło sobie gawędziliście ,że nie miałam serca się wtrącać.
-No tak ,te nie zawodne patenty Kat na swatanie.-powiedziałam do siebie.
Po chwili wypiłam alkohol i udałam się na parkiet ,a raczej zostałam tam wciągnięta. Próbowałam wczuć się w rytm nie znanych mi piosenek. Nawet chwilę tańczyłam ,ale potem raczej bardziej zaczęłam się wygłupiać niż tańczyć.Z kolejnymi minutami spędzonymi na parkiecie zapominałam o wszystkim innym , dziś po prostu chciałam się dobrze bawić.Moje przygnębienie ,które towarzyszyło mi jeszcze parę minut temu jak by wyparowało. Nie znani mi przedstawiciele płci męskiej raz za czas podchodzili w naszą stronę chcą „dotrzymać nam towarzystwa” ,nie przejmowałam się tym zbytnio i dalej tańczyłam. W między czasie co chwilę podchodziłam do baru i zamawiałam kolejne kolejki tequili.Po jakiś  dwóch godzinach tak spędzonych nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa dlatego musiałam odpocząć chwilę przy barze.                        

 -Twoja współtowarzyszka znowu zaginęła?-zagadał do mnie mój znajomy barman.
-Nie ,tym razem daje ponieść się szaleństwu na parkiecie.
-Powinnaś ją raczej przetransportować do domu.
-Też ,tak sądzę.-spojrzałam na rudowłosą dalej szalejącą wśród tańczącego tłumu.
Jak pomyślałam tak też zrobiłam ,przebiłam się przez tłum i podeszłam do tańczącej kuzynki.
-Kat ,zbieramy się już.
-Noc jeszcze młoda!-odparła szczerząc się.
-Ale dzień stary!Idziemy!
-To ty sobie sama idź ,a ja pójdę potem.-Kat z nadmiaru alkoholu plątał się język.
Z nadzieją ,że nie będę ja potem musiała na siłę ściągać z parkietu wróciłam do baru.
-Uparta jak osioł.-odparłam obojętnie opierając się o blat.
-Jak rudy osioł.-powiedział Luke na co oboje parsknęliśmy śmiechem.-Mam nadzieję ,że ty nie jesteś tak uparta i dostanę twój numer.-po chwili obdarzył mnie „uśmiechem nr 5”.
-W sumie to … niech będzie ,dostaniesz mój numer.-odwzajemniłam uśmiech po czym podałam blondynowi ciąg cyfr ,które zapisał na serwetce.
Kolejne minuty spędziłam popijając drinki ,rozmawiając z Lukem i czekając  na Kat.W końcu moja kuzynka raczyła do mnie podejść i udało mi się ją nakłonić do powrotu. Jednak okazało się to wcale nie takie łatwe. Pożegnałam się z Lukem i wyszłyśmy z klubu ,chciałyśmy zamówić taksówkę ,ale Kat jak to ona musiała oczywiście zgubić torebkę.Na do datek okazało się ,że ja swój telefon zostawiłam w domu.Jednak nawet jeśli udało by się nam zamówić taksówkę to i tak nie miałybyśmy jak za nią zapłacić.Nie miałam już ochoty wracać do klubu i szukać torebki Kat ,która i tak pewnie zaginęła bez śladu. Musiałyśmy wracać do domu pieszo. Było już po pierwszej ,temperatura znacznie spadła przez co cała trzęsłam się z zimna.Nie odzywając się do siebie podążałyśmy ulicą  oświetloną lampami ,które i tak nie dawały tyle światła ile powinny.Idąc patrzyłam w niebo , było bezchmurne dlatego idealnie widoczne były na nim miliony gwiazd. Zafascynowana  wpatrywałam się w granatowe sklepienie przez co omal nie potknęłam się o własne nogi. Zaczęłam być  coraz bardziej zdenerwowana tym ,że przez Kat musiałyśmy o tej godzinie tłuc się po Gloucester
.
-Jak można zgubić portfel i telefon! - przerwałam cisze starając się powstrzymywać moje zdenerwowanie.
-Takim samym sposobem jak można zgubić torebkę z nimi w środku! Poza tym nie krzycz do mnie ,bo ja do ciebie nie krzyczę!
