poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 27



Niezależna ,taka chciałam być.Ale ,czy byłam?Sama nie znałam odpowiedzi na to pytanie.Niby dostałam wszystko ,czego chciałam ,ale dalej brakowało mi czegoś ,a właściwie kogoś.To Vegas nie było takie samo jak kiedyś.
Ten tydzień w porównaniu do poprzedniego wcale się nie płynął mi szybko.Miałam wrażenie ,że ciągnie się w nie skończoność i nigdy nie będzie miał końca.Zapewne było to spowodowane rutyną jaka mi towarzyszyła w pracy ,kolejne dni prawie niczym nie różniły się od poprzednich.Nie było w nich tego czegoś co sprawi że nie będę żałować wyjazdu do Ameryki.Co prawda Joann nie była już na mnie taka cięta , a przynajmniej tak mi się wydawało.W każdym bądź razie próbowałam nie dawać jej ku temu żadnych powodów ,a swoje obowiązki wypełniać jak najlepiej potrafiłam.W końcu po 7 godzinach pracy  i męczenia się w niewygodnych szpilkach opuściłam The Mirage Hotel.Popędziłam na tramwaj  i po kilka minutach byłam już w drodze do domu.Do rezydencji Jefersonów musiałam podejść jeszcze jakiś kilometr.Jak zwykle bramka była otwarta ,więc szybkim krokiem podążyłam kamienną ścieżką w stronę drzwi.Chciałam jak najszybciej walnąć się na łózko i po prostu zasnąć.Otworzyłam drzwi i usłyszałam znajome głosy.Wszystko było by w normie ,gdyby nie to ,że donośny głos Katerinę rozbrzmiewał w całym domu.Tak po prostu gawędziła z Amy w salonie.Na mojej twarzy z miejsca zagościł uśmiech ,tak bardzo mi jej brakowało ,ale co ona tu robi?Przecież jeszcze kilka dni temu zaklinała się ,że nie da rady do mnie przyjechać.
-Kat!!!-prawie ,że pisnęłam gdy zobaczyłam moją przyjaciłkę.
-Jestem!Ap , o mój Boże jak dobrze cię  wiedzieć!-Kat błyskawicznie podniosłą się z kanapy i wpadła w moje ramiona.Tak bardzo za nią tęskniłam.
-Ty gnomie ,przecież mówiłaś nie że nie przyjedziesz!
-Oj tam ,tak cie tylko wkręcałam!Ale co , nie cieszysz się?
-Zwariowałaś!-poczochrałam ja po jej rudej czuprynie.-Jasne ,że się cieszę i to jak!
-Ciociu ,wiedziałaś że Kat przyjedzie?-skończyłyśmy swoje uściski i dopiero teraz zobaczyłam radosną twarz Amy.
-Och ,no wiedziałam.-przyznała-to miała być taka mała niespodzianka.
-Takie niespodzianki to ja codziennie chce!Tak się cieszę!-czułam ,że od uśmiechu bolą mnie już policzki.-Ale tak w ogóle to kiedy przyjechałaś?
-Jakieś dwie godzinki temu.-z radochą na twarzy wzruszyła ramionami.
-Zabije was ,po prostu kiedyś was zabije!-przytuliłam obie.
-Dobry miałam plan ,co nie Katherine?-Amy z kuzynką przybiły sobie piątki.
-Plan wspaniały ,ale jak na razie to ja porywam ciebie-wskazałam palcem na Kat-na górę i gadamy do wieczora ,a może i do nocy zejdzie.
Jak powiedziałam ,tak zrobiłam i po chwili siedziałyśmy w u mnie w pokoju.
-Wow!Nieźle ci tu room urządzili moja droga.-Kat nie mogła się napatrzeć na mój kącik.
-Wiem ,jest ślicznie.-odstawiłam na bok torebkę i zdjęłam buty ,a następnie usiadłam na łóżku klepiąc miejsce obok mnie.-siadaj i opowiadaj!
-Pffff to ty opowiadaj lepiej!
-Jak by było co.Właściwie to od naszej ostatniej zacnej rozmowy na skejpie nic się nie zmieniło.-wzruszyłam ramionami.
-Oj kobito kobito.Widzę ,że muszę wkroczyć do akcji i to w  trybie natychmiasotwym.Zobaczysz ten weekend będzie niezapomniany!
-Coś mi to już przypomnia.
-Hmmm czyżby szanowny weekend z Nathanem i The Wanted w roli głównej?-pomachała zabawnie brwiami.
-Nawet mi nie gadaj już o tym więcej!
-Ok ok!-podniosła dłonie w obronnym geście śmiecąc się przy tym jak nienormalna.
-A tak zbaczając z tematu to moja koleżanko przecież mówiłaś mi ,że nie możesz wziąć wolnego w pracy.
-Erm no tak mówiłam.-Kat wyraźnie spuściła wzrok.
-Nie!Wylali cię!?
-Nie wylali ,tylko… ta praca nie była dla mnie po prostu.
-Oj Katherina Katherina leniu ty jeden.
-Hahahaha i to mówi największy leń jakiego nosi ta planeta?!
-Zamilcz ty glonojadzie!-oburzyłam się i rzuciłam w rudowłosą poduszką.
-Ej ej bo jeszcze wyjadę z stąd poszkodowana!
-Co?!Ja ci nie dam nigdzie wyjeżdżać.Zostajesz tu dożywotnio razem ze mną!
-Grozisz mi?!-teraz to naprawdę dałam w śmiech.Kat zawsze gdy to mówiła miała taki groźny wyraz twarzy ,że momentalnie chciało mi się z niej śmiać.
-Oj co ja bym bez ciebie zrobiła.-westchnęłam.
-Na pewno marnie byś zginęła…
-Z nudów!
-Dokładnie.-przy wtórowała mi.-No to co robimy , Ap?
-Nie jesteś zmęczona po locie?-zapytałam zdziwiona.-A nie zapomniałam ,że ty masz niezliczone zapasy energii!
-Dlatego trzeba je należycie wykorzystać.To co najpierw proponuje zaliczyć jakąś galerie ,potem basen i na końcu uwieńczymy to wypadem do jakiegoś klubu ,hmm?
-No ,ale to są chyba plany na cały weekend ,prawda?
-Chyba sobie żartujesz!April ,rusz się poszalejemy w końcu!
-Ale ja jestem taaaaka zmęczona.-ziewnęłam i walnęłam plecami o łóżko.
-A ta znowu swoje.-Kat wzniosła oczy ku górze.-No dobra ,ale za dwie godziny wychodzimy!-zarządziła po chwili gdy zobaczyła ,że udaję że śpię.
-Hola hola!A tak w ogóle to gdzie ty zamierzasz spać?
-U ciebie to raczej się nie zmieszczę-rozejrzała się po pokoju-więc zostanie mi kanapa w salonie.
-A no chyba ,że tak.To wnieść sobie do mnie walizkę ,a ja poleżę ,wezmę prysznic i pójdziemy na miasto.