-No nie , wcale !Ty tylko głośno mówisz.
-Tak , ja tylko głośno mówię!-„powiedziała głośno” ,a raczej wykrzyczała Katherine.
Przez kolejne minuty drogi do domu nie odzywałyśmy się do siebie ,aż do momentu ,gdy Kat nagle zatrzymała się przeklinając głośno.
-Cholera jasna!Co za debil wymyślił jakieś głupie studzienki kanalizacyjne!-krzyczała wkurzona Kat próbując wydostać jakoś swój biedny obcas.Ja natomiast stałam obok ledwo trzymając się na nogach i śmiejąc się pod nosem przyglądając się operacji wyjmowania szpilki ze studzienki kanalizacyjnej.Kat w pewniej chili mocno pociągła butem tracąc przy tym równowagę i upadając na chodnik.W efekcie obcas dalej tkwił studzience a Kat na chodniku. Ten widok by po prostu bezcenny!
-Zaskarżę to głupie miasto!Biedni obywatele muszą  się mocować z jakimiś durnymi studzienkami. To jest kurde szczyt chamstwa!-przeklinała głośno Kat ,a ja nie mogłam pohamować śmiechu patrząc na tą całą sytuację.
-I co się głupio szczerzysz!?-wypaliła do mnie.
-A co nie moge?
-Nie! Wszędzie tylko chamstwo i debilizm!
-Tak ,tak.-dalej pękałam ze śmiechu ,idąc i potykając się o własne nogi.
-Jak by tobie się coś takiego przytrafiło to byś się tak nie brechtała! Było by tylko „Kat ,moja ty kochana kuzyneczko ponieś mnie bo ja nie dam rady iść bez jednego obcasa”.-przedrzeźniała mnie.
-Ty sobie za dużo do mnie pyskujesz!
-Chyba właśnie ty!
-Dobra ,nie życzę sobie już żebyś się w moją stronę wypowiadała.
-To se możesz nie życzyć ,ale to nie jest koncert życzeń.
-No dobra dobra , cicho już bądź.
-A to może ja się cały czas niby odzywam?!
-A co?Pewnie to ja nadaje jak głupia , tak?
-Nie mów już nic do mnie.-wymamrotała.
-Imprezy jej się zachciało. A jutro będziemy umierać na kaca morderco-zabujcę. -bełkotałam pod nosem.
-Chyba ty będziesz umierać!Ja jestem nie zniszczalna!
-Cicho bądź bo cię zaraz własnoręcznie zabije.
-Pomocy!Ona mi grozi śmiercią!-wykrzyczała wniebogłosy pijana Katherine.
-Zamknij się kobieto ,ty jesteś nie poczytalna!-wkurzona przyśpieszyłam i próbowała iść daleko przed nią ,aby nie wysłuchiwać już głupot jakich ma do powiedzenia. W tym momencie miałam jej serdecznie dość ,co jak co ale pijana i zdenerwowana Kat jest nie do wytrzymania. Z resztą od tych butów nie miłosiernie bolały mnie nogi i chciałam jak najszybciej znaleźć się w moim ciepłym łóżeczku.Właśnie wkraczałyśmy na ulice prowadzącą do mojej rezydencji.Z każdym metrem byłam coraz bardziej zmęczona ,a moje nogi bardziej się plątały.Szłam dalej ,a każdy szelest wydawał mi się podejrzany.W końcu dotarłam do domu."No ,tak a co z Kat?" -pomyślałam patrząc na zalaną dziewczynę.
Najpierw chciałam pożyczyć Kat moje buty ,żeby nie połamała sobie nóg przez swojego buta bez obcasa ,ale potem stwierdziłam ,że jest zbyt pijana ,aby sama dojść do domu.Musiałam ją u mnie przenocować. Na szczęście drzwi tarasowe z tyłu domu były otwarte  ,więc bez przeszkód dostałyśmy się do środka nie budząc przy tym nikogo.Przyniosłam z mojego pokoju koc i zrobiłam Kat posłanie na kanapie w salonie.Na szczęście nie miałam z nią już problemów ,bo była dosyć śpiąca.Wysłałam jeszcze smsa do cioci z informacją ,że Kat została u mnie na noc.Potem  przyniosłam rudowłosej  moją pidżamę ,ale gdy przyszłam Kat już smacznie spała.Poszłam więc na górę ,zmyłam makijaż , zdjęłam moje wyjściowe ciuchy i położyłam się spać.


-----------------------------------------------------------------------
Witam Was!

A więc mam dziś nie nieciekawy dzień i w ogóle cały tydzień.Rozdział według mnie jest byle jaki.Pisany przed chwilą.Wena mnie opuściła i nie wróciła.Mam teraz doła i nie mam humoru ,jak z resztą widać.Nie będę się rozpisywać ,kolejny będzie w piątek.Będe mieć w tedy spotkanie  z nową klasą więc życzcie mi powodzenia.;)
No to Happy #WantedWednesday ;)
 
Miło gdyby skomentowało więcej osób niż zwykle.
Do następnego Miśki ;*
 

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 12

 Stałam jeszcze jak głupia w drzwiach i patrzyłam jak Nathan wychodzi.Nie spodziewałam się tego.Niby wyjazd ,no tak przecież w jego branży to normalne ,trasy i koncerty ,spotkania z fanami ,itp.W mojej głowie pojawił się kolejny powód dający mi do zrozumienia ,że Nathan nie jest dla mnie.Z resztą to już nie ważne…Choć z drugiej strony jedna część mnie mówi ,że to wcale nie musi być koniec ,że to tylko dwa miesiące które przecież kiedyś się skończą ,a Nathan wróci.No właśnie.Wróci ale do Londynu ,wróci ale do swoich zajęć i obowiązków.Nawet jeśli pojechałabym tam ,to ze względu na niego ,czy przez to ,że naprawdę chce tam zamieszkać i znaleźć pracę? Byłam pewna ,że jeśli zdecyduje się na wyjazd to na pewno nie chce tego robić dla kogoś ,tylko dla mnie… W tej chwili w mojej głowie panował chaos ,tysiące nie raz sprzecznych myśli ,nad którymi nie miałam już siły się męczyć.

-April?-zapytała mnie mama wybijając mnie z rozmyśleń.-Chodź tu.

Yhm...nie szkodzi ,że dokładnie wszystko posprzątałam z Baby Nathem ,ona i tak wiedziała ,że ktoś wtargnął na jej terytorium.
-Tak?-spytałam opierając się o blat ,a ona wskazała wzrokiem na zlew pełen naczyń do wymycia.
-No więc co to był za gość?
-Jaki?-zabrałam się za wkładanie naczyń do zmywarki.
-Aaa no ten ,to taki tam kolego-znajomy.
-Kolego co?
-Nie ważne.Lepiej spróbuj naszego puddingu.
-Jak by coś z niego jeszcze zostało.Ojciec właśnie wcina cały talerz przed telewizorem.-odparła śmiejąc się mama ,a ja spojrzałam na ten widok w salonie i lekko się uśmiechnęłam.
-Idę już na górę.-oznajmiłam i poczłapałam po schodach do łazienki.

Co jak co ,ale kąpiel była dla mnie najlepsza na kaca , a prysznic doskonale pomagał w poukładaniu swoich myśli.Jak by woda choć na chwilę potrafiła zmyć z człowieka wszystkie jego problemy.Gorący strumień wody długo spływał po moim ciele.Niby to pomogło ,ale na pewno nie pomogło mi się pozbyć rozczarowania ,które owładnęło mnie od chwili gdy Nath powiedział „wyjeżdżam”.Wyszłam z zaparowanej kabiny i wysuszyłam się.Potem przebrałam się w pidżamę i udałam się do mojego pokoju ,a konkretnie do łóżka.Nie miałam już dziś ochoty na nic ,snu potrzebowałam teraz najbardziej.

Następnego dnia obudziłam się z bólem głowy.Było prawie południe a ja nie miałam najmniejszej ochoty opuszczać łóżka.W końcu dzięki małej motywacji zwanej głodem zeszłam na dół.Dałam jedzenie psu ,zaparzyłam sobie herbatę i zrobiłam kanapkę.Potem znowu udałam się do mojego królestwa.Moje obijanie się przerwał sms od Kat.