Położyłam się i tak po prostu... nawet nie wiem kiedy odpłynęłam. 

-Ap!April ,no wstawaj ,nie denerwuj mnie!-czułam jak ktoś mną szarpie. 
-Coooo ,o co chodzi?-przeciąłem się  otwierając powoli oczy.
-No jak to co?Miałyśmy wyjść.
-A no tak.Już się zbieram strażniku czasu.

Szczerze powiedziawszy to najchętniej bym jeszcze trochę pospała ,ale przy Kat taka opcja wydaje się nie możliwa.Zrezygnowana wstałam i pomaszerowałam do łazienki.Prysznic i o wiele lepiej się poczułam.Potem umalowałam się i uczesałam ,wygrzebałam coś z szafy i byłam gotowa.Gdy zeszłam na dół tak jak poprzednio zobaczyłam Katherine rozmawiającą z Amy.
-To co ,Ruda ,idziemy?
-A idziemy ,oczywiście.-Kat odstawiła na stół kubek kawy ,którą popijała i ruszyła w moją stronę.-Dziś wrócimy trochę później.
-W porządku dziewczyny mnie musicie się śpieszyć.-Amy posłała nam miłe spojrzenie i wyszłyśmy.
-Widzisz jaka jestem wspaniałomyślna ,zamówiłam taksówkę!
-No widzę widzę.A czy moja wspaniałomyślna kuzynka wie gdzie jedziemy?
-O to się nie martw!-odparła gdy wchodziłyśmy do taryfy.
Nie wiedziałyśmy co prawda ,jaki są dobre miejsca ,ale w końcu od czego są mili taksówkarze.Kierowca zawiózł nas na główną ulicę Vegas ,całkiem niedaleko Paris Las Vegas ,gdzie jeszcze nie tak dawno spędziłam romantyczne chwilę przy zachodzie słońca z Nathanem....
Widziałam jak Kat świecą się oczy ,z zaciekawieniem wpatrywała się w te wszystkie budynki ,niezliczone sklepy ,restauracje ,kasyna i inne.Tu było dosłownie wszystko.Słońce jeszcze nie chyliło się ku zachodowi ,ale koniecznie chciałam zobaczyć to centrum nocą ,oświetlone niezliczoną liczbą neonów.
-O Boże ,czy to nie ta wieża Eiffla  , o której mi opowiadałaś?-Kat gdy zobaczyła pokaźną konstrukcje natychmiast ożyła.
-Ta sama.-uśmiechnęłam się na samo wspomnienie.
-Chodź my tam!-zarządziła.

I tak też zrobiłyśmy.Szłyśmy dość powili ,rozglądając się wokoło różnorodnych budynków ,o kształtach o których w Gloucester się nawet nie śniło.Co chwilę Kat niczym mała dziewczynka będąca w wesołym miasteczku mówiła "musimy tam iść!"Oczywiście zanim dotarłyśmy do PLV zahaczyłyśmy o kilka sklepów kupując "drobne gadżety" jak to określiła moja towarzyszka.Całą drogę oczywiście rozmawiając podziwiałyśmy Paryski kompleks.Nie obeszło się też bez kilku pamiątkowych zdjęć.Na koniec wybrałyśmy się też do baru tuż obok.Kat postanowiła mnie trochę upić i rozerwać bo jak sama powiedziała po ciężkiej pracy należy należycie odpocząć.Tylko ,że w jej towarzystwie nie da się odpoczywać.
-I jak ci się u żyje?-zapytała mnie popijając swojego kolejnego drinka.
-Jest dobrze.
-Jakoś bez przekonania.-uniosła pytająco brew.
-No wiesz.Niby dostałam to ,czego chciałam.Mieszka w niezwykłym mieście ,mam dobrą pracę ,mam gdzie mieszkać...
-Ale...
-Ale brakuje mi tu ciebie -wskazałam na nią na co blado się uśmiechnęła-rodziny i innych.
-Innych ,czytaj Nathana.
-Wiesz ,że od jakiegoś czasu rozwinęłaś w sobie zdolność czytania mi w myślach?
-April...-powiedziała smutno patrząc prosto na mnie..-Przecież na pewno się znowu zobaczycie.
-Może.Jak wrócę ,ale co z tego.-spuściłam wzrok i zaczęłam jeździć palcem po krawędzi pustej szklani.
-Ja tego tak nie zostawię!
-Kat...-westchnęłam- a ty znowu.To chyba nie ma sensu.
-Jak to nie ma sensu?!-nagle się ożywiła-z tego co mi opowiadałaś doskonale można wywnioskować ,że Nathanowi na tobie zależy ,a tobie na nim.
-Gdyby tylko to było łatwiejsze...On zawsze będzie gdzieś jeździł ,koncertował ,ma swoje obowiązki.Ja się po porostu dla niego nie nadaję.
-Kobieto!Co ty znowu wymyśliłaś?Nie możesz tak myśleć.Może i on jest sławny ,ale chce mieć kogoś przy sobie jak każdy inny facet i może tym kimś powinnaś być właśnie ty?
-Taaa.Też chciałabym tak myśleć.
-Widzę ,że jednak musze cie sprowadzić na odpowiedni tor myślenia moja droga.-powiedziała Kat tak poważnie jak jeszcze nigdy.