„Wbijam do cb za pół godziny.”

Dobrze wiedzieć… Oczy same mi się kleiły a mięśnie odmawiały posłuszeństwa ,ostatnią rzeczą której dziś potrzebowałam to donośny głos mojej zwariowanej kuzynki.Jakoś nie przejęłam się bardzo jej zapowiedziom i dalej okupowałam moją oazę spokoju ,zwaną przez innych łóżkiem.I tak jak pisała Kat …pół godziny później po domu rozbiegł się dźwięk dzwonka do drzwi.Zebrałam wszystkie swoje siły i zbiegłam po schodach na dół.

-Ap ,to ty?-zdziwiła się Katherine wpatrując się we mnie z głupią miną.

-Nie , znajdujesz się w Japoni ,a przed tobą stoi Święty Mikołaj.-odparłam sarkastycznie.
-Oj widzę ,że chyba na urlopie ten Mikołaj.-roześmiała się patrząc się na moją pidżame.
-Właź kobieto.-zamknęłam drzwi.
-Napijesz się czegoś?-zapytałam jak przystało na panią domu.
-Nie , dzięki.Chyba wiesz czemu zawdzięczam ci tą wizytę?
-Domyślam się.-odburknęłam.
-No więc?-zapytała siadając na kanapie.
-Wyjeżdża.-odparłam obojętnie.
-Kto?Co?Jak?-Kat z niedowierzania przymrużyła oczy.
-Nathan ,wylatuje z zespołem do USA na prawie da miesiące.
-Co? Wkręcasz mnie!-ruda skrzyżowałam ręce na piersi ,a ja zrobiłam poważną minę.-I co teraz?
-Jak co?No nic.
-Za wami 3 „spotkania towarzyskie”-moja kuzynka zaakcentowała te wyrazy jak to ja kiedyś je powiedziałam.-a on się ulatnia!-mówiła ożywiona.
-Kat ,przecież to nie specjalnie ,ani…
-Oj , no wiem… szkoda.-posmutniała.-Zawsze gdy was razem widziałam szczerzyliście się jak szczerbaty do sucharów.-odparła na co ja parsknęłam śmiechem.
-Ale ja tego tak nie zostawię!-po minucie ciszy wypaliła ożywiona Katherine.-Nie będziesz ,koleżanko sama!Ja podejmę się tego i Cię wyswatam.
-Odbiło ci!?Nie potrzebuje ŻADNEGO swatania.
-Jesteś od roku sama.Ap ,musisz kogoś poznać.-Kat mówiła teraz jak psycholog.
-Może i potrzebuje ,ale bez twojej pomocy!
-Niech ci będzie.Ale zdajesz sobie mam nadziej sprawę ,że w tej pidżamce nikogo nie wyrwiesz? Dlatego dziś idziemy do klubu!
-Dziś?-spytałam przerażonym tonem. W takim stanie to ja się co najwyżej mogę nadawać tylko do klubu emerytów…
-Ubiorę Cie ,umaluje ,wyszykuje…Nie wykręcisz się!Wieczorem wychodzimy.-informował mnie jej stanowczy ton.
-Przywieź mi jeszcze ciężarówkę tabletek na ból głowy ,ok?
-To też da się załatwić.-uśmiechnęła się Kat ,po czym wyjęła ze swojej torebki ,w której było chyba wszystko ,tabletki.
-Jesteś nie możliwa!