-------------------------------------------------------------------------------------
Joł joł ;)

Co tam?U mnie w miarę dobrze ,w szkole jeszcze nie najgorzej więc mam trochę czasu na pisanie.Tak w ogóle to nawet wena mnie dopadła dzisiaj ,ale trochę na krótko.Cóż mam nadzieję ,że nauka nie wypali mi dziury w głowie i będę dała rady pisać.
A tak w ogóle to ,pewnie sami o tym wiecie ,ale chciałam wam napisać ,że po prostu ciesze się ,że was mam.Może i czytelników jest mało ,ale z to są wspaniali!Za każdym razem gdy czytam wasze kochane komentarze mam radochę i aż mi się łezka nieraz w oku kręci. ;) Tak ,że oby tak dalej ,liczę na was słońca!

A więc nie będe już przedłużać i zostawiam was z tym powyżej.Mam nadzieję ,że wam się podoba bo mi tak.Z pozdrowieniami dla trójkąta ^^
Do niedługo! ;*

czwartek, 12 września 2013

Rozdział 26


Następny dzień.Weekend trwa w najlepsze.Jak to ja , wykorzystuje każdą okazję aby dłużej pospać więc tego dnia obudziłam się tuż przed południem.Jak zwykle w leniwe niedziele włożyłam na siebie byle jakie dresy i wykonałam poranną toaletę.Mimo ,że byłam dosyć wypoczęta tego dnia nie czułam się najlepiej.Doskwierało mi uczucie pustki zapewne związane z wyjazdem The Wanted.Miałam ochotę po prostu wybrać się z przyjaciółką do jakiejś miłej kawiarni i się wygadać.Tyle ,że Kat siedziała sobie teraz w Gloucester ,a ja musiałam jakoś poradzić sobie z tym wszystkim bez niej.
-Witaj April ,  jak się spało?-powitała mnie z uśmiechem Amy.Tego dnia wydawało mi się ,że wszyscy są szczęśliwi tylko nie ja.
-Jak zwykle dobrze.-usiadłam obok niej na beżowej kanapie w salonie.-chyba kupie od was to łóżko.-odparłam na co ciotka się roześmiała.
-To śniadania ,czy obiadu?
-Niech będzie śniadanie.
-W takim razie kuchnia jest do twojej dyspozycji.
-Eh ,trzeba było powiedzieć że obiad jest gotowy a śniadanie musze zrobić sobie sama.
-Oj nie marudź leniu. –ciotka roześmiała się i wysłała mnie do kuchni.
Nałożyłam sobie na talerz smakowicie wyglądającą pieczeń z sałatką i puree.Długo siedziałam przy stole i grzebałam w jedzeniu w między czasie rozmyślając co mogłabym dziś pożytecznego zrobić aby nie zanudzić się na śmierć.Oczywiście nie wymyśliłam nic ,więc po posiłku udałam się do ogrodu.Słonce Vegas przyjemnie oświetlało moją twarz.Już nie było w prawdzie tak ciepło jak jakiś tydzień temu ,ale dalej byłam zadowolona z pogody.Wzięłam jeszcze ze sobą koc i nie pozostawało mi nic innego jak poleżeć na hamaku w ogrodzie.
Przypomniała mi się wczorajsza sytuacja.Impreza i występ chłopaków ,wydawało mi się jak by to było wieki temu ,a nie zaledwie przedwczoraj.Potem pożegnanie z Nathanem i jego słowa.To co w tedy pomyślałam.Czy on może coś wiedzieć?A może zrobiłam wtedy coś naprawdę głupiego i szalonego ,a on to pamięta i nie chce mi powiedzieć bo wie jak bym się zdenerwowała na siebie samą. Chociaż … z resztą po tych incydentach już chyba gorzej być nie może.Obudziłam się obok niego ,w jego łóżku i to w jego pokoju hotelowym… Na samą myśl jakie mieliśmy w tedy miny i w jakim byliśmy szoku zachciało mi się śmiać.To nawet dobrze ,że ten ich ochroniarz odstawił nas bezpiecznie do hotelu.Ale … a jeśli Nathan miał na myśli to w jaki sposób tam wylądowaliśmy w sensie razem?! Nie…stop. Ap , błagam nie dramatyzuj już.Ale mógł mi tego nie mówić!Przynajmniej nie zastanawiałabym się nad tym tyle i nie wymyślała o co mogło mu chodzić.Wolałabym już żyć w niewiedzy w jaki sposób się tam znaleźliśmy ,a najlepiej jeszcze co robiliśmy w trakcie tej imprezy.Było by prościej.Chciałaby z nim pogadać może nie koniecznie o tym ,ale tak po prostu szczerze pogadać.Już chciałam wyciągać swój telefon i sprawdzać czy mam jego numer ,ale przypomniało mi się ,że przecież moja torebka zniknęła gdzieś bez śladu.Cholera ,tylko ja tak chyba potrafię… Nawet nie mam do niego jak zadzwonić.Mam czekać aż do grudnia ,kiedy wrócę do Gloucester i może przypadkiem się na siebie natkniemy?Przecież to bez sensu.Kompletnie bezsensu .Mogłam nigdzie nie wyjeżdżać ,z resztą on też.Siedzielibyśmy sobie w UK i prowadzili normalną znajomość ,bez żadnych spotkań raz na miesiąc.W tedy to wszystko było by łatwiejsze ,ale widocznie może musi być tak jak jest teraz.W końcu gdybym nie wyjechała do LV i Nathan z zespołem też przypadkiem nie miał by tu występować nie spotkalibyśmy się z pewnością nie zrobili milina głupich rzeczy ,których teraz nawet nie pamiętamy.
-April!-usłyszałam głos Ryana i w tej samej chwili poczułam mokrość wody ,a konkretnie to ,że zostałam nią oblana.Zadowolony Ryan stał nade mną z wężem ogrodniczym w ręku i pewnie miał niezły ubaw z mojej rekacji.
-To już drugi raz!Przedtem prawie nie zamordowałeś mnie zrzucając mnie z hamaka ,a teraz narażasz moje życie .. wodą!-udawałam wkurzoną ,chociaż oczywiście nie było mi na rękę że mnie zmoczył.
-A to sory nie wiedziałem ,że masz uczulenie na wodę- podniósł ręce w obronnym geście i dał w śmiech.
-…
-A tak poważnie mówiąc ,pomożesz mi z ogródkiem ?April? Oj no przepraszam.-mówił już serio ,ale dalej się śmiał ,a ja usiadłam w pozycji „na obrażoną”.
-Niech będzie.W zasadzie to nie mam co ze sobą zrobić-odparłam w końcu.
-W takim razie moja ulubiona chrześnico ta grządka jest do twojej dyspozycji.-wskazał na dosyć dużą grządkę obsadzona różami w przeróżnych kolorach.-Przypuszczam ,że nie lubisz grzebać w ziemi więc rękawiczki są tu –podał mi żółte gumowe rękawice.
-No to idę zabić chwasty.-wzruszyłam ramionami i udałam się w stronę „miejsca pracy”.
W sumie to ogrodnik byłby ze mnie całkiem dobry.A tak szczere mówiąc to miałam po prostu jakieś zajecie i na chwilę przestałam myśleć o Nathanie i innych sprawach.W ogródku spędziłam praktycznie resztę popołudnia. Ciocia zawołała mnie na kolacje ,a po posiłku pojechałam z Ryanem na zakupy do super marketu.Niedzielny wieczór zleciał mi dosyć szybko miałam przynajmniej czas aby odpocząć od tych wrażeń które przyniosły poprzednie dni.
Następny dzień.
Jak zwykle rankiem przygotowywałam się do wyjścia do pracy.Sama nie wiedziałam czemu ,ale jak by lekko się tym stresowałam.Zdecydowanie dołowała mnie myśl że gdy pojawie się w hotelu nie zobaczę już pogodnej twarzy Nathana ,który będzie do mnie dzwonił i zamawiał śniadanie.
„-Oj Nath!
-Ale może mogłabyś po znajomości … w drodze wyjątku przyjąć moje zamówienie?
-W sumie to bym mogła.
-No to tak…zamawiam April Jeferson i do tego  poproszę…”
Na samą myśl gdy przypomniałam sobie jego radosny głos uśmiechnęłam się do siebie.Albo jego mina gdy po raz pierwszy zobaczył mnie w hotelowej recepcji.
„-A kogusz to ja widzę , April we własnej osobie!
 -No widzisz jaki ten świat mały”
Szkoda ,że te czasy już nie wrócą ,że The Wanted nie wrócą.Polubiłam te typki ,chyba nie ma drugiej takiej nieokrzesanej paczki jak oni-myślałam podchodząc do wielkich obrotowych drzwi „The Mirage”.Z wejścia zobaczyłam stojącą już na swoim stanowisku Rachel.Jak zwykle wyglądała nienagannie ,jak typowa recepcjonistka ,gładki kok i czarny struj pasowały do siebie idealnie.Nie to co ja i te moje trampki… Pomyślałam ,ale zraz przypomniało mi się ,że przecież w mojej szafeczce czekają na mnie nowe szpilki kupione specjalnie do pracy.Udałam się w kierunku szatni ,szybko przebrałam się i po chwili już stałam na recepcji obok Rachel.
-Hej.-powitałam ja uśmiechem.
-Witaj April ,dobrze że jesteś bo podobno Joann ma do ciebie jakąś sprawę.-mówiła dosyć szybko i można było z tego wywnioskować ,że chodzi o coś ważnego.