Resztę dnia spędziłyśmy gadając ,na różne tematy i śmiejąc się bez pamięci. Co jak co ,ale to zawsze Kat okazuje się być najlepszym lekiem na brak dobrego nastroju. Nie mam pojęcia skąd ona bierze tą swoją energię i te wszystkie zwariowane pomysły.Czasami jej tego zazdroszczę.Około 15 , jako że lodówka świeciła pustkami , zamówiłyśmy pizzę ,a kilka godzin później zaczęłyśmy przygotowania do wyjścia.Najpierw zamknęłyśmy się w łazience na cztery spusty i zajęłyśmy makijażem i fryzurą.Kat po mistrzowsku skręciła moje włosy w kształtne spirale spadające na moje ramiona.Potem zanurkowałyśmy w mojej wielkiej szafie ,w poszukiwaniu adekwatnych ubrań.Kat znalazła tam na moje nieszczęście swoje ubrania ,które „zapożyczyłam” od niej na imprezie Hallowenowej po kąpieli w basenie ,jednak nie była za to na mnie zła.W końcu wybrałam jakieś ubrania i oboje byłyśmy gotowe.Katherine jako stały bywalec klubów wybrała miejsce naszego dzisiejszego imprezowania.Zamówiłyśmy taksówkę ,która zawiozła nas pod klub "Metaxa".Pod klubem ku naszemu dziwieniu nie stała jak zwykle kolejka ludzi.No tak czego się spodziewać ,w końcu dziś jest czwartek.W prost idealny dzień do imprezowania... Nie zraziłyśmy się jednak tym ,że dziś jest środek tygodnia ,a w klubie jest o połowę mniej ludzi niż zwykle. Odrazu po wejściu do "Metaxy" udałyśmy się do baru.Z tąd było widać dobrze całe wnętrze , które oświetlały różnego koloru światła .Na parkiecie , pod sprzętem dj'a tańczyli ludzie ,nie tyle co zwykle , ale nie można też było powiedzieć ,że klub świecił dziś pustkami.Połowa z popielatych ,kanciastych kanap znajdujących się w rogu pomieszczenia była zajęta.Z kontenplaci otoczenia wybiłam mnie moja wspóltowarzyszka.

-Ap?Co zamawiasz?-zapytała ,a raczej wykrzyczała mnie do ucha.
-Może być t
equila.-zwróciłam się do barmana ,który już zajmował się drinkiem dla Katherine.
-Ap co ty taka jakaś nie obecna?
-Mówiłam ci przecież ,że dziś nie mam ochoty na imprezę.
-Daj spokój!-spojrzała na mnie.-Napijemy się ,potańczymy , zobaczysz że będziemy się świetnie bawić.-mówiła pewnie.
-Jak ty dorwiesz się do parkietu to nie będzie Cie szło z niego ściągnąć.-roześmiałam się przypominając sobie ostatnie imprezy na których moja pijana kuzynka nie miała sobie równych w wygłupianiu się na parkiecie.
-Ale mam nadzieje ,że ciebie też!-wskazała na mnie palcem upijając łyk swojego drinka.
-To się zobaczy.
-Ja zmykam , wiesz gdzie ...-upiła jeszcze łyk wstając z barowego krzesła.-zaraz wracam.-poszła w stronę toalet zostawiając mnie sam na sam z barmanem.
Sączyłam właśnie swoją tequile gdy barman oparł ramię o blat i zapytał-Mam wrażenie ,że się skądś znamy.
O tak! Możliwe ,że widziałam cie na wiocha.pl
-Nie sądzę.-odparłam speszona ,nawet nie przyglądając się specjalnie rozmówcy.
-A ja myślę April ,że spędziliśmy razem w jednej klasie  najgłupsze 3 lata.
-Ymm... sorki ,ale jakoś cie nie pamiętam.-odparłam .... zaskoczona to chyba mało powiedziane.-Luke?-wydukałam niepewnie ,ale blondyn kiwnął potwierdzająco głową.-Sorry ,nie poznałam cię.
-Tak bardzo wyrosłem?-roześmiał się.
-Trochę ,tak.
-Kochałem się w tobie przez całą 2 klasę.-uśmiechnął się lekko pod nosem.
-Wybacz ,ale nie miałam pojęcia.-nie wiedziałam co powiedzieć na takie "wyznanie".
-Fajnie sie dowiedzieć o takich bzdurach po latach ,co?
-Miło.-uśmiechnęłam sie lekko speszona.-Pracujesz tu?-zmieniłam temat na ,jakże głupim pytaniem ,a raczej stwierdzeniem.
-Jak widać.-uśmiechnął się.-wszystkie alkohole są do mojej dyspozycji.-wskazał wzrokiem na półki licznych butelek.
-Czasem też bym tak chciała.
-A ty?Pracujesz gdzieś?
-Jestem na razie szczęśliwą bezrobotną ,ale planuje to zmienić.
-Szczęśliwą?-roześmiał się.
-Na razie pod pod dachem u rodziców niczego mi nie brakuje i rozkoszuje sie moimi -zaznaczyłam w powietrzu cudzysłów.-wakacjami.
-Wakacjami powiadasz.
-Jako bezrobotna mam teraz można powiedzieć wakacje.-rzekłam i wypiłam do dna moją tequilę.
-Bardzo dobre podejście.-i kolejny uśmiech z jego strony ,jak tak dalej pójdzie to zaraz tu zemdleje.
-Idę poszukać mojej współtowarzyszki.-uśmiechnęłam się niewinnie i ruszyłam w stronę toalet ,gdzie rzekomo udała się rudowłosa.


-------------------------------------------------------------------------------------
Witam! ;)

No to tak... kłódki ,z błędami i taki sobie.Ok zamykam się już!Nic nie mówię ;) 
Pisany w trakcie burzy w notatniku więc małe błędziki tam gdzieś pewnie są.
Ale mniejsza.Co do następnego to będzie dopiero w poniedziałek.Wiem ,ten też miał być wcześniej ,ale jak by to powiedzieć ...jestem teraz rozchwytywana i spędzam mało czasu w domu.Jednak rozdziały od 14 w góre są już napisane ^^ więc będą dodawane ,oj będą ;)
Mam nadziej ,że fajnie spędzacie wakacje bo ja nie narzekam.

No więc żegnam Was bejbusy i zachęcam do obiektywnej oceny w komentarzach! ;*

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 11

Rozdział 11
 

-Fajne imię.-upiłem łyk gorącej herbaty.
-A pochwalę Ci się ,że mojego pomysłu.-April mówiąc lekko się uśmiechała.-Kiedyś oglądałam Epokę Lodowcową i jakoś tak Diego przypominał mi tego tygrysa , no wiesz… te wystające kły.
-O widzisz coś mnie łączy z twoim psem.Nie zgadniesz jak wszyscy moi znajomi do mnie mówią!
-ymm…-dziewczyna przyglądała mi się przez się kilka sekund ,a po chwili zapytała śmiejąc się perliście.-Leniwiec Sid?No wiesz w sumie to masz coś takiego… podobnego w sobie…-April mówiła przez śmiech.
-Ale naprawdę jestem aż tak Sidowy?
-Jak by to powiedzieć ….-zawahała się by potem stanowczo powiedzieć.-tak!
-Ale pamiętaj ,że masz zakaz mówienia tak do mnie.
-Tak samo jak Baby Nath?
-Tak!
-No… nie obiecuje ,czy mi się może czasem nie wyrwie.
-Jak by co to pamiętaj ,że mam w zanadrzu dużo kar!
-Ciekawe jakich?-zadrwiła z uśmiechem.
-A zdziwiła byś się!
-Aż strach się bać!
-I niech tak zostanie.-odpadłem i zająłem się moją herbatą.

Nastała teraz cisza ,słychać było jak deszcz ciężko obija się o rynny.Słysząc to , jak by mój dobry dotąd nastój w minucie się pogorszył. Nie dawała mi spokoju myśl ,że będę musiał powiedzieć April coś bardzo ważnego. Czego ja i z pewnością ona też będzie żałowała ,że musi się wydarzyć. Prawie dwa miesiące ,ja w Ameryce ,a ona tu.Pewnie nie będzie na mnie czekała  ,taka dziewczyna jak ona nie musi długo czekać aż ktoś się nią zainteresuje.Za nami zaledwie kilka spotkań ,a już musimy zakończyć naszą znajomość.