-Sprawę?-zmarszczyłam brwi.
-To znaczy –spuściła wzrok -nie powinnam ci chyba mówić.
-Rachel ,ale o co chodzi?-dopytywałam zdenerwowana.
-Podobno-zaczęła nie pewnie –ktoś coś powiedział i to dotarło do Joann ,że… nie jestem pewna…-miała wyraźnie zakłopotany ton.-a z resztą –machnęła ręką –nie ma o czym mówić.Tyle plotek się słyszy teraz od pokojówek ,że głowa boli.
Co?!Pokojówek?Joann?Że niby to jest jakaś grubsza sprawa?Nie!Oby to nie miało nic wspólnego z moją nocą spędzoną tu z Nathanem…
Byłam przez to wytrącona z równowagi ,ale musiałam wrócić do pracy.Kilka godzin później zobaczyłam na horyzoncie Joann...szła w naszą stronę.
-Dzień dobry.Jak się wam pracuje dziewczyny?-zapytała sztucznie się przy tym uśmiechając.
-Wszystko w porządku -odpowiedziałyśmy równo.
-No to dobrze.April-jej wzrok utkwił na srebrnej tabliczce z moim imieniem. przyczepionej do czarnego żakietu.-Za 5 minut pod biurem pana Morrisa.-powiedziała obojętnie po czym odwróciła się na pięcie i poszła.
Miałam nie tęgą minę.Rachel posłała mi dodające otuchy spojrzenie i poszłam.Szłam jak na ścięcie i tak też się czułam.Dotarłam do wąskiego beżowego korytarza ,tego samego który prowadził mnie kiedy byłam tu pierwszy raz.W tym momencie towarzyszyły mi nie mniejsze nerwy niż przed rozmową kwalifikacyjną.Ale w tedy rozmowa z szefem przebiegła mi pomyślnie ,teraz nie mam pojęcia jak to się skończy.Kiedy byłam stałam tuż pod biurem sekretarka powiedziała mi ,że na mnie czekają.Odruchowo zapukałam w ciemne dębowe drzwi i weszłam do środka.Moim oczom ukazało się ładnie urządzone i nowoczesne biuro.Nic się tam nie zmieniło odo mojej ostatniej wizyty ,no oprócz małego szczególiku ,czyli Joann.
-Dzień dobry.-wydusiłam z siebie i zajęłam zostawione dla mnie krzesło.
-Witam panią ,pani April.-odezwał się Morris.Mimo ,że miał większą władzę niż Joann o wiele mniej się go obawiałam.-Jak mam nadzieję pani wie , jesteśmy zadowoleni z pani pracy.
-Bardzo miło mi to słyszeć.-odparłam.
-Ale wezwaliśmy tu panią z nieco innego powodu.Otóż dotarły do nas pewne informacje.Była pani widziana bodajże w
-W tą sobotę.-wtrąciła się Joann.
-Tak ,w tą sobotę w naszym hotelu.-powiedział i posłał mi pytające spojrzenie.
A wiec muszę jakoś z tego wybrnąć...
-To prawda.-zaczęłam i nie kompletnie nie wiedziałam jak mam się wytłumaczyć.-Byłam tu nie służbowo.
-W jakim celu?-Joann znowu wtrąciła swoje trzy grosze.Byłam już nie tylko zestresowana ,ale też wkurzona tym całym przesłuchaniem.
-Po prostu odwiedziłam mojego przyjaciela ,chyba regulamin tego nie zabrania?
-Oczywiście ,że regulamin tego nie zabrania.Zabrania jedynie w trakcie pracy nawiązywać znajomości z gośćmi ,szczególnie jeśli tyczy się to naszych specjalnych gości.-wyczułam w głosie szefa szczególny nacisk na "specjalnych gości"...
-Wiem o tym.-próbowałam mówić spokojnie ,ale mój wewnętrzny głos wołał "Ratunku!!!Zaraz ucieknę z stąd przez okno!"-ale uważam ,że nie naruszyłam moich obowiązków.Byłam tu nie służbowo ,oczywiście.
-Dobrze ,czyli sprawa została wyjaśniona.Zapewne wie pani ,że staramy się jako hotel utrzymać dobrą opinię ,tak że nie chcemy żadnych problemów.-Morris wcale nie mówił ostro ,ale spokojnie chociaż mimo to dalej byłam zdenerwowana tą sytuacją.
-Będe o tym pamiętać na przyszłość.-sztuczny uśmiech.-Czyli to wszystko ,tak?
-Tak tak ,proszę wracać do pracy.-na jego słowa odetchnęłam z ulgą.Jednak kątem oka widziałam ,niezbyt zadowoloną z tego faktu Joann.Dziwne...
-Do widzenia.-wstałam z krzesła i zniknęłam za drzwiami.
Zadowolona kroczyłam korytarzem.Jak zwykle za bardzo się obawiałam.Miałam tylko nadzieję ,że nie będę miała już żadnych problemów i jakoś wytrwam do świąt w The Mirrage.


-----------------------------------------------------------------------------------
Hey!
Ugh... -,- nie wyszło.To znaczy wyszło ,ale końcówka już nie.Rozdział miał być wczoraj ,ale zażalenie należą się bloggerowi... miałam wczoraj napisany cały rozdzialik pięknie i już chciałam dodać kiedy nie chciało mi się zapisać ,coś kliknęłam i skasował mi się cały tekst.Całe szczęście ,że miałam 2//3 napisane w Wordzie ,więc tylko końcówkę musiałam pisać od nowa.Oj blogger mnie chyba nie lubi bo już drugi raz mi się to zdarzyło.
No nic, ale dodałam i to najważniejsze.
Zdradzę tylko jeszcze ,że Show Me Love ,które słuchałam chyba 32465678899 razy dodaje weny ^^ Polecam xd
Nie przedłużam już ,mam nadzieję ktoś moje bazgrołki wyżej przeczytał i jest ok.
Następny ukaże się w weekend ,będe musiała się trochę namęczyć...Ściskam i do zobaczenia ;)

sobota, 7 września 2013

Rozdział 25



Resztę podróży , czyli jakąś godzinę błądzenia po mieście  rozmawialiśmy sporadycznie ,żadne z nas nie chciało dłużej ciągnąć tematu wczorajszej nocy ,ale pewnie oboje myśleliśmy ciągle co mogło się wydarzyć .Chciałam o tym jak najszybciej zapomnieć jednak było to nieuniknione.W zasadzie to objechaliśmy całą jego okolicę szukając tego głupiego urzędu ślubnego i nic!Nath nie chciał pytać ludzi bo już od razu według niego wszyscy by się dowiedzieli i zrobiła by się afera... Może i miał rację ,ale dalej nie mogę do siebie dopuścić myśli ,że prawdopodobnie jesteśmy małżeństwem.Raczej obstawiam ,że to był jakiś głupi zakład autorstwa tych pijanych niedorozwojów.Przez tą bezsensowną sytuację ciągle się sprzeczaliśmy. Dalej jeździliśmy po Vegas nie odzywając się do siebie ,aż w końcu dotarliśmy do największego i najsławniejszego kasyna w mieście z nadzieją ,że w to w tamtejszej kaplicy obok doszło do zajścia przez które na naszych rękach znalazły się obrączki.Po niedługim błądzeniu  znaleźliśmy się w kaplicy.Na miejscu powitał nas jakiś dziwny typ w obciachowej hawajskiej koszuli.Stał na taborecie i montował zasłony w oknach.
-Aaa to wy!-gdy usłyszał ,że weszliśmy poparzył w naszą stronę.
Boże ,jacy znowu my?!-pomyślałam.
-My byliśmy tu wczoraj?-zaczął nie peniw Nath.
-Wy i jeszcze inni.Tak ,tak była piątka chłopaków i jedna dziewczyna.-zszedł z taboretu i do nas podszedł.-A o co tak właściwie chodzi?
-Przypuszczamy ,że prawdopodobnie…-Nathan nabrał powietrza w usta –wzięliśmy tu ślub.-powiedział jak najbardziej poważnie ,na co mężczyzna dał w śmiech.Automatycznie popatrzyliśmy na siebie widząc jego reakcje.
-My nic ze wczorajszej nocy nie pamiętamy.-zaczęłam.-Jak to się stało?
-Chodźcie ,nie będziemy tu tak stać.-wskazał zachęcająco ręką na na ławke.Nie pewnie usiedliśmy.
-No więc… Wczoraj ,a właściwie to dzisiaj około 1 w nocy odbywał się tu ślub.Mały ,kameralny ,taki tam.-facet mówił ,a ja tylko co chwilę patrzyłam przestraszona na Nathana.-Nie ,nie spokojnie ,ale nie wasz!
-Zaraz ,czyli my nie wzięliśmy tu ślubu?!-dopytywałam zdenerwowana.
-Hmmm nie wiem jak to dokładnie było.W każdym bądź razie odbywała się tu ta impreza i nie mam pojęcia skąd ,ale wzięliście się tu całą ekipom schlani w cztery strony świata.Taki brunet…. Nie wiem jak on się nazywał… w każdym bądź razie awanturował się ,że chce tu zamówić sobie ślub.
-Boże…-zasłoniłam usta dłonią.Oboje z Nathanem z zaciekawieniem wsłuchiwaliśmy się w każde słowo historii opowiadanej przez mężczyznę.
-Byliście straszne głośni ,a tamten najbardziej się awanturował.Krzyczał ,że tylko pojedzie do Los Angeles i przywiezie tu swoją dziewczynę. Chcieliście tu koniecznie zorganizować ślub.
-Ale w takim razie co robią te obrączki na naszych palcach?
-Sam nie wiem.-wzruszył ramionami śmiejąc się pod nosem.-Potem wyszliście i stwierdziliście ,że poszukacie jakiegoś auta ,aby dostać się do LA.
-Przecież Kevin mówił ,że znalazł nas w jakimś samochodzie na pustyni!
Chciało mi się śmiać.W dalszym ciągu nie wiedzieliśmy jak na naszych palcach znalazły się te obrączki ,ale jednak cieszyłam się ,że chyba raczej nie wzięliśmy tego ślubu.Poczułam ulgę.Wszystko powoli wracało do normy.W prawdzie dalej nie był nam znany dokładny senariuszu wczorajszej imprezy ,ale teraz znaliśmy chociaż jej końcówkę… Podziękowaliśmy facetowi za wyjaśnienia i wyraźniej zadowoleni wyszliśmy z budynku.
-To wszystko przez naszego jakże ogarniętego Thomasa.-śmiał się Nathana.
-To on chciał wziąć ślub ,a nie my!-byłam wręcz szczęśliwa.-Też czujesz taka ulgę?
-I to jaką!-uśmiechnął się.
-Ale trzeba jednak przyznać , że głupota nas  nie opuszcza.
-Oj nie.W dodatku gdy jest przy nas pozostała czwórka ,przychodzi ze zdwojoną siłą.
-Chodź tu do mnie.-powiedział .Teraz obje byliśmy spokojniejsi ,tak jak by spadł z nas ogromny ciężar.Chłopak mocno mnie przytulił i pocałował w czoło ,a ja byłam zadowolona z takiego zakończenia tej sprawy.
-A to.-wziął moją dłoń i spojrzał na „ozdobę” na mojej dłoni.-lepiej będzie jeśli się tego pozbędziemy.-zsunął złotą obręcz z mojego palca ,a potem ze swojego po czym włożył do kieszeni w spodniach.
-Zostawisz ją sobie na pamiątkę?
-A wiesz ,że to nie jest wcale taki głupi pomysł!
-Nath…lepiej je wyrzućmy.
-No ,ale zmarnują się!
-A kto chciałby używane obrączki co?
-No…dobra to ty weź swoją.-podał mi pierścionek.-a ja wezmę swoją.
-W sumie to….a wiesz co?Też je zatrzymam!
-I takie podejście jest bardzo dobre!
-Przepraszam ,że na ciebie wcześniej krzyczałam i byłam taka wkurzona.
-Ja też cię przepraszam ,bo zdenerwowałem się nie mniej niż ty.
-Ale skończyło się za to idealnie.-uśmiechnęłam się.
-A może skończyć jeszcze lepiej.-uniósł brew , zbliżył swoją twarz do mojej i pocałował.
Miał takie ciepłe usta…Poczułam się w tedy prawie tak jak  wczoraj.Było pięknie ,chyba o nic już nie musieliśmy się martwić.Po chwili oderwaliśmy się od siebie i trzymając się za ręce ruszyliśmy w stronę samochodu.Było lepiej ,o wiele lepiej.Nathan zaoferował się ,że dostarczy mnie do domu.Byliśmy coraz bliżej domu Amy i Ryana ,ale nie byłam z tego powodu zadowolona.Wiedziałam ,że The Wanted muszą już wracać ,a ja zostanę w Vegas i nie spotkam tak szybko Nathana.Po paru minutach dojechaliśmy i czarny van