-Podobają mi się te obrazy.-palnąłem byle głupotę ,aby przerwać ciszę.
-Ten z Big Benem i Tym wielkim posągiem na wzgórzu sama namalowałam.-popatrzyła w ich stronę.
-Naprawdę?-zapytałem zdziwiony bo obrazy były naprawdę genialne.
-Nie ,tylko tak mówię ,żeby Ci zaimponować ,ale i tak wiem że Cie to nie interesuje.-powiedziała jednym tchem i wzruszyła ramionami.
-No dobra ,a malujesz jakieś … akty?-zapytałem na co dziewczyna zakrztusiła się herbatą po czym wybuchła śmiechem ,a ja oczywiście nie wiedziałem o co chodzi.
-Akty?-zapytała zaskoczona unosząc brew.
-No …-dopiero teraz zdałem sobie sprawę jaką głupotę powiedziałem. O CHOLERA!-Nie nie to znaczy , kurde pomyliłem się!Chodziło mi o te …no autoportrety.-z tego całego zakłopotania własną głupotą nie mogłem się wyłowić.
-Autoportrety powiadasz?-April dalej śmiałą się w najlepsze.
-Znowu coś głupiego palnąłem?
-Chyba raczej portrety.-odparła ,a ja zrobiłem facepama.
-To ja się już lepiej może nie będę wypowiadał.
-W sumie to czemu nie?Zakłopotany Nathan Sykes to chyba rzadki widok.
-I lepiej niech tak pozostanie.

Brunetka wzięła swój i mój pusty kubek ,a następnie odłożyła je do kuchni.

-Aktów się Baby Nathowi zachciało.-zaśmiała się pod nosem.
-Co ty tam mamroczesz?
-A nic nic , tak tylko się z ciebie nabijam.
-Za dobrze coś ze mną masz.To się z człowieka nabija ,to obraża , używa głupich nazewnictw.-zacząłem wyliczać.
-Wrzuca po pijaku do basenu.-przerwała mi ,a na samą myśl o tym wydarzeniu z Hallowenowej imprezy oboje wybuchliśmy śmiechem.
-Zaraz ,a co było potem?-próbowałem rozjaśnić lukę w mojej pamięci.
-Potem było wielkie suszenie ,a następnie…-April zamyśliła się.-właściwie to nie pamiętam…
-Ja też nie…może nie robiliśmy jednak nic głupiego.
-Oby nie.-odparła stanowczo Ap ,opierając się tyłem o kuchenny blat.-Dobry z ciebie kucharz?-zapytała po chwili.
-Domownicy jakoś nie narzekają z tego co wiem.
-No proszę i w dodatku umie gotować!
-Jeszcze umie śpiewać  , grać na pianinie , tańczyć , robić z siebie kompletnego idiotę.
-Oj musze się z tym zgodzić!A i zapomniałeś jeszcze o przechwalaniu się!
-No nie!Cokolwiek powiem jest źle… tobie to jednak trudno dogodzić.
-Spróbuj mi dogodzić piec ze mną pudding ,ok?
-Pudding?-zdziwiłem się.
-To takie budynio podobne ciasto ,które mam nadzieje w moim wykonaniu będzie w miarę jadalne.
-Droga Ap ,wiem co to pudding i jestem pewny ,że w naszym –podkreślenie wyrazu „naszym”-wykonaniu będzie w 100% jadalny.
-Jak zwykle ,ten człowiek umie tylko jedno…-April westchnęła.
-No co?Mówie jak będzie.-broniłem się.
-A i jeszcze zapomniałam dodać ,że jesteś zawsze wszechwiedzący.-odparła z lekkim uśmiechem otwierając lodówkę.

Następnie zabraliśmy się za pieczenie ciasta.Niby z nas 100% angole ,a jednak pudding to dla nas nie taka łatwa sprawa.Oczywiście nie obeszło się bez różnego rodzaju wpadek i wypadków ,które powodowały większe i mniejsze straty w kuchni.Nie obyło się też bez „przedawkowania”  składników w moim wykonaniu ,ale mimo wszystko trwaliśmy w nadziei ,że pudding będzie chociaż w miarę jadalny.Po włożeniu ciasta do piekarnika zajęliśmy się bałaganem ,a właściwe syfem jaki po sobie tam zostawiliśmy.Jak przeczuwałem … nie obyło się bez „bitwy na mąke”.No tak …ledwo co westchnąłem po tym pieprzonym deszczu  to teraz byłem cały w mące.W końcu jednak jakoś udało nam się wszystko ogarnąć , choć z mąką poszło trudniej… ciasto było gotowe ,więc dumni zasiedliśmy do stołu.W sumie to nasz pudding nie wyglądał tak najgorzej … jak na pierwszy raz to nawet można powiedzieć ,że był udany.