zaparkował pod domem.
-Więc musimy się pożegnać…-zaczęłam ,choć wcale nie miałam ochoty wysiadać z samochodu bez niego ,a co dopiero się z nim żegnać…
-Znowu…
-Mam nadzieję ,że się jeszcze zobaczymy wkrótce.
-Postaram się do Ciebie przyjechać.Teraz będę zajęty ,z chłopakami mamy dużo pracy w LA , potem kilka koncertów gdzieś w Stanach…-posmutniał.
-Mimo to chciałabym ,abyśmy się jeszcze kiedyś spotkali mój niedoszły mężu.-uśmiechnęłam się lekko.
-Ja też mam taką nadzieję moja była żono.-powiedział ciepło i odwzajemnił gest.
Na koniec został nam już tylko pożegnalny przytulas.Ze smutkiem ,że to już koniec wysiadłam z samochodu.
-Wiesz podobno po alkoholu ludzie robią rzeczy na ,które normalnie nie mieli by odwagi i czego chcę.-powiedział przez uchyloną szybę po czym dodał gazu i odjechał.Byłam zaskoczona tym co powiedział! Czyżby Nath chciał mi tym coś zasugerować? Cały czas o tym myślałam i nie mogłam pozbyć się z głowy jego głosu.Otworzyłam bramkę i kierowałam się w stronę drzwi wejściowych domu ,a jego słowa dalej rozbrzmiewały w mojej głowie.Drzwi domu były otwarte ,ściągnęłam buty w przedpokoju i udałam się do kuchni gdzie nalałam do szklanki soku.Oparłam się tyłem o blat i myślałam.
-O April gdzie ty się podziewałaś?-zagadał mnie wujek.
-Byłam na mieście ,takie tam…
-Z tym chłopakiem?
-Co?-zapytałam głucho zamyślona.
-Byłaś na mieście z tym chłopakiem ,który Cię tu podwiózł?
-Tak to mój przyjaciel.-przyjaciel?Sama nie wiem ,czy mogę go tak zaklasyfikować.W prawdzie nie znamy się długo ,ale..
-Aaa rozumiem.Nie dziwię się taka laska jak ty pewnie nie może się odpędzić od chłopaków.
-Wujkuuu!-dostał solidną sujke w bok.-A zdziwiłbyś się wcale nikt za mną nie lata ,zresztą to nawet dobrze.
-Dobrze?
-Nie ważne.-machnęłam ręką.-Ide na górę.-położyłam pustą szklankę w zlewie ,by następnie szybkim krokiem pokonać schody i znaleść się w swoim pokoju.Miałam nie odpartą potrzebę pogadania z Kat.Uruchomiłam laptopa ,wysłałam smsa do kuzynki i czekałam na nią na skejpie.Co prawda u niej był teraz ranek ,ale czego nie robi się dla przyjaciółki.;) Po chwili Katherine była dostępna.
-Hej kuzynko!-powitała mnie cała radosna.Och muszę przyznać ,że brakowało mi jej widoku.
-Witaj rudzielcu!Nie obudziłam Cię czasem?
-Nie.W zasadzie to i tak miałam prędzej czy później wstać.No ,ale opowiadaj co tam w Vegas?
-No w sumie to dużo i to bardzo dużo się dzieje.
-Oooo i dlaczego mnie tam nie ma?
-To pakuj tyłek w samolot i przyjeżdżaj!
-To nie jest takie proste…pracuje.
-Co ty pracujesz?No nie wieże!
-A wyobraź sobie ,że pracuje i to w sklepie muzycznym!
-Wow!Zaskakujesz mnie coraz bardziej Kat!A ile już tam sobie pracujesz?
-Już będzie z tydzień.-wyprostowała się dumnie z szerokim uśmiechem na twarzy.
-No no to praca ostro wrę!
-Oczywiście ,a jak ,że by inaczej.No ,ale my u gadu gadu o mojej skromnej osobie ,a co u ciebie Ap?
-U mnie naprawdę się dzieje!
Opowiedziałam jej całą historię kilku dni począwszy od pojawienia się Natha w hotelu do dzisiejszego szalonego po południa.
-Noooo!Ty tam naprawdę czasu nie marnujesz moja droga!-uśmiechałam sie jeszcze bardziej widząc jej reakcje ,którą już z góry przewidziałam.
-Weź nawet nie żartuj.To poważna sprawa.
-Poważna sprawa?Wzięcie ślubu po pijak to baaardzo poważna sprawa!-Kat ciągle się śmiała i gestykulowała rękoma jak to ma w zwyczaju.-Ale z drugiej strony to przyznaj , Nath jest taaaki kochany!