Skończyliśmy jeść.Nastała cisza.To ten moment.To trudne … w dodatku cała przyjazna do tond atmosfera nagle zniknie.Jednak muszę w końcu to z siebie wydusić.

-April.-powiedziałem cicho ,ale nie na tyle że dziewczyna podniosła wzrok.-Ja wyjeżdżam.-powiedziałem na jednym oddechu ,aby mieć to już za sobą.
-Wyjeżdżasz ,do Londynu?-zapytała zaskoczona moim poważnym i zarazem zdenerwowanym tonem.
-Też…to znaczy razem z zespołem jedziemy w trasę po USA.-Ap milczała ,miała zaskoczoną i chyba też rozczarowaną minę.-Na… –wziąłem głęboki oddech.-na prawie dwa miesiące.-„dwa miesiące” te słowa chyba najtrudniej przeszły mi przez gardło.
-To długo i daleko...-radosny płomyk w jej oczach jak by teraz zgasł.

Oboje teraz próbowaliśmy blado się uśmiechnąć ,jak by próbować wyrazić przez to ,że ta sytuacja wcale nie jest taka powarzna.Chciałbym ,aby nie była taka poważna… Zawsze gdy mówiłem rodzinie ,że wyjeżdżam ani oni ,ani ja nie mieliśmy z tym żadnego problemu. To było dla nich naturalne ,że mam takie obowiązki. Jednak z April było inaczej.

-Ale mam nadzieje ,że przed świętami się uda nam jakoś spotkać.-wydukałem.
-Ja chyba nigdzie się nie wybieram ,więc pewnie tak…-powiedziała starając się przyjąć obojętny ton ,ale ja czułem jak by cała radość z niej w tej chwili wyparowałą.

Naszą wymianę zdań przerwał dźwięk otwierających się wejściowych drzwi.Jak można się domyśleć byli to rodzice April.Dziewczyna na ich widok jak by ocknęła się z przemyśleń.


-Pójdę już.-odparłem i wstałem od szklanego stołu ,a kobieta o kruczoczarnych włosach z reklamówkami w ręce weszła do przedpokoju.
-Mamo to jest Nathan.-odezwała się Ap ,a jej matka jak by lekko zaskoczona wpatrywała się we mnie.
-Dzień dobry.Ja…właśnie wychodzę.-razem z April udaliśmy się do wiatrołapu.
-Pożyczę Ci parasol , bo pewnie dalej pada.-dziewczyna otworzyła szafę po czym wręczyła mi przedmiot.
-April…szkoda ,że tak się złożyło.
-Bywa.-odpowiedziała obojętnie.-Mam nadzieje ,że dacie tam świetne koncerty.
-Ja też mam taką nadzieję.-ubrałem kurtkę. -To do kiedyś-Do zobaczenia na livestreamach.-wymusiła uśmiech.
-Będę mentalnie z tobą.
-No ja myślę.
-Więc żegnaj April.-odparłem i przytuliłem dziewczynę na pożegnanie z nadzieją ,że to nie ostatni raz kiedy się widzimy.Popatrzyłem jeszcze w jej oczy ,które przypominały morze czekolady ,w którym można było bez pamięci się zatopić.Otworzyłem drzwi , Ap się nie myliła na dworze lało jak z cebra.Otworzyłem parasol idąc po marmurowych schodach.Dziewczyna stałą właśnie w na wpól otwartych drzwiach ,nasze spojrzenia się spotkały...Ap zamknęła drzwi a ja udałem się przed siebie.

----------------------------------------------------------------------------------------------

 No witam moje ziomeczki! ;)

Takie tam dla Was natworzyłam.Tak ,wiem to z psem było głupie ,ale jakoś tak samo przylazł mi do głowy...No cóż.Załamane tym "rozstaniem"?Bo ja nie! ;)Musze przyznać ,że z przyjemnością pisało mi się ten rozdział , ach ten smutny nastój ^^

Ja już kończę bo internet ledwo zipie.Tak więc ocenę pozostawiam Wam! ;)

Do nn! ;*  mój trójkąt bermudzki <3 font="">


PS.Wy też macie czasem problem z dodaniem posta? Często wskakuje mi jakiś błąd i musze się z tym męczyć. ;(