-Kochany?-zdziwiłam się jej wypowiedzią.
-No a co!Przyjechał do tego twojego hotelu i się z tobą umówił i jeszcze dzwonił- awwwww-A potem na ten ich występ Cie zaprosił i…
-No właśnie i…
-Oj tam no…ale ,żeś się wkurzyła!Chciałabym to widzieć!April Jeferson w akcji!
-Daj spokój.-spuściłam wzrok.Przypomniało mi się jak wrzeszczałam na Nathana.
-Boże ,ale ja żałuję ,że mnie na tym ślubie nie było!Przecież ja powinnam być twoją honorową druhną!
-No i tu się z tobą zgodzę ,ale ostatecznie pragnę ci przypomnieć ,że do ślubu nie doszło.
-Oj tam szczególik-machnęła ręką.-Kurde!Ale miałam nosa ,żeby was poznać!Naprawdę nie spodziewałam się ,że aż do takich czynów po tym dojdzie!
-Tak Kat jesteś matką tej znajomości!
-Oczywiście i dlatego powinnam być druhną honorową!
-Może następnym razem.
-Oooo następnym powiadasz?-pomachała zabawnie brwiami.
-Oj no wiesz nie to miałam na myśli…
-Jasne jasne.
-A wiesz co mi Nath dziś powiedział?Że podobno po alkoholu ludzie robią rzeczy na ,które normalnie nie mieli by odwagi i to czego chcą.
-Nooo gadasz!Mówie Ci on tobie chciał zasugerować coś tym.-i kolejne pomachanie brwiami ze strony mojej rozmówczyni.
-Może….tak…myślę ,że tak.-kolejny raz zamyśliłam się.
-I?
-Co i?
-I co z tego wywnioskowałaś?
-Jeszcze nic ,ale pracuję nad tym.Wiesz Kat musze kończyć ,zaraz będzie kolacja tak więc żegnam Cię.
-Ok ,ale mam nadzieje ,że się odezwiesz niedługo!
-No pewnie-pokiwałam głową-To trzymaj się mi tam!
 -Przesyłam Ci wirtual hug!Pa pa.
Rozłączyłam rozmowę ,wyłączyłam laptopa i położyłam się na łóżku.Wpatrywałam się w sufit i myślałam o tym wszystkim.Może rzeczywiście Nath miał w jakimś stopniu rację?Wtedy po pijaku chcieliśmy … przecież to bez sensu!Zaraz.. chyba ,że on coś pamięta ,coś o czym ja nie mam zielonego pojęcia.Cholera.Nie no przecież nie!
-April kolacja!-usłyszałam wołający mnie głos cioci po czym posłusznie zbiegłam na dół i zobaczyłam na stole trzy talerze zapełnione jedzeniem.
Kolacja była naprawdę pyszna bo okazała się być nią spagetti bolonese ,czyli coś co kocham jeść.Po posiłku pomogłam cioci zmywać ,potem trochę porozmawiałyśmy i oglądałyśmy TV.Nie miałam już na nic siły i ochoty więc poszłam na górę.Wziełam orzeźwiającą kąpiel z mnóstwem piany ,przebrałam się w pidżamę i poszłam spać. Zasnęłam od razu ,byłam zmęczona wydarzeniami dzisiejszego dnia.

---------------------------------------------------------------------------------
Hey!
hmm no to tak... Nie wiem sama co napisać.Z rozdziału jestem zadowolona ,szczegulnie czytając miłe  komentarze mam banana na twarzy ;) Chociaż szkoda mi ,że mało osób przeczytało.Chyba.Rozumiem bo w końcu powrót do szkoły itp. ja też nie miałam za dużo czasu dla bloga.Uratowały mnie to ,że te rozdziały napisałam jakiś miesiąc temu xd taki tam zwrotcik akcji rodem z kac vegas ;) no ,ale cóż ,dziękuje za 4 tysie wyświetleń i mam skrytą nadzieję ,że tym razem stali czytelnicy nie zaginą w akcji i nie zapomną o komentarzu ,który wiecie jak dużo dla mnie znaczczy.
To tyle.Szkoła jak to smutno brzmi.Jak tam u was?U mnie ze szkołą  okej ,choć wiele rzeczy mnie zaskoczyło i wszystko jest dla mnie nowe.Dobra nie rozpisuje się już ;p

Następny mam nadzeję że do czwartku nabazgram ;